Relacja: God Is An Astronaut (Warszawa, 17.09.2015)

21.09.2015

To był naprawdę ciepły dzień. Jak na wrzesień aż nazbyt duszny i dociskający temperaturą. Wydawać by się mogło, że matka natura chce specjalnie podgrzać atmosferę przed tym, co miało się tego wieczora wydarzyć się w warszawskim klubie Progresja. Od temperatury rozmywały się myśli i słowa, skupiałam się więc najbardziej na muzyce, która miała przepłynąć przez cały mój organizm już o 21:00.

Odkąd kilka lat temu zapoznałam się z albumem All is Violent, All is Bright zrozumiałam, że jednym z moich podstawowych pragnień jest chęć uczestniczenia w show Irlandczyków z God Is An Astronaut. Nie tylko dlatego, że ich płyty zawierają ambitne dźwięki oferujące całą gamę odczuwalnych emocji. Przede wszystkim chodziło o przepływ energii muzyki samej w sobie. Muzyki w najczystszej formie. Okazje były, lecz uciekały, jednak gdy światło dzienne ujrzał ich najświeższy krążek Helios | Erebus autentycznie odpadłam i nie było już mowy o wymówkach i ważnych sprawach – musiałam być na ich koncercie.

Progresja to duży klub jak na post-rockową formację, jednak Polacy nie zawiedli. Fani przybyli stosunkowo tłumnie, ciepło przyjmując występujące tego dnia jako support Spoiwo i dzielnie znosząc niedogodności nieco zbyt małej ilości tlenu w budynku. Na dobrą sprawę nie wyczuwało się żadnego napięcia. Humory dopisywały, piwo lało się w spokojnym tempie. Ludzie słuchali, rozmawiali, wybuchali śmiechem. Niektórzy kontemplowali. Panowało zawieszenie. Cisza przed burzą. Szum serca pompującego krew przed potencjalnym uderzeniem.

Wyszli na scenę jeszcze w pewnym rozprężeniu publiczności. Fani podczas pierwszych kilku minut występu dopiero wypełniali przestrzeń pod sceną. Może to sprawiły dźwięki, a może nastrój dnia, ale początkowo wciąż górowała senność. Ulotność. Tak jakby to wszystko działo się gdzieś daleko. Jakby do słuchaczy docierało przytłumione echo, które otulało umysł, wsiąkało w skórę i dopiero zaczynało wprawiać ciało w rytmiczne drżenie. Po dwóch utworach preludium jednak dobiegało końca i wraz z kolejnym w setliście Vetus Memoria nastąpiło faktyczne uderzenie. Mocne riffy tego numeru porwały wszystkich w energetyczną podróż. Zgromadzeni pod sceną ludzie wyszli z senności i wpadli w oszałamiający trans brzmienia God Is An Astronaut. Zderzenie energii zespołu z głodnym muzycznych emocji tłumem wybuchło w nieziemskiej formie. Osoby pod sceną na przemian dziko rzucały głowami i podskakiwały, ktoś nieco bardziej z tyłu tańczył połamanego kankana, by za chwilę chować twarz w dłoniach i dawać się nieść daleko poza to milionowe miasto. A nawet poza ten świat. Ile osób, tyle różnych odbiorów tych potężnych kompozycji. Wzruszenie, gniew, radość, beztroska, smutek – nie brakowało niczego. Wrażenie, że właśnie dzieje się coś kompletnie niesamowitego nie opuściło murów Progresji aż do ostatnich dźwięków tego koncertu.

Potężną dawkę energii dopełniało świetne nagłośnienie. Mocne gitary, wyraźny klawisz, rozmywające się wokale i schowane za tym wszystkim potężne partie perkusyjne. Odnosiło się wrażenie, że ten koncert to mieszanka szału z melancholią, ciemności i światła, mocy i słabości. Doskonale utrzymany w klimacie albumu Helios | Erebus występ był nie tylko genialnym muzycznym performance, ale przede wszystkim ogromną przygodą dla fanów God Is An Astronaut, którzy przybyli właśnie po to by dać się porwać swojej dualności i emocjonalnym pragnieniom. Po takich przeżyciach chciałoby się powiedzieć, że na początku nie było słowa – na początku był post-rock.

Aleksandra Tychmanowicz

YouTube Preview Image

 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Relacja: God Is An Astronaut (Warszawa, 17.09.2015) została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.