Recenzja: Echoes of Eon – Immensity

03.06.2013

Czasami zdarza się tak, że nazwa danego zespołu dobrze oddaje wartość jego muzyki, ale bywa również, że jest zupełnie odwrotnie. No bo co byście pomyśleli o formacji kryjącej się pod nazwą „dziewięciocalowe paznokcie”. Nawet jeśli w przypadku Nine Inch Nails chodzi o gwoździe, to czy nazwa sugeruje przełomową formację industrial rocka czy może bardziej ściśnięty w skórzanych gaciach rozczapierzony glam? A Tool? „Narzędzie”?? Mistrzowie tajemniczej progresji czy weekendowy zespół pracowników hurtowni artykułów żelaznych? Na drugim biegunie takie nazwy jak Deftones czy Soundgarden nieźle oddają wartość oferowanej przez nich muzyki, choć moimi osobistymi faworytami są przekazy semantyczne ukryte w takich nazwach jak np. Life Of Agony czy Stabbing Westward, ale to zupełnie odrębna historia. W każdym razie, pochodzący z Dobrego Miasta kwartet Echoes of Eon postawił sobie wysoko poprzeczkę, mianując się „echami wieczności” tudzież pozaziemskich światów lub istot pośredniczących między bóstwem a stworzeniem. Możliwości interpretacyjne nazwy tego zespołu są wielorakie, ale w poniższej recenzji spróbuję przyjrzeć się temu, czy źródło muzyczne, z którego biją owe echa, jest równie intrygujące, co jego nazwa.

Kwartet powstał na początku 2011. Szukając swojej muzycznej drogi, robili podejście do twórczości uwzględniającej wokalistę, konkretnie głos damski, ale ostatecznie wydana w kwietniu debiutancka płyta „Immensity” jest wypełniona instrumentalnymi kompozycjami rockowymi z gatunku przez niektórych określanych post-rockiem. Płytę otwiera intrygujące, przestrzenne intro, które świetnie przechodzi w pierwszy pełny utwór albumu „Ganimedes”. Bardzo lubię taką dwutorowość kontrastu, jaką muzycy serwują na początku tej piosenki, kiedy spokojne partie jednej gitary są zestawione z mocnymi riffami drugiej. To takie uderzenie spojone z jednoczesnym muśnięciem. Sam utwór jest bardzo dobrze skonstruowany, mocno różnorodny, ale pozbawiony wrażenia wysiłkowego doklejania poszczególnych jego fragmentów. Następny w kolejności „Kallisto” jest tak naprawdę pierwszym utworem, który dzięki naszej partnerskiej audycji radiowej „Backstage” miałem okazję usłyszeć jeszcze przez zapoznaniem się z całą płytą. Pamiętam, że pierwszym wrażeniem, jakie miałem nt. muzyki Echoes of Eon było zaintrygowanie. Od pierwszego kontaktu z dźwiękami zespołu zaistniało pewne „echo”, które emitowało dźwięki zachęcające do dalszej interakcji. Tego typu oddziaływanie nie zawsze się zdarza, szczególnie w przypadku twórczości z nurtu post-rocka. Powtarzalność i odtwórstwo w obrębie tego gatunku jest już tak powszechne, że wieszczy się wypalenie tej formuły, ale tak naprawdę to nie formuła decyduje o wartości muzyki. Obecność tej cechy wyznacza emisja (lub brak) pewnej głębi, czegoś, co się nie ulatnia od razu, ale przyciąga do powrotu i z kolejnymi odsłuchaniami przysuwa się coraz bliżej, osiada trochę głębiej. A to z kolei jest generowane poprzez czucie, wyobraźnię i zdolności techniczne muzyków danego zespołu. I Echoes of Eon te atrybuty posiadają.

Zagłębiając się dalej w płytę, utwierdziłem się w jeszcze jednym odczuciu, które pojawiło się podczas pierwszego kontaktu z muzyką EoE. Tides From Nebula. A konkretnie „Aura”. Nie mam tu na myśli naśladowania debiutu czy stylu warszawskiej formacji, ale podmuch podobnego klimatu w energetycznej przestrzeni wypełniającej „Immensity” jest dosyć wyraźny. Przestrzenna energia to nie wszystko, co dostarcza muzyka kwartetu. Zespół oferuje również spokojniejsze klimaty jak „Io”, który ze stonowania powoli narasta w skomasowaną ścianę dźwięków. Potem na jakieś 15 minut, bo tyle łącznie trwają następne w kolejności „Europa” i „Tytan”, niestety następuje lekkie obniżenie lotów. Nie są to złe utwory, ale trochę statyczne, miejscami wręcz płaskie. Ale za to na koniec płyty dostajemy perełkę w postaci „Japet”, który niech mnie pokroją tępym nożem na cienkie salami, jeśli nie zaczyna się tak jak Toolowe „Disposition”. W kolejnych taktach tego utworu wypływa z kolei klimat A Perfect Circle poprzez, i tu zaskoczenie, wokal, albowiem „Japet” to utwór ze ścieżką wokalną. Ze świetną ścieżką wokalną. Głos gościnnie udzielającego się Piotra Gibnera (Proghma-C, Moose The Tramp) przyjemnie rozpływa się w spokojnych przestrzeniach gitarowych dźwięków, by pod koniec kompozycji zaskoczyć momentem agresji, w którym muzyka na chwilę spina się, przez co jednocześnie intensyfikuje odczucie przestrzeni rozlewającej się po kompozycji w kolejnym takcie. To jest jeden z najlepszych nie tylko momentów, ale i utworów na całej płycie. Czy to oznacza, że EoE powinni pomyśleć o przywróceniu wokalu do składu? Tego nie twierdzę. Ale w kontekście całej płyty mogę rzec, że brakuje mi trochę większej ilości właśnie takich momentów. Takich fraz, przebłysków, w których rozwiązanie aranżacyjne, użyte dźwięki czy sposób ich połączenia w pierwszej chwili cię zaskakuje, by sekundę później swoją intensywnością sprawić, że po twoich plecach spływa rozgrzany dreszcz. Dla mnie to jest wyznacznik polotu. I nie chodzi o użyte środki techniczne. Przecież to agresywne spięcie w „Japet” technicznie jest banalnie proste. Chodzi o myśl. Pomysł. Fragment wyobraźni i jego odpowiednie wkomponowanie w całość. Dlaczego o tym piszę w kontekście tego zespołu? Dlatego, że na płycie słychać, iż muzycy Echoes of Eon mają sporą wyobraźnię muzyczną i dobry warsztat techniczny. Mam tylko wrażenie, że w procesie komponowania są jeszcze jakby trochę ostrożni. Może dlatego, że to pierwsza płyta, może ich muzyka jeszcze się dociera i kształtuje. Czuć jednak, że w tym zespole drzemie potencjał. I to spory potencjał. Po zapoznaniu się z „Immensity” stwierdzam, że już jest dobrze, ale też czuję, że może być jeszcze lepiej. Tak więc wracając do akapitu wstępnego, „Echa eonu” z pewnością nie są pustą nazwą na wyrost. Wydaje mi się  jednak,  że zakres ich muzycznych zdolności może sięgnąć jeszcze głębiej i poruszyć jeszcze mocniej wieki/światy/istoty. Będziemy więc ich śledzić. Oko nadstawia ucho na Echo.

Ocena: 4 / 5

Krzysztof Bienkiewicz

Echoes of Eon – Kallisto

YouTube Preview Image

Wykładnia:
1.  podstawka pod piwo
2.  perła przed wieprzem
3. placebo
4. blisko
5. bardzo
 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
  1. Mateusz

    03.06.2013 o godz. 12:59

    Pierwszy album i na takim poziomie, możemy być tylko pod wrażeniem. Piękna swoboda spokojnej gitary w każdym utworze

     
 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.