Recenzja: Northlane – Node

26.08.2015

Nigdy jakoś szczególnie nie przepadałam za krzykiem. Męczył mnie. Dusił. Wypełniał zbyt dużo przestrzeni. Brakowało mi w nim płynności. Zrównoważonego przepływu emocji. Nie lubiłam dostawać słowami po twarzy. Wolałam je oglądać, obracać w palcach, ściskać, rozciągać i sprawdzać. Aż tu nagle…

Recenzja - Northlane - Node

Zderzyłam się z Northlane zaraz po powrocie z dwutygodniowej ciszy i odłączenia. Wskoczyłam w rzeczywistość pełną niepokoju niemal natychmiast otrzymując od niej podsycającą, niezmiernie intensywną przestrzeń albumu Node. Dźwięki mieniące się impresjami barw przerzucały mnie przez granice wrażliwości. Zanurzały i podtapiały. Nie pozwalały wyrównać oddechu ani wyostrzyć obrazu.

Rozmyty świat. Zamieszki myśli. Wyswobodzenie gniewu skrytego pod otoczką szarości. Wybuch feeri odczuć. Czasami wydaje mi się, że znikam na jakiś czas właśnie po to, by po powrocie skoczyć z najwyższego piętra w epicentrum żyjącego niepokoju. Skok jednak wymusza wynurzenie. A wynurzenie z Node oczyszcza.

Krzyk? Tak, poproszę.

4.7/5

Aleks Tychmanowicz

YouTube Preview Image
Wykładnia:  
  1.  podstawka pod piwo
  2.  perła przed wieprzem
  3. placebo
  4. blisko
  5. bardzo
 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Recenzja: Northlane – Node została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.