Recenzja: Godspeed You! Black Emperor – Asunder, Sweet and Other Distress

05.05.2015

Niektórym zapewne wydaje się, że aby napisać pełnosprawną recenzję albumu jakiegoś zespołu trzeba go znać od kuchni, salonu, a najlepiej jeszcze od sypialni. Przynam się więc, że o Godspeed You! Black Emperor usłyszałam stosunkowo niedawno, jakieś kilka miesięcy temu, napotykając się w odmętach Spotify na Allelujah! Don’t Bend! Ascend!, które pojawiło się dwa lata po reaktywacji formacji w 2010 roku.

Czy faktycznie zabrzmiało wtedy w mojej głowie ‚alleluja’? Raczej nie. Za to zapaliła się ostrzegawcza lampka: „obok tej kapeli nie możesz przejść obojętnie”. Więc przechodząc przysłuchiwałam się bacznie. Oczywiście wtedy moje serce zdobył sławny już Mladic. Stąd też, gdy tylko spostrzegłam, że GY!BE wypuścili 31 marca nowy krążek, wiedziałam, że muszę się z nim zmierzyć na bardziej formalnej płaszczyźnie niż wewnętrzny – może nie do końca przemyślany – odbiór.

Godspeed You! Black Emperor - Asunder, Sweet and Other Distress

Asunder, Sweet and Other Distress już od pierwszych uderzeń perkusji Peasantry Or ‚Light! Inside Of Light! jednocześnie zaprasza i niepokoi. Brudne gitary z tym charakterystycznym dla GY!BE bliskowschodnim akcentem, wyrywają słuchacza z jego dotychczasowych myśli i zabierają w niebezpieczną, lecz fascynującą wędrówkę. Jest w niej duża ilość słońca, ale też niezwyciężonego wiatru, który ciągle myli krok. Najlepiej obrazuje to poszarpane tremolo wpuszczające w linię melodyczną durowe akordy pełne promieni.

Kolejne dwa utwory Lamb’s Breath oraz Asunder, Sweet są nieco spłaszczone w porównaniu do reszty wydawnictwa. Wytwarzają pewne poczucie zagrożenia, narastające napięcie. Choć dużo w nich buczenia, zgrzytów, zagubionych dźwięków smyczków i gitar, to jednak mają w sobie przestrzeń, która nie tyle wypełnia się oddechem, ile oczekiwaniem, przyjmując swoistą rolę preludium. Na co nas przygotowuje ten kwadrans? To doskonale postawione pytanie, ponieważ zwieńczeniem tego albumu jest utwór, który bardzo szybko wskoczył w mojej głowie do ekstraklasy gatunku.

Piss Crowns Are Trebled jest przykładem doskonałego zgrania i pomysłu na sekcję rytmiczną. To po prostu majstersztyk. Podczas 14 minut trwania tego utworu dzieje się tak wiele, że niektóre zespoły post-rockowe nie osiągają takiego muzycznego impetu przez całą swoją karierę, nie mówiąc o pojedynczych kawałkach czy albumach. I nie chodzi tu o użycie przesterów, czy też jakichś innych wybujałych efektów. Świetnie utrzymany w klimacie zarówno albumu, jak i kapeli utwór wręcz unosi niemal do innego wymiaru, pozwala wgryźć się w rzeczywistość z zupełnie innej strony, zasmakować jej, dotknąć, poznać. Zmiany tempa i nastroju, nie narzucająca się i jednocześnie emanująca pełnią mocy perkusja, brak przesady w riffach gitarowych – to wszystko układa się w piękną podróż po cieniach światła, by na samym końcu opuścić słuchacza w białą ciszę.

Po wysłuchaniu tego albumu pierwsze co mi towarzyszy to spełnienie i satysfakcja. Tak jakbym przebiegła mnóstwo kilometrów w jakimś niesamowitym amoku, osiągając cel, o którym nie miałam pojęcia, że jest w moim zasięgu. Asunder, Sweet and Other Distress jest pierwszorzędnym albumem post-rockowym. Zawiera się w nim zarówno radość, jak i lekka doza szaleństwa, do tego niepokój, napięcie, oderwanie i przestrzeń zwieńczona ciszą. Jeżeli kiedykolwiek choćby pomyślałam o tym, że Godspeed You! Black Emperor są nudni, kajam się i czekam na karę. Takie zbrodnie nie powinny ulegać przedawnieniu.

4.6/5

Aleksandra Tychmanowicz

Wykładnia:
1.  podstawka pod piwo
2.  perła przed wieprzem
3. placebo
4. blisko
5. bardzo
 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Recenzja: Godspeed You! Black Emperor – Asunder, Sweet and Other Distress została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.