Relacja – Helmet (Meantime 20th Anniversary Tour)

10.04.2012

Legendarny Helmet przyjechał do Europy świętować. Okazją do celebry była przypadająca w tym roku 20. rocznica wydania drugiej w dyskografii zespołu płyty „Meantime”, która w latach 90-tych skierowała cięższe, gitarowe granie na nowe tory. Status złotej płyty, nominacja do Grammy – to tylko dodatki do tego, jaki wpływ muzyka Helmeta miała na wielu artystów, również tych bardzo znanych i niekoniecznie rockowych (więcej o tym w wywiadzie). Do wspólnego świętowania zespół zaprosił na trasę północnoirlandzki Fighting With Wire, który okazał się bardzo skutecznym rozgrzewaczem na szczęście nie powielającym stylu głównej gwiazdy. Przed koncertem nie miałem styczności z twórczością trójki z Derry i licząc na potencjalne zaskoczenie, celowo postanowiłem odłożyć poznanie ich muzyki aż do bezpośredniej konfrontacji. Plan wypalił. Chłopaki poczęstowali zgromadzony w berlińskim klubie SO32 spory tłum niezbyt skomplikowaną, ale mocno energetyczną dawką melodyjnego rocka. Nie był to występ z rodzaju tych, które tylko wypełniają czas pomiędzy łykami piwa. Muzyka Irlandczyków przyjemnie wciągnęła i wyzwoliła chęć ponownego, szerszego  zapoznania się z twórczością kapeli. Fajny, jak sam zespół określa „rock sometimes roll”.

Fighting With Wire – Everyone Needs A Nemesis


Po żywym występie FWW przyszła pora na rearanżancję sceny, na którą wkroczyli technicy m.in. z wielkmi pedalboardami gitarzystów Helmeta. Początek występu zespołu był zaplanowany na dosyć późną godzinę (22:00), tak więc zastanawiałem się, ile zagrają numerów, oprócz planowanego w całości „Meantime”. Odpowiedź na to pytanie pod koniec relacji, a teraz dość rzec, że set był gęsty. Zaczęli od „It’s easy to get bored”, a sposób jego odegrania i jakość dźwięku wyraźnie zapowiadały, że tego wieczoru nikt się na pewno nie znudzi. Dobre brzmienie i energetyczne wykonanie było w trakcie całego występu Helmeta, który zaserwował jeszcze 2 pozycje z ostatniej płyty „Seeing Dog Eye”, by następnie przejść do głównego punktu koncertu. Są różne opinie nt. obecnie dosyć częstego zjawiska organizowania tras czy występów, na których jest odgrywany dany album zespołu w całości. Niektórzy uważają, że to tylko żerowanie na przeszłości, dla innych – w tym dla mnie – to wyjątkowa i może jedyna okazja usłyszenia na koncercie utworów, które nigdy wcześniej lub bardzo rzadko były grane na żywo. Rodzynki w zestawie z „Meantime”  pojawiły się bardzo szybko, ponieważ zespół w Berlinie postanowił zagrać cały album w kolejności odwrotnej niż układ piosenek na płycie. Na początek poszedł więc ostatni na albumie „Role Model” i nie ukrywam, że jego szczególnie oczekiwałem tego wieczoru. Nie spodziewałem się, że pojawi się tak szybko i że pójdzie… tak mocno. Fantastyczna partia basowa na początku tego utworu dosłownie przewróciła wszystkim żołądki do góry nogami. „Role model”, jak i pozostałe numery z „Meantime”, były zagrane szybciej i bardziej agresywnie niż na płycie. Zespół praktycznie nie robił przerw między numerami, więc szedł cios za ciosem: „FBLA II”, „You borrowed”, ”Better”. Dopiero po “He feels bad” zrobili pierwszą, dłuższą przerwę. Page zmienił gitarę, przedstawił wszystkich członków zespołu, podzielił się sprośnym żartem po niemiecku (wokalista mieszkał kiedyś przez rok w Niemczech) i pojechali dalej w górę płyty. Wściekły „Turned out”, wyczekiwany „Unsung”, wybuchowy „Ironhead” czy wieńczący całość potężny „In the meantime”. Uff, było gorąco. Po wykonaniu „Meantime” pojawiły się numery głównie z „Betty” i „Aftertaste” m.in. wyjątkowo szybko zagrany „Wilma’s rainbow” i powolny „Tic” (ach to prześmiewcze „Where is slim fast?!”). No i na sam koniec koncertu absolutna petarda, hit i snop fajerwerków w postaci „Just another victim” oryginalnie nagranego wraz z House Of Pain na potrzeby ścieżki do filmu “Judgement Night”. Page nawet próbował naśladować partie raperów w refrenie…. Idealne zakończenie.

Odpowiedź na pytanie o ilość zagranych numerów – 20. Czas trwania koncertu – 90 minut. Dawno nie byłem na występie, na którym setlista byłaby tak pokaźna. Chłopaki każdego wieczoru ją zmieniają, ale jak dla mnie w Berlinie wybór był wyśmienity. Zabrakło może tylko „Milquetoast”, ale i tak nie ma na co narzekać. Świetny show, zarówno ze strony zespołu, jak i – o dziwo – niemieckiej publiczności, która jak na swoje standardy była tego dnia nadzwyczaj aktywna. Ilość skoczków ze sceny dorównywała hardcorowym sztukom, a i wsparcie, jakie dostawali ze strony przyjmujących było ze wszech miar zaangażowane. Do tego stopnia, że jeden ze scenicznych nurków przewędrował na rękach tłumu przez całą salę, aż pod znajdujący się na końcu klubu bar, gdzie rozbawiony tłum dla jaj prawie wrzucił go za ladę.

„Jak przekroczę 50tkę, chciałbym być taki jak on” – tak w pokoncertowej rozmowie powiedział mi o liderze Helmeta Cahir O’Doherty, frontman Fighting With Wire. Jego komentarz a zarazem pragnienie dotyczące Page’a Hamiltona są jak najbardziej zrozumiałe. Hamilton, pomimo piątki z przodu, wciąż emanuje młodzieńczą energią, którą mógłby obdzielić kilku dwudziestolatków. Zarówno na scenie, jak i na zapleczu bardzo przyjemnie było obserwować jego zaangażowanie we wszystko, co robi: w muzykę, opowiadanie o niej, zobowiązania prasowe. Pomimo tylu lat na scenie i wszystkich zmian, które przeszła i branża muzyczna, i sam rock, posiadanie wciąż tak intensywnego zaangażowania może wynikać tylko z bezkompromisowego i w zasadzie bardzo prostego podejścia do całej sytuacji. Po prostu czujesz to lub nie. Page wciąż to ma. A Helmet wciąż wymiata.

Setlista:

1. It’s easy to get bored

2. So long

3. In person
—————————-
Meantime:

4. Role mode

5. FBLA II

6. You borrowed

7. Better

8. He feels bad

9. Turned out

10. Unsung

11. Give it

12. Ironhead

13. In the meantime
—————————–
14. Speechless

15. Birth defect

16. Wilma’s rainbow

17. I know

18. Unknown

19. Tic

20. Just another victim

Na razie dodajemy do relacji wybrane, amatorskie filmiki z klubu SO32, jakkolwiek poznani na koncercie mili chłopacy z lokalnej niemieckiej telewizji Bunch TV obiecali nam udostępnić ich materiały nagrane podczas występu zespołu, tak więc jak tylko otrzymamy stosowne kadry, nie omieszkamy ich tu dołączyć.


Helmet – Role Model / FBLA II (live in Berlin, klub SO32, 23.03.2012)

YouTube Preview Image

Autor filmu: czarnabiel

Helmet – In The Meantime (live in Berlin, klub SO32, 23.03.2012)

YouTube Preview Image

Autor filmu: linseegr

 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
  1. Danny Boy

    17.04.2012 o godz. 22:16

    Muzyka Helmeta zawsze riffowo gitarowa i ciete rwane slowa zawsze przypominaly mi ujadajacego psa uwiazanego na lancuchu.

     
 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.