Recenzja: Steven Wilson – The Raven that Refused to Sing (And Other Stories)

20.03.2013

Na początku 2012 roku wszyscy spodziewali się, że Steven Wilson po wydaniu drugiego solowego albumu „Grace for Drowning” rozpocznie pracę nad kolejnym krążkiem swojego najbardziej znanego projektu – Porcupine Tree. Stało się jednak inaczej, gdyż człowiek-orkiestra progresywnego rocka postanowił postawić kolejny krok na ścieżce swojej rozwijającej się kariery solowej i rozpoczął prace nad albumem „The Raven that Refused to Sing (And Other Stories)”. Z wyjątkiem gitarzysty (Niko Tsoneva zastąpił Guthrie Govan), materiał na tę płytę został napisany pod muzyków, którzy towarzyszyli Wilsonowi podczas ostatniej trasy koncertowej promującej wydanie jego poprzedniego albumu. Jak często podkreśla w wywiadach Steven, w przypadku „The Raven…” po raz pierwszy napisał piosenki, których sam nie byłby w stanie wykonać i stworzył utwory, które dzięki temu zespołowi oddychają i okazują się być tym, co zawsze chciał robić z muzyką. Czy mu się udało? Absolutnie tak. The Raven jest dziełem wybitnym, na wysokim poziomie zarówno kompozytorskim, jak i lirycznym. Muzycznie album zdecydowanie oddaje hołd progresywnemu rockowi lat siedemdziesiątych, a jego warstwa tekstowa przenosi słuchacza/czytelnika w pozaziemskie wymiary rzeczywitości, gdyż tekst każdej piosenki jest odrębną historią o nadprzyrodzonej treści lub bohaterze zza światów.

Nie pozostańmy dłużni twórcy i pisząc o jego najnowszej produkcji, spróbujmy zanurzyć się w krainę wyobraźni. Tajemnicza okładka albumu wprowadza odbiorcę do surrealistycznego, przepełnionego smutkiem i niespokojnymi duszami świata. Tworząc teksty czy też w zasadzie historie zawarte na najnowszym albumie, Wilson inspirował się opowiadaniami Edgara Allana Poego oraz Arthura Machera. Opowieści zawarte w warstwie lirycznej płyty są wypełnione grozą, która momentami umyka, by po chwili powrócić wraz ze złowieszczym akordem. Pomiędzy nimi bohaterowie historii przeżywają również takie emocje, jak melancholia, cierpienie utraconej miłości czy desperacka tęsknota i jej niekontrolowane skutki.

Pierwsze dźwięki albumu należą do utworu zatytułowanego „Luminol”. Jest to opowieść o człowieku, który był duchem już za życia i nawet śmierć nie zdołała zmienić jego „życiowej” postawy. Kompozycję charakteryzuje bardzo dynamiczne tempo, za którym wręcz trudno nadążyć. Zawiera ona w sobie elementy ballady przechodzącej nagle w psychodeliczne brzmienia, w których przede wszystkim warto zwrócić uwagę na sekcję rytmiczną, gdzie zachwycają zdolności techniczne basisty Nicka Beggsa oraz perkusisty Marco Minnemanna.

Kolejny utwór zatytułowany „Drive Home” sprawia, że emocje zmieniają odrobinę kierunek i zostają otulone uzupełniającymi się nawzajem miękkimi i ciepłymi brzmieniami gitar: elektrycznej oraz akustycznej. Historia przedstawiona w tej piosence jest udekorowana zarówno piękną i emanującą spokojem melodią, jak i przejmującym smutkiem, który nawiązuje do tekstu opowiadającego o wypieraniu z pamięci traumatycznych przeżyć. Tekst opowiada historię o tym, jak pewien mężczyzna jechał w nocy samochodem ze swoją partnerką, która siedząc obok niego znienacka zniknęła. Jej duch po pewnym czasie powrócił jednak do partnera, by przypomnieć mu o spowodowanym przez niego wypadku, w którym kobieta zginęła. Mężczyzna wypiera tę traumę ze swojej pamięci, a tekst i muzyka utworu konfrontują dwa przedstawione w nim światy. Miłość staje twarzą w twarz ze śmiercią. Prawda zmaga się z iluzją zapomnienia…

Trzecia kompozycja na płycie to z kolei opowieść o pijackim pojedynku pobożnego człowieka z samym diabłem. „The Holy Drinker” jest utworem różniącym się w dużym stopniu od poprzedniego. Jego dynamika zmienia się gwałtownie wraz z fabułą opowieści, a pomagają mu w tym idealnie skomponowane partie instrumentalne, bez których nie byłoby tej historii. Gitara zwiastuje nadejście diabła i opisuje jego poczynania, natomiast dźwięki klarnetu i fletu wydobywane z instrumentu przez Theo Travisa, pomagają w kreacji wizji dramatu człowieka, który przegrywa swój pojedynek z szatanem i zostaje zaciągnięty do piekła. Nieprzewidywalne i dzikie brzmienia sprawiają, że muzyka jest tu wręcz nieokiełznana, rozprzestrzenia się w każdym kierunku. Pod koniec utworu, w jego siódmej minucie słychać cichy i delikatny głos Wilsona, w tle którego, jeśli się dobrze wsłuchamy, usłyszymy odległe wycie wilków. Tym samym obraz zostaje dopełniony, gwóźdź do trumny dobity, a pobożny pijak zakuty w łańcuchy diabła.

Gdy wycie bestii cichnie, przychodzi czas na kolejną poruszającą historię. Jej bohaterką jest kobieta, a jej emocją jest rozpacz. Zamordowana przez swojego męża unosi się martwa na powierzchni rzeki i wyśpiewuje swój nieskończony żal do wszechświata. W „The Pin Drop” moją uwagę najbardziej przykuwa głos Stevena, który śpiewa ten utwór naprawdę wysoko, przywodząc na myśl lament dryfującej na granicy światów, zbłąkanej, pełnej żalu duszy.

Co przynosi kolejna opowieść? Nuty rozpoczynające utwór opowiadający o zegarmistrzu i miejscu naznaczonym klątwą wprowadzają w nastrój podobny do „Drive Home”. Jest bardzo spokojnie i może nawet odrobinę piękniej, jednak między dźwiękami unosi się delikatna, prawie nie dająca o sobie znać groza. To ona wpływa na dalszy rozwój utworu, który zaczyna przyspieszać wraz z coraz bardziej ożywionymi dźwiękami perkusji i narastającą agresją gitary. Rosnące napięcie intesyfikuje wysuwający się na pierwszy plan klarnet, budując tym niespokojną atmosferę i zwiastując nadejście czegoś okropnego. A potem następuje nagłe ściszenie. W połowie utworu wszystko cichnie i pojawiają się dźwięki fortepianu. Stają się one tłem dla kontynuowania opowieści o zegarmistrzu, który po pięćdziesięciu latach wspólnego życia zamordował swoją żonę. Wyzuty z jakichkolwiek emocji rzemieślnik pochował ją pod podłogą swojego zakładu. Kobieta jednak powraca, gdyż jest wciąż mocno przywiązana do męża i pragnie zabrać go ze sobą, żeby mieć go przy sobie. Marzy, by być z nim daleko i już na zawsze.

Po opisanych do tej pory historiach następuje cisza trwająca odrobinę dłużej niż w przypadku poprzednich utworów. A po niej nagle, bardzo daleko i początkowo ledwo rozpoznawalny, zaczyna rozbrzmiewać dźwięk. Powoli, leniwie, w przestrzeń ciszy wkrada się dźwięk fortepianu. Słychać każdą nutę odbijającą się głębokim echem. Pusta przestrzeń pomiędzy dźwiękami po jakimś czasie zostaje wypełniona przez gitarę, do życia budzi się również perkusja i wraz z pozostałymi instrumentami zaczyna dopełniać to wyjątkowe dzieło, jakim jest utwór tytułowy – „The Raven that Refused to Sing”. Opowiada on historię człowieka w podeszłym wieku  czekającego bezczynnie na swoją śmierć. Tęskni on za swoją młodszą siostrą, która umarła, gdy byli jeszcze mali. Pewnego dnia mężczyzna spotyka kruka, a ten zaczyna mu śpiewać. Bohater przypomina sobie wtedy, jak jego zmarła siostra śpiewała mu, kiedy się czegoś bał lub płakał. W swojej ignorancji decyduje się na złapanie ptaka i zmuszenie go, aby śpiewał mu cały czas. Jednak kruk odmawia i milczy. Mężczyzna wpada więc w gniew i rani ptaka, lecz po chwili opamiętuje się i wypuszcza go na wolność. Ostatecznie okazuje się, że była to jego siostra, która chciała go zabrać ze sobą do innego świata.

„The Raven that Refused to Sing (And Other Stories)” jest albumem wyjątkowym, łączącym niesamowite historie z przepiękną, choć często bardzo skomplikowaną muzyką. Różnorodność i zakres przekazanych w muzyce i tekstach uczuć jeszcze długo po przesłuchaniu odbijają się emocjonalnym echem we wnętrzu słuchacza. Kruk nie chciał śpiewać, Steven na szczęście tak. Niezwykłe dzieło wybitnego twórcy.

Ocena: 5/5

Grzegorz Tychmanowicz

Steven Wilson – The Raven that Refused to Sing

YouTube Preview Image

Wykładnia:
1.  podstawka pod piwo
2.  perła przed wieprzem
3. placebo
4. blisko
5. bardzo
 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Recenzja: Steven Wilson – The Raven that Refused to Sing (And Other Stories) została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.