Recenzja: Hundredth – Free

11.07.2015

Zawsze mnie zastanawia, jak to jest z relacją między muzyką i emocjami. Co jest właściwie pierwsze? Czy muzyka intensyfikuje to co już zawarte w twoim wnętrzu czy może tworzy i powoduje zupełnie nowe czucie? Czy wyciąga to co przeżyte i zachowane czy może tworzy nieznane i jeszcze nie doświadczone?

Hundredth - Free
Jak to jest ze stanami wywołanymi przez muzykę? Czy to zamyślenie już we mnie było, czy powstało pod wpływem dźwięków? Czy ten gniew jest już mi znany, czy po raz pierwszy dany? Czy on porywa tak mocno dlatego, że jest bardzo mój, czy dlatego że jego pojawienie się wywołało nieznaną dotychczas identyfikację? A ta pasja, krzyk, niepohamowanie? Wściekłość wręcz rozsadzająca skronie i wypełniająca ogniem każde włókno rzeczywistości? Spłycająca oddech, zwężająca źrenice i powodująca wrzenie krwi w żyłach? Czy te dźwięki tak działają, ponieważ dotykają tego, co istnieje wewnątrz mnie, czy może emocje ich autorów powodują odczucia, których ja wcześniej nie poczułem? A melodie? One są moje czy mi przekazane? Czy serce kurczy się pod wpływem znajomego poruszenia, czy dlatego że właśnie doświadczyłem nowego piękna?

A te wszystkie punkty, detale oraz pojedyncze fragmenty? Ten moment, kiedy w jednej sekundzie miejsce i okoliczności rozmywają się, ponieważ ty zaczynasz podążać za gorącem wywołanym znienacka przyspieszonym rytmem perkusji. Ta chwila, w której wdzierający się w ciebie krzyk głosu wokalisty staje się podmuchem rozszalałego ognia, który wypełnia cię rozsadzającą od środka energią. Ten fragment, w którym urwany riff gitary pulsuje poszarpaną dzikością wyrażającą prawdę o niebezpiecznie niepohamowanym zakresie czucia. I te wszystkie miejsca, które po kolejnym odsłuchu rozświetlają się jako te absolutnie twoje, te na które najbardziej czekasz, a ekscytacja względem nadchodzącego przeżycia wypełnia cię drżeniem jeszcze przed jego zaistnieniem, tak jak przed spotkaniem z dawno niewidzianą a bardzo bliską osobą.

Więc jak to tak naprawdę z tym wszystkim jest? Które źródło jest początkiem tych emocji? Chyba jedno i drugie, a  to wszystko dzieje się równocześnie. To jest zawsze interakcja. Dwustronny przepływ. Szukamy się i znajdujemy. Znamy się, lecz wciąż poznajemy. Wymieniamy, dzielimy i intensyfikujemy. Kreujemy natężenie obopólności. Wytwarzamy magnetyzm braku kontroli. Następuje zanurzenie. Pojawia się zatracenie. I rozmywająca granice intensywność. Bezkres porywającej intensywności.  

Jedno z tych zjawisk, w obliczu zaistnienia którego wypełnia mnie niepodważalne przekonanie, że żyję właśnie po to. Żeby czuć dokładnie coś tak mocnego.

Absolutnie niesamowita płyta.

5/5

Krzysztof Bienkiewicz

YouTube Preview Image

Wykładnia:
  1.  podstawka pod piwo
  2.  perła przed wieprzem
  3. placebo
  4. blisko
  5. bardzo
 
 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Recenzja: Hundredth – Free została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.