Recenzja: Feersum Ennjin – Feersum Ennjin

30.05.2013

Feersum Ennjin to, podobnie jak recenzowany przez nas niedawno Soen, jeden z zespołów o mocno toolowych korzeniach. W obydwu przypadkch owe korzenie odnoszą się głównie do inspiracji, choć w przypadku Feersum Ennjin możemy mówić również o źródłach w pierwotnym tego słowa znaczeniu, gdyż jest to solowy projekt Paula D’Amoura – pierwszego basisty Tool’a. Po odejściu z zespołu w 1995 roku muzyk działał w rozmaitych formacjach (Replicants, Lusk), aż ostatecznie rozpoczął nowy projekt, który pod koniec 2011 roku zadebiutował recenzowanym przeze mnie albumem.

Moje pierwsze zderzenie z “Feersum Ennjin” odbyło się bez fajerwerków. “The Fourth” oraz “Fishing Grounds” to dwa bardzo przykładne, elegancko progresywne i rozbudowane w granicach smaku utwory. Podobnie jak “Safeway” i “The Wilderness”, które od pierwszego przesłuchania nie rzucają na kolana, ale jest w nich coś pociągającego. D’Amour czaruje swoim świeżym i przyjemnym wokalem, który przejawia również elementy agresywności uwolnione np. w ostrym “Dragons”. Definitywną zaletą wszystkich utworów na albumie są świetnie wkomponowane w całość partie rytmiczne, które nadają krążkowi głębszy charakter. Ze smaczków personalnych warto dodać, że na albumie pojawił się perkusista Toola – Danny Carey – gościnnie udzielając się w utworze “The Fourth”.

Spośród dwunastu kompozycji, moim faworytem jest “Lines”, w którym zaskakuje bardzo chwytny i porywający refren, a także świetnie tonowany wokal i gitarowy riff. Poza tym na uwagę zasługują również “Solid Gold”, “U-Boats” czy też zabarwiony brzmieniem gitary akustycznej “Magus”. Album kończy się trzyminutowym, instrumentalnym “Thin Air”. Zapowiada on jak gdyby ciąg dalszy, który jednak nigdy nie nastąpił i może właśnie to jest paradoksalną esencją tego projektu – Feersum Ennjin był jeden i być może już nigdy się nie powtórzy?..

Czy chciałabym usłyszeć kolejny album D’Amoura? Myślę, że jednak tak, pomimo że ta płyta ma pewne braki. W odniesieniu do innych zacnych albumów progresywnych, takich jak choćby “Watershed” Opeth’a, czy “Octavarium” Dream Theater, “Feersum Ennjin” wydaje się być nieco płaski, za mało zróżnicowany, ale przy tym jednak dziwacznie pociągający. Ciekawość jego oddziaływania polega na tym, że tak jak np. Soen ta płyta nie pociąga w sposób duchowy, ale bardziej fizyczny. “Feersum Ennjin” sprawia, że głowa słuchacza sama zaczyna podrygiwać, mięśnie napinają się jak u zwierzęcia, ale nie zmusza do jakiejś konkretnej refleksji. To po prostu czysta progresja zamknięta w pliku lub okrągłym krążku nośnika muzycznego. Kawał porządnej muzyki, którą warto znać, ale nie dostarcza ona wielkich duchowych przeżyć. Feersum Ennjin to interesujący projekt, ale trochę wybrakowany. Kto wie, możliwe, że dopiero na koncercie zaistniałaby szansa prawdziwego poznania zakątków duszy skrytej w tych dźwiękach.

Ocena: 4.4/5

Aleksandra Tychmanowicz

Feersum Ennjin – Fishing Grounds

YouTube Preview Image

Wykładnia:
1.  podstawka pod piwo
2.  perła przed wieprzem
3. placebo
4. blisko
5. bardzo
 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Recenzja: Feersum Ennjin – Feersum Ennjin została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.