Recenzja: Jericco – Jericco (EP)

08.09.2011

Ach ta Australia. Największa wyspa świata tudzież jego najmniejszy kontynent. Dom jadowitych gadów i wyluzowanych ludzi. Jeden z niewielu krajów, który nie drukuje lokalnej waluty z papieru i chyba jedyny naród, który zjada zwierzęta-symbole występujące we własnym godle. Na poziomie zaś najbardziej nas interesującym, czyli muzyki, Australia to prawdziwe zagłębie wciąż mało znanych zespołów alternatywnego rocka. Są tam przedstawiane przez nas już wcześniej Dead Letter Circus i The Butterly Effect, jest Meniscus, Karnivool, mamy także i obiekt niniejszej recenzji, którym jest Jericco.

Pochodzą z Melbourne. Jest ich pięciu. Dzierżą: gitarę elektryczną, gitarę basową, bębny, wokal i klawisze. W asortymencie jest także lutnia perska zwana Oud. A w całości jest bardzo fajne, energetyczne i przebojowe granie. Zawartość debiutanckiej EP-ki zespołu wprowadza instrumentalna wizytówka kontrowersyjnie zatytułowana (tu ściszmy głos) „Jericco”, która składa się ze wszystkich charakterystycznych elementów stylistyki zespołu. Na zmianę przycinanych lub podkręcanych riffów, gęstej perkusji, klimatycznych klawiszy. Jericco rzadko serwuje bardzo mocne uderzenia wiosła, całość jest w większym stopniu oparta na żywotnym tempie i przebojowości wplecionych melodii. Siarczyste wystrzały są raczej ornamentem niż głównym elementem składowym, jednakże gdy już się pojawiają, są na tyle porywające, że warto na nie czekać nawet całą piosenkę (patrz „Jericco” czy „Rujm (piles of stones)”). Pierwszy numer, jak i cała EP-ka, jest spójny w przepływie energetycznego ciągu. Zmiany tempa nie wybijają z dynamiki, momentami wręcz ją intensyfikują, co sprawia, że w odbiorze całość fajnie płynie, żyje, ciągnie się ekspresją Do tego wszystkiego dochodzi pojawiający się od drugiego numeru charakterystyczny, lekko, acz jeszcze znośnie wysoki wokal, który swoimi liniami melodycznymi i przestrzennymi krzykami ma znaczący wkład w budowanie odczucia ekscytacji. Muzyka Jericco ma w sobie też pewien perski podźwięk i nie chodzi tu tylko o ostatni na krążku numer „Dahab”, który w zasadzie jest akustycznym „outro” wykonanym na wspomnianej wcześniej lutni. Powiew dźwięków arabskiej pustyni przewija się głównie w podkręcanych partiach gitarowych, które nadają brzmieniu zespołu ciekawego, charrakternego pazurrka. Na płycie słychać świetny warsztat techniczny wszystkich muzyków, choć za swoje bardzo dobre wkomponowanie w jednak wyraźnie rockową stylistykę zespołu na szczególne wyróżnienie zasługują partie klawiszowe autorstwa Fetaha Sabawi. Pojawiają się tylko wtedy, kiedy trzeba i tworzą to, co do nich należy, czyli klimatyczne przestrzenie i detale, a w przypadku zespołów używających w swojej twórczości klawiszy odpowiedni balans syntetyki i dźwięków analogowych nie zawsze jest tak oczywisty. W Jericco pasma elektroniczne są jak świetliki w noc rozświetloną pełnią księżyca. Może nie są potrzebne do oświetlenia drogi, ale kiedy się pojawiają, nikt nie podważy ich uroku i wpływu na wyjątkowość nastroju. Z pozostałych elementów warsztatowo-klimatycznych zaciekawia dosyć częste użycie splash’a przez perkusistę Luke Halstead’a. Czasem dodaje to smaczku, czasem uroczo podwiesza rytm, a takie delikatne niuanse zawsze świadczą o kreatywności artysty. Lubię płyty, w których dzieje się tak dużo, że można je odkrywać kilkakrotnie, za każdym razem wynajdywać nowe szczególiki i warstwy, a jednocześnie nie czuć zmęczenia wirtuozerskim przekombinowaniem.  I taki właśnie jest ten album.

Z najważniejszych rzeczy na EP-ce zostało nam jeszcze tylko jedno: „Sun”. Celowo oddzielnie. Celowo wyszczególnione. Słońce jest gwiazdą. Wszystkie gwiazdy mają kształt kuli. Pitagoras uważał kształt kuli za najbardziej idealny w przyrodzie. Nie możemy więc nie przyznać racji temu z pewnością sympatycznemu brodaczowi. Tak, „Słońce” jest perfekcyjne. We wszystkim. Energii, żywiołowości, czarze melodii, rozgrzaniu przeciąganych riffów, nietypowości rytmiki perkusji, delikatnych akcentów pianina. We wszystkim. Bardzo trudno jest połączyć pasmo zamyślenia z rozpalonym żarem, ale ten numer świetnie udowadnia, że jednak jest to możliwe.  Pod względem zmian tempa „Sun” jest najbardziej zróżnicowanym utworem na płycie, a zarazem tak bardzo spójnym. Po prostu Kosmos i jego królowa – Słońce.  Już tylko dla tego jednego numeru warto było poczekać, żeby przesyłka z krążkiem zespołu przebyła te błahe 15 000 km.

Spójny kolektyw emitujący ciąg zaraźliwej energii. Jericco.

Ocena: 5/5

Krzysztof Bienkiewicz

Jericco – Sun

YouTube Preview Image

 

Zespół Jericco Media
Kraj Australia
Płyta Jericco
myspace
Rok wydania 2009
Producent Warren Hammond
facebook
Wytwórnia Third Eye Records
Lista utworów 1. Jericco
soundcloud
2. Always
3. Sun
last.fm
4. Rujm (Pile of stones)
5. Home (Where did we go wrong)
twitter
6. Dahab

 

Wykładnia:

1.  podstawka pod piwo
2.  perła przed wieprzem
3. placebo
4. blisko
5. bardzo
 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
  1. Wojciech82

    09.09.2011 o godz. 14:32

    Jest i Jericco!!!!!!!!!!!! Zespół który już wiele udowodnił aczkolwiek cały czas mam wrażenie że jeszcze nie pokazał wszystkiego. Czekam na oficjalny album długogrający i szczerze nie mogę się doczekać. Wyszła w/w „Ep”, jest i nowy single „Nice To See You” również udany, najprawdopodobniej zapowiadający pierwszy oficjalny album. Od jakiegoś czasu moją stroną startową na kompie jest ich profil na „My Space” i pierwsze co robię włączam ich pioseneczkę a dopiero potem zaczynam swój dzień. Aż dziw bierze że w jednym zespole występują Izraelczyk ( basista Roy Amar) i Palestyńczyk (klawiszowiec Fatah Sabawi) (A jednak jest się w stanie przezwyciężać różnice kulturowe i światopoglądowe tychże Nacji, i dobrze że robią to przez pryzmat muzyki jakże jakiej muzyki; stąd również wzięły się na „Ep” trafnie nazwane przez Ciebie „dźwięki arabskiej pustyni”). Nie ulega wątpliwości że mamy jedną z największych zapowiedzi jeśli chodzi o australijską scenę „progresywną”. Jak będzie pokaże czas a wraz z nim nadejście nowej płyty.

    Jesteście bodajże pierwszym polskim portalem który coś o nich napisał.

    Ps. Może wzięlibyście na warsztat kolejną kapelę rodem z Melbourne: Slepp Parade z płytą „Things Can Always Change” wydaną w 2008 roku i jak na razie jedyną w ich kolekcji . Od dłuższego czasu zapomnianą przez mnie, aczkolwiek po paru wejściach na wasz profil i po poczytaniu co nie co o australijskiej scenie, odświeżyłem trochę pamięć i powróciłem do ponownego odsłuchu. Muzycznie zespół w innej stylizacji niż w/w, ale za to bardziej progresywny. Pozdrawiam Serdecznie

     
    • RockOko - Admin

      12.09.2011 o godz. 15:45

      Znamy Sleep Parade. W rzeczy samej to kolejny ciekawy projekt z Australii. Z tymże tak jak w Jericco wokal jest wysoki, ale jak pisaliśmy w recenzji, łapie się jeszcze w bezpiecznym zakresie, tak falsetowe okolice SP ciągną już trochę zbyt mocno wysoko. Ale sama muzyka jak najbardziej zacna.

       
 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.