Recenzja: Hammock – Departure Songs

17.01.2013

Marc Byrd i Andrew Thompson to duet niezwykle utalentowanych gitarzystów, którzy oparli się panującej w Nashville w stanie Tennessee stylistyce country i zamiast nowych klonów Brada Paisley’a czy Kenny’ego Rogersa, dali światu muzykę, której nie określają puste brzdęki, ale najgłębiej skrywane emocje. Używając wysublimowanych środków, stworzyli obezwładniający ambient, który doprawili porywającymi elementami post-rockowymi.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam ich twórczość – zbiegło się to z premierą czwartego studyjnego albumu duetu pt. „Chasing After Shadows… Living With The Ghosts” – od razu poczułam, że w tej muzyce jest coś, czego nie może dać mi energetyczny new prog czy też soczysty hard rock. Znalazłam tam spokój, świeżość i oddech

„Departure Songs” to dwupłytowy album, który w moim odczuciu jest po prostu następną, niesamowitą częścią układanki całej istoty Hammock’a. Amerykański duet kolejny raz postawił pod budowę krążka elektroniczny fundament połączony z subtelnym dźwiękiem gitar, obok których zabrzmiały pianino, smyczki i ciepłe, falsetowe wokalizy w stylu Sigur Rós, czy Jónsi & Alex.

Już pierwsze zarejestrowane na płycie dźwięki w postaci utworu „Cold Front” otwierają przed słuchaczem bramy do fascynującej krainy, w której wszystko zwalnia w zamyśleniu. Jeśli chcesz bezpośrednio zobaczyć, jak “wygląda” atmosfera tej muzyki, obejrzyj teledysk stworzony do tej piosenki (poniżej artykułu). To obraz pełen spowolnionych, puszczonych od tyłu lub nieruchomych kadrów. Impresja życia zanurznonego w spowolnionym zamysleniu. No i ta scena z unoszącym się nad łóżkiem prześcieradłem…

Każda kolejna kompozycja potęguje ciekawość i sprawia, że kreowany przez muzykę świat coraz bardziej pochłania, uwalnia zmysły i uspokaja umysł. Słuchając takich utworów jak „Ten Thousand Years Won’t Save Your Life”, „All is Dream and Everything is Real”, czy „Frailty”, odnoszę wrażenie podobne do tego, jakie towarzyszy człowiekowi, gdy po wielogodzinnej wspinaczce staje na szczycie góry i zachłystując się nieskazitelnym powietrzem, mruży oczy od promieni zachodzącego słońca, podziwiając otaczający go świat… Też to czujesz, prawda?

W kontekście całości tego podwójnego wydawnictwa Hammocka, można zauważyć, że funkcjonuje ono na zasadzie swoistej sinusoidy – pełne życia utwory post-rockowe przechodzą w subtelne kompozycje ambientowe. Przykładowo niesiony ożywionym rytmem „Pathos” przelewa się w uspokajający „Awakened, He Heard Only Silence”, by powrócić na rytmiczne fale w następującym po nim „Words You Said… I’ll Never Forget You”.

Przez 7 lat swojej działalności duet Byrd i Thompson utrzymał najwyższy poziom bez sięgania po zbędne eksperymenty z gatunkiem, co jest dziś dość niespotykane. „Departure Songs” to potwierdza, plasując się wśród najlepszych albumów Hammocka. Po przebyciu tej 110–minutowej ambientowej podróży mogę ze spokojnym sumieniem polecić tę płytę zarówno hammockowym wyjadaczom, jak i osobom nieznającym zespołu, które chciałyby poczuć przepływ emocjonalnego uspokojenia. W „odchodzących piosenkach” wszystko jest wyjątkowo mocno przepełnione snem, a jednocześnie tak bardzo realne.

Ocena: 5/5

Aleksandra Tychmanowicz

Hammock – Cold Front

 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Recenzja: Hammock – Departure Songs została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.