Recenzja: Jakob – Sines

19.01.2015

Jesteśmy pazerni. Szybko przyzwyczajamy się do wyjątkowości. Często przed obcowaniem z jej nową formą nastawiamy się na coś lepszego, większego, jeszcze mocniejszego niż poprzednio. Oczekujemy, porównujemy i przez to czasem mamy poczucie rozczarowania. Że nic nowego. Że to już było. Że znane, więc już tak nie porusza. Taka była moja pierwsza reakcja na najnowszą płytę Jakob – nowozelandzkich mistrzów instrumentalnego grania spod znaku post-rocka. Myślę, że stało się tak, ponieważ obcując przez dłuższy czas z wyjątkowością każdej ich płyty, unikatowe atrybuty artystyczne tego zespołu, takie jak zdolności instrumentalne muzyków czy ich wyobraźnia muzyczna, stały się dla mnie wręcz oczywiste. A kiedy coś jest oczywiste, często odsuwa się to na bok, szukając czegoś więcej poza tym już znanym, czyli potencjalnie przewidywalnym.

Recenzja - Jakob - Sines

Początkowo myślałem więc, że to po prostu kolejna płyta Jakob. Kolejna porcja poruszających przestrzeni, głębi czy rzadko spotykanej emocjonalności warstwy muzycznej. To, że na tym świecie nikt nie gra tak jak oni i że rozpoznajesz ich po pierwszych dźwiękach jest tak oczywiste, że… Ale zaraz, czy to wszystko naprawdę jest tak oczywiste? I łatwe do stworzenia oraz wykonania? Ile jest zespołów, które sprawiają, że w momencie pojawienia się dźwięków wszystko jakby staje, a powietrze wokół ciebie zaczyna się poruszać i modyfikować w rytm przepływającej muzyki? Ile jest płyt, które sprawiają, że czujesz wewnątrz siebie niewidzialny dotyk wypełniającego cię zamyślenia, które jest ciepłe, głębokie, intensywne i ze wszech miar pozytywne? I ile masz utworów, do których powracasz, ponieważ ich wartość emocjonalna jest wręcz idealnie tożsama z tym jak ty czujesz i postrzegasz rzeczywistość? To nie są pytania, które celowo postawiłem sobie, aby dać tej płycie drugą szansę. To są myśli, które naturalnie pojawiały się we mnie z każdym kolejnym odsłuchaniem tego albumu. To są odczucia, które wywoływało każde obcowanie z najnowszym dziełem zespołu. Ta hipnotyczna rytmika rozedrganego „Resolve”, podwieszone pod myślami przestrzenie w „Harmonia” czy zakurzone pasma wypełniające „Sines”. I głębia zamyślenia w „Blind Them With Science”, kiedy przez długą chwilę wpatrujesz się w jeden punkt przestrzeni, by dopiero po pewnym czasie dostrzec i uświadomić sobie, że jego widoczność rozmazuje się napływającą do oczu wilgocią wzruszenia.

Wciąż są wielcy.

Ocena: 4.8/5

Krzysztof Bienkiewicz

YouTube Preview Image
Wykładnia:  
  1.  podstawka pod piwo
  2.  perła przed wieprzem
  3. placebo
  4. blisko
  5. bardzo
 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Recenzja: Jakob – Sines została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.