Recenzja: Red – Of Beauty and Rage

15.04.2015

Przy recenzji ostatniego albumu zespołu Red – Release the Panic, apelowałam o „danie Czerwonym zielonego światła”. Być może część z was mnie posłuchała. Czy słusznie? Ośmielę się stwierdzić, że tak. Najnowsze wydawnictwo chłopaków z Nashville może nie jest szczególne. Może faktycznie „nie unosi”, ale ociężale wspinając się pod górę ostatecznie daje radę. Pomimo, że Of Beauty and Rage jest silne nu-metalowym schematem, to swoją mocą zachwieje niejednego słuchacza.

Red - Of beauty and rage

Ten piąty studyjny krążek Czerwonych oficjalnie wynurzył się 24 lutego tego oto – już na starcie bogatego w nowości – 2015 roku. Zapowiadany był tzw. wypisami, prezentującymi fragmenty utworów oraz dwoma singlami – „Darkest Part” i „Yours Again”. 4 kwietnia do puli singli dołączył jeszcze utwór „Take Me Over” i wypadałoby przyznać, że są to najjaśniejsze elementy tej energetycznej układanki, ale nie zrobię tego. Okazuje się, że najlepsze kryje się pod skórką pierwszego wrażenia.

Perełki tego albumu to definitywnie niuanse. Takich błyskotek można dosłuchać się niemal w każdym utworze. Zmiany tempa, jeden czy dwa porywające akordy, jakieś niedociągnięte smyczki. Żeby odebrać to wydawnictwo odpowiednio [czyt. głęboko], należy w perspektywie całości spoglądać bardzo indywidualnie na każdą kompozycję. Choć kawałki zazębiają się ze sobą i gdzieś przelewa się przez nie coś, co daje wrażenie „to już było”, to jednak Of Beauty and Rage tworzy swoisty organizm, w którym każdy organ ma swoje odrębne życie i funkcje.

Jasne, nostalgiczne partie pianina z kwartetem smyczkowym w tle, przeplatane ostrymi riffami, do tego zgrabne popisy wokalne Barnesa – zarówno te subtelne, jak i krztusząco – rzężące , wszystko to daje odczuć tę charakterystyczną typowość. Schematyzm. Ale to właśnie jest Siła. Red nie wysuwa nosa ze swojego czerwonego ogródka i świetnie się przy tym bawi, a co najważniejsze – odwala kawał dobrej roboty. Takie kawałki jak „Impostor”, czy „Falling Sky” przekopują grządki po samo jądro Ziemi.

Biorąc pod uwagę, że rynek jest teraz naprawdę przytłoczony muzyką tego typu – gdzieś z pogranicza progresji, nu- i hard rocka – zespołom nie wychodzącym poza pewne ramy powinno być trudno utrzymać poziom. Na szczęście nie dotyczy to Red. O ile Release the Panic było nieco przekombinowane i pozostawiało niedosyt, o tyle Of Beauty and Rage daje pełne spektrum czerwieni (mimo tandetnego teledysku do „Darkest Part”, który przerywa w najważniejszych momentach nieźle dający po uszach kawał muzyki…).

Teraz najważniejsze pytanie: skąd mój tak wielki sentyment do tej chrześcijańskiej kapeli? W całym swoim poukładaniu dają wielką stabilizację. Wiedzą, że są u siebie i choć „wszystko już było”, wciąż grają po swojemu. Co tu dużo gadać – dajcie no tylko koncert! Sprzedam nerkę za bilet. Amen!

Oko mówi: 3.9 /5

Aleksandra Tychmanowicz

YouTube Preview Image

Wykładnia:  
  1.  podstawka pod piwo
  2.  perła przed wieprzem
  3. placebo
  4. blisko
  5. bardzo
 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Recenzja: Red – Of Beauty and Rage została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.