Recenzja: William Fitzsimmons – Pittsburgh

03.07.2015

William Fitzsimmons to jeden z nielicznych muzyków, do którego twórczości trzeba dojrzeć. Żeby wyciągnąć esencję z tych pozornie prostych, głównie akustycznych kompozycji, należy sięgnąć nie tylko do warstwy semantycznej utworów samego wykonawcy, ale również do własnego bagażu emocjonalnego. W przypadku tego artysty własne przeżycia odgrywają niebagatelną rolę i powodują, że poprzez jakąś zdumiewającą ludzką dialektykę słuchacze zaczynają odbierać jego wydawnictwa jako swoje własne. Tak, jakby opowiadały one bezpośrednio historię ich życia – wręcz działy się w nich samych.

William Fitzsimmons - Pittsburgh

Najnowsza EP-ka artysty zatytułowana Pittsburgh, tematycznie jest poświęcona jego zamarłej babci, muzycznie zaś to kontynuacja stylu obranego na wcześniejszych albumach muzyka, takich jak Sparrows and the Crow czy Gold in the Shadow. Od pierwszych dźwięków William zabiera słuchacza w podróż pełną sentymentalnych uniesień oraz muskającej nostalgii zmieszanej z lekkim uśmiechem. W większości durowe melodie w niezmiernie przyjemny sposób przeplatane są subtelnym wokalem. Kompozycje takie jak Falling On My Sword, czy choćby tytułowy Pittsburgh dotykają niesamowicie głęboko. Wzbudzają ciepłe dreszcze w każdej tkance serca. Kruszą najtrwalsze maski i nie boją się pokrywać powierzchni źrenic łzawym szkłem.

YouTube Preview Image

Wrażliwość i nostalgia są niezmiennie obecne w muzyce Williama, ale hasłem przewodnim tego krótkiego wydawnictwa jest w moim odczuciu fraza z utworu Better: „I’m not enough to make you better”. Poprzez zwielokrotnienie staje się ona niemalże pewnym postumentem uczucia, które góruje we wszystkich naszych niepewnościach i lękach. Fitzsimmons ujmuje tę „niewystarczalność” zarówno jako jądro naszego smutku, jak i czynnik pobudzający w podejmowaniu ludzkich dążeń.

Pittsburgh EP jest czymś niezwykłym zarówno pod względem muzycznym, jak i psychologicznym. Jest to kolejna dawka dźwięków, których się nie słucha, tylko wchłania wszystkimi tkankami. To dźwięki, które przepełniają tym, co najpotrzebniejsze – wielką czułością, bliskością oraz utuleniem.

5/5

Aleksandra Tychmanowicz

YouTube Preview Image
Wykładnia:  
  1.  podstawka pod piwo
  2.  perła przed wieprzem
  3. placebo
  4. blisko
  5. bardzo
 
 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Recenzja: William Fitzsimmons – Pittsburgh została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.