Felieton: Płyty vs pliki. Tradycja kontra cyfryzacja.

24.02.2013

Dzisiejszy felieton jest dosyć wyjątkowy. Wpadliśmy na pomysł, by napisać artykuł, który byłby stworzony przez kilka osób. Nasunął nam się koncept, by treścią felietonu stały się nasze opinie na związany z muzyką temat, który jest rozbieżnie postrzegany nie tylko w obrębie naszej redakcji. Nośniki fizyczne vs. pliki muzyczne. Płyty kontra mp3. Tradycja naprzeciw cyfryzacji. Starzy kontra młodzi. Mick Jagger vs. Justin Bieber. W naszej ocenie wiek, czyli tym samym odrębna rzeczywistość muzyczna zastana w momencie wchodzenia w świat dźwięków, ma wpływ na wyrażane opinie, dlatego też przy każdym wypowiadającym się zaznaczamy lokalizację danej osoby na linii życia. Trzy pytania, trzy osoby, trzy spojrzenia na temat.

Aleks (przed dwudziestką)

1. Gdzie lub najczęściej w jaki sposób poznajesz nową muzykę?

Jakby na to nie spojrzeć, najciekawszą wystawą muzyczną jest internet. Mam tendencję do porzucania wszelkich obowiązków przeciętnego Kowalskiego na rzecz wielogodzinnego przeszukiwania YouTube’a w celu znalezienia intrygującego brzmienia. Dodatkowo korzystam z różnego rodzaju rekomendacji, które otrzymuję na swój kanał, czy też propozycji wysuwanych przez last.fm. Niekiedy sami początkujący wykonawcy wysyłają do mnie (i całej rzeszy innych muzycznych maniaków) wiadomości z linkami do swoich utworów.

Dzięki znajomym muzykom i ludziom z mojego najbliższego otoczenia często odwiedzam też Soundcloud. Kiedyś istną kopalnią muzyki był MySpace, który dziś już raczej odszedł do lamusa. O dziwo, na dobre dźwięki można też trafić na Facebook’u. Poprzez wyszukiwanie z nudów na chybił trafił i wpisywanie przypadkowych nazw udało mi się znaleźć kilka ciekawych zespołów, które przy profilach mają zakładki Band Page ze swoimi kawałkami.

Co do radia i telewizji, to mają one wpływ tylko i wyłącznie na moją znajomość muzyki polskiej będącej obecnie “na topie”. Dzięki temu pierwszemu medium orientuję się też poniekąd w wykonawcach białoruskich, ponieważ jedyną stacją, którą odbieram w moim pokoju, jest Radio Brest.

2. Co jest twoim głównym źródłem zdobywania muzyki i dlaczego?

Internet sam w sobie, jak i strony aukcyjne. Wręcz nałogowo robię zakupy muzyczne na Allegro.

3. Co sądzisz o postępującej cyfryzacji muzyki (mp3, iTunes, Spotify/streaming) i w tym kontekście czy, a jeśli to jaką widzisz przyszłość dla fizycznych nośników muzycznych (CD, winyle)?

Biorąc pod uwagę to, że w dzisiejszych czasach praktycznie każdy młody – i nie tylko – człowiek ma w głowę wrośnięte słuchawki, a w kieszeń wszyty telefon, odtwarzacz mp3 lub iPod , skłaniam się do stwierdzenia, że płyty CD wraz z całym wydawniczym asortymentem stają się kolekcjonerską zabawką – nie mówiąc już o wiecznie zakurzonych winylach.

Według mnie cyfryzacja muzyki musiała nastąpić, a kiedy już to się stało, ktoś niepotrzebnie podniósł wielki krzyk o kradzież, prawa autorskie, czyli krótko mówiąc – o mamonę. Skoro muzyka jest tworzona dla ludzi, to nie powinno się ograniczać jej dystrybucji do potencjalnych słuchaczy, tylko dlatego, że sprzeda się mniej płyt. Na dobrą sprawę, jeżeli komuś zależy na trzymaniu w dłoniach nowiutkiego, pachnącego albumu, z książeczką o wykonawcy i unoszącym się wokół “zapachem nowości”, to kupi sobie choćby i Deluxe Edition, z koszulką i breloczkiem do kluczy. Ale jeśli komuś zależy tylko na tym, by wsadzić w uszy coś ciekawego, to jestem w stanie postawić milion dolców na to, że jego kontakt z “żywym” krążkiem ograniczy się do obejrzenia jego okładki na półce w Empiku… a może nawet i to nie.

Martyna (w połowie dwudziestki)

1. Gdzie lub najczęściej w jaki sposób poznajesz nową muzykę?

Najczęściej znajduję nową muzykę w internecie – poprzez strony typu last.fm, które oferują rekomendacje w oparciu o statystyki przesłuchanych utworów, dzięki sprofilowanym poleceniom sklepów internetowych (najczęściej Amazon) oraz przez sprawdzanie powiązanych artystów w portalach streamingowych, takich jak np. Grooveshark. Podstawowa zaleta tych sposobów, czyli stosunkowo dobre dopasowanie rezultatów do moich upodobań, stanowi też główną wadę – dostaję muzykę podobną do tej, którą już znam, gatunkowo zbliżoną do tego, czego słucham. Dlatego, żeby rozszerzyć obszar poszukiwań, wykorzystuję zróżnicowane gusty muzyczne moich znajomych i sprawdzam kawałki, które mi podsyłają lub albumy, o których wspominają. Z tego samego powodu przeglądam portale poświęcone muzyce i – coraz rzadziej – muzyczne fora.

Mogę też wyróżnić charakterystyczne miejsca, w których stykam się z nieznaną muzyką –  mój samochód oraz knajpy i kluby. W pierwszym wciąż często słucham radia (stacje rockowe, radiowa Trójka) i sporadycznie zdarza się, że wpadnie mi w ucho jakaś piosenka. Wtedy na pierwszym czerwonym świetle zapisuję datę, godzinę i stację lub – jeśli mam szczęście i trafiam na korek – od razu sprawdzam w internecie tytuł i wykonawcę. W drugim przypadku czasami przez brzęk szklanek i ludzkie głosy przebija się zaskakująco przyciągający uwagę utwór, który zmusza mnie do natychmiastowego zamęczania barmanek/ów pytaniami: „kto zacz?”.

2. Co jest twoim głównym źródłem zdobywania muzyki i dlaczego?

Internet – pod sztandarem łatwości wyszukania w porównaniu z przekopywaniem sklepowych półek, w zasadzie natychmiastowej dostępności i wygody pozyskiwania muzyki.

3. Co sądzisz o postępującej cyfryzacji muzyki (mp3, iTunes, Spotify/streaming) i w tym kontekście czy, a jeśli to jaką widzisz przyszłość dla fizycznych nośników muzycznych (CD, winyle)

Cyfryzacja na dużą skalę zaczęła się wraz z wprowadzeniem na rynek płyty cd i upowszechnieniem dzięki niej cyfrowego zapisu dźwięku. Jednakże naprawdę duża zmiana rozpoczęła się w chwili pojawienia się internetu i wyeliminowania namacalnego nośnika muzyki.

Sieć umożliwiła promowanie muzyki na skalę wcześniej niespotykaną. Obecnie bardzo szerokie grono twórców może prezentować swoje dokonania wyjątkowo licznej publiczności z całego podłączonego do internetu świata. Słuchacz staje przed bogatym spektrum wykonawców i gatunków, których w każdym momencie ma w zasięgu kilku kliknięć. Łatwy dostęp do narzędzi promocyjnych oznacza jednocześnie dla muzyków większą konkurencję, a dla odbiorców konieczność stosowania coraz lepszych filtrów wyszukiwania nowości. Różne próby uporządkowania rozbuchanego tygla, w którym kotłowały się i kotłują rozmaite interesy oraz trudna do kontrolowania a tym samym zatrważająca niektórych dostępność muzyki, doprowadziły do rozwoju mediów strumieniowych.

Wydaje mi się, że jest to dobre rozwiązanie zarówno dla artystów, jak i dla odbiorców. Popularność streamingu rośnie i będzie nadal rosła kosztem sprzedaży plików muzycznych. To rozwiązanie kompromisowe, które jako pierwsze może realnie zmniejszyć obrót nielegalnymi plikami w sieci, a jednocześnie jeszcze radykalniej zmienić przemysł muzyczny i sposób dystrybucji muzyki.

W wyniku powyższych zmian fizyczne nośniki dźwięku stały się po prostu gadżetami. Ich zakup już od przynajmniej dekady nie jest pierwszym krokiem, który należy wykonać przed słuchaniem muzyki, a jedynie dodatkowym elementem, ewentualnym gestem uznania w stronę artysty.

Wywodzę się jeszcze z pokolenia, które ceni namacalność – lubię moment odfoliowania płyty, zapach farby drukarskiej, zagłębienie się w książeczkę i rytuał pierwszego przesłuchania. Lubię kolekcjonować płyty cd, tak jak lubię posiadać papierowe wydania książek, ponieważ oddziałują nie tylko na wyobraźnię, ale także pobudzają dodatkowe zmysły. Jednakże ze względu na wygodę korzystania i szybkość dostępu w każdym miejscu wybieram na co dzień dźwięk w formie skompresowanych danych i e-booki na czytniku, podczas gdy ich fizyczne odpowiedniki spoczywają spokojnie na półkach w domu. Ot – signum temporis.

Dlatego myślę, że jeśli coś pozwoli przetrwać fizycznym nośnikom dźwięku, to będą to powody sentymentalne. Od pewnego czasu obserwuję renesans płyt winylowych, które roztaczają wokół siebie magię analogowego dźwięku, czego znakiem są chociażby zaproszenia na „vinyl parties”, ale jest to odrodzenie niszowe. Płyty będą miały swoich zwolenników i odbiorców, w – jak sądzę – znaczących liczbach, lecz czas największej świetności i popularności mają już za sobą.

Krzysztof (po trzydziestce)

1. Gdzie lub najczęściej w jaki sposób poznajesz nową muzykę?

Wszędzie, gdzie to tylko możliwe. Oczywiście podobnie jak dziewczyny, bardzo intensywnie korzystam z wszelakich zasobów internetowych, ale sieć nie jest moim jedynym źródłem muzyki. Choć może trudno w to uwierzyć, ale wciąż czytam prasę muzyczną. Co więcej – nawet ją prenumeruję! Właśnie sobie uświadomiłem, jaki jestem już stary…. W prasie nazwy potencjalnie ciekawych zespołów czerpię nie tylko z recenzji, ale również wywiadów, zapowiedzi tras, reklam, w zasadzie wszelkich odnośników informacyjnych. Radia nie słucham. Czasem puszczę coś na chybił trafił w iTunes i to jest ciekawa opcją przypadkowego spotkania z muzyką. O tyle lepsza od radia, że przepływ dźwięków nie jest przerywany gadaniem i są wyświetlane nazwy wykonawców. W sieci swego czas bezkresnym zagłębiem był dla mnie Amazon. Bywały wieczory, że od jednej rekomendacji innego użytkowania czy samego Amazona przechodziłem do innej płyty podobnego artysty, a z niej do kolejnej i potem następnej i taka forma eksploracji często pochłania mnie na całe godziny. Dlatego teraz tak debatuję, czy założyć konto na Spotify czy może najpierw spisać testament…

Muzykę przynoszą mi też zwykłe sytuacje z życia. Tak jak wspomniała Martyna, czasem jest to bar, czasem rozmowy ze znajomymi. Dużo dają też koncerty, gdyż zawsze staram się uczestniczyć w nich od samego początku, tak żeby nie umknął mi żaden support. Gdy nie mogę pojechać na koncert interesującego mnie zespołu, sprawdzam kogo wzięli tym razem na trasę. Ogólnie staram się mieć cały czas ucho otwarte, co czasem prowadzi do dosyć ekstremalnych sytuacji, takich jak zaczepianie nieznanych ludzi w windzie i dopytywanie się czego teraz słuchają, bo nawet przytłumione słuchawkami dźwięki sugerowały potencjalnie ciekawą treść muzyczną.

2. Co jest twoim głównym źródłem zdobywania muzyki i dlaczego?

Tu podobnie, mieszam tradycję z nowoczesnością. Kupuję w sieci, ale lubię również chodzić po sklepach, szczególnie przy okazji wyjazdu na koncert zagraniczny. Niektóre sklepy w Niemczech mają jedno piętro większe niż cały sklep w Polsce, a takich pięter bywa i pięć. Oczywiście nie zapominajmy o wszelakich mniejszych sklepikach i komisach, gdzie można wyhaczyć czasem naprawdę rzadkie okazy. A albumy naprawdę trudno dostępne zamawiam na Amazonie, gdzie kupuje zarówno nowe płyty, jak i używane z platformy Amazon Market.

3. Co sądzisz o postępującej cyfryzacji muzyki (mp3, iTunes, Spotify/streaming) i w tym kontekście czy, a jeśli to jaką widzisz przyszłość dla fizycznych nośników muzycznych (CD, winyle)

Mam nadzieję, że nie rozprzestrzeni się całkiem i płyty cd jednak przetrwają. Lubię i chciałbym mieć obydwie formy, zarówno pliki, jak i płyty. Czynnikiem, który może wybić ten drugi rodzaj nośnika jest cena. W Polsce jest ona nieadekwatna do siły nabywczej pieniądza, no ale to trochę szerszy i odrębny temat o podłożu społeczno-ekonomicznym. Tak jak leży mi na sercu los płyt, tak dosyć obojętne są mi winyle i do końca nie rozumiem ekscytacji tym rodzajem nośnika. Ciężko mnie przekonać do opinii, że na winylu wszystko brzmi lepiej niż na płycie. The Doors, jazz, hip-hop – możliwe, ale mocna muza typu Fear Factory czy Machine Head? Nie ma szans. Tego typu miazga potrzebuje klinicznej czystości, a charakterystyczne „przybrudzenie” winyla jest urokliwe, ale nie pasuje do każdego rodzaju muzyki. Co do przyszłości – słyszę o pomysłach wydawania muzyki na pendrive’ie czy w formie kodu, za pomocą którego będzie można ściągnąć album z sieci. Jako dodatkowa opcja dla chętnych proszę bardzo, ale mam nadzieję, że nie stanie się to jedyną możliwością nabywania muzyki. Chciałbym, żeby stary świat nośników i nowa rzeczywistość plików muzycznych koegzystowały ze sobą, nawet jeśli nośniki przesuną się w stronę niszy, co jest wielce prawdopodobne. Nie chciałbym jednak, żeby wyginęły całkiem, gdyż szkoda byłoby, gdybyśmy aż tak zrobotyzowali i odhumanizowali tak emocjonalną materię, jaką jest muzyka i fizyczna forma jej prezentacji, zarówno jeśli chodzi o dźwięki, jak i oprawę graficzną.

 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Felieton: Płyty vs pliki. Tradycja kontra cyfryzacja. została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.