Relacja: Tides From Nebula – Headline Tour – Europa 2014

25.12.2014

Zawsze interesowały mnie rzeczy, których nie widać na pierwszy rzut oka. Zawsze intrygowały mnie procesy, które na co dzień są niewidzialne. Stale ekscytuje mnie możliwość zajrzenia „od kuchni” w rzadko dostępne miejsca lub zjawiska. Kiedy w obrębie tak ważnego w moim życiu świata muzycznego znienacka pojawiła się okazja doświadczenia jednego z jego najważniejszych aspektów, czyli trasy koncertowej, rzuciłem w pośpiechu choinkę, girlandy oraz oblepiony ciastem wałek i ruszyłem na 10 dniową wyprawę po Europie wraz z jedną z czołowych post-rockowych załóg w na naszym kontynecie – warszawskim kwartetem Tides From Nebula. Oto krótki zapis… a może wróć. Oto zapis tego co udało mi się zobaczyć i przeżyć na trasie z TFN. Oto opowieść o trudzie, szaleństwie, absurdzie, szorstkości, pospolitości i magii.

Dzień 1 – Ludzie, lochy i wypatroszone nietoperze

Przejazd: Warszawa – Linz (860km)

Wszystko zaczęło się tak. 3 grudnia, godzina 23:00 – zbiórka w siedzibie zespołu, czyli w domu perkusisty Tomasza „Stołka” Stołowskiego. Skład ekipy na trasę – członkowie kapeli, czyli oprócz Stołka Adam Waleszyński (gitara), Przemek Węgłowski (bas), Maciej Karbowski (gitara, klawisze), kierowca Jacek, dźwiękowiec Marcin i ja. Na potrzeby tej trasy zostałem mianowany Koordynatorem Działu Zaopatrzenia i Promocji, czyli miałem zajmować się sprzedażą „merczu”, a więc koszulek, winyli i CD zespołu. Bagaże i sprzęt załadowane do 8 osobowego i tu pierwsza myśl. Bycie muzykiem zespołu rockowego, a w szczególności tak profesjonalnego jak TFN, to naprawdę ciężka robota. Dosłownie. W odróżnieniu od Polski, w trasy europejskie chłopaki jeżdżą jeszcze bez swoich świateł, a i tak sprzętu do zabrania była cała masa. Sporo ważąca masa. Nie bez powodu niektóre „kejsy”, czyli skrzynie ze sprzętem, mają nadane przez zespół wiele mówiące imiona. Dzikun i Locha to naprawdę monstrualne skrzynie, które okazały się bezlitosnymi oprawcami kręgosłupów przez cały okres trwania trasy. A do tego 5 gitar, perkusja, talerze, klawisze, pedal boardy, wzmacniacze, praktycznie pełne wyposażenie sceniczne. Zapinamy pasy i ruszamy w stronę Austrii. Dla chłopaków to już 13 trasa europejska, więc są przyzwyczajeni do drogi i mają już wyrobiony odruch szybkiego zaśnięcia w busie celem regeneracji energii na nadchodzące koncerty. Ja zaś początkowo długo nie mogłem zasnąć, ale na szczęście siedzący obok mnie Stołek również, więc pół nocy spędziliśmy sącząc przyjemnie rozgrzewająca cytrynówkę i rozmawiając o muzyce oraz poprzednich trasach TFN. Kiedy już się nagadaliśmy, późna pora i równomierny, usypiający szum spokojnej jazdy Jacka ułożył nas do snu. Zbudziłem się przed 6 rano. Po mijanych znakach widać było, że wciąż jesteśmy w Polsce. Ponad lasem świt powoli zmieniał czerń nocy w bladoniebieski kolor przedsionka dnia. Noc przeszła w dzień, a czas jazdy mijał głównie na śnie, rozmowach, postojach, graniu w gry lub oglądaniu filmów na laptopach. Wjechaliśmy do Czech. Rzeczywistość otoczenia zaczynała się zmieniać. U sąsiadów widoki są jak u nas, tylko napisy bardziej śmieszne. Szarość imitująca Polskę miesza się z kolorami świeżutkich, unijnych inwestycji. Przekraczając zaś granicę z Austrią różnicę widać już w miejscu, w którym były szlabany. Jest trochę ładniej, schludniej, mniej chaotycznie, nawet pola są jakby równiej przystrzyżone. Przez cały przejazd dominował kolor niebieski. To nie kolor nieba czy flagi Unii, ale tablic na autostradzie z nazwami miast i zjazdów. Po pewnym, w zasadzie dłuższym czasie, w zasięgu wzroku zaczyna pojawiać się więcej kolorów. Tło znaków zmienia się na białe, czcionki na czarne, a ich treść ze wskazania odległości przechodzi w nazwy miejscowości. Po 8 godzinach jazdy opuściliśmy autostradę i wjechaliśmy do miasta pierwszego koncertu, austriackiego Linz.

Miejsce pierwszego występu to klub Stadtwerk. W drodze, słuchając rozmów chłopaków, doszedłem do wniosku, że miejsca koncertów są definiowane w oparciu o kilka kategorii: jaki jest catering, jaki backstage, czy w ogóle jest backstage, jaki wystrój, publiczność itp, ale słowem-kluczem i kategorią dominującą są „schody”. Dzikun, Locha i cała brygada ich pomniejszych metalowych oprychów wcale nie łagodnieją w podróży, nic ich nie obchodzi czy ktoś jest wypoczęty czy wyspany i każdego dnia kręgi są przez nich srogo testowane. Na szczęście Stardtwerk jest łaskawy, z dobrym podjazdem i konstrukcją, ma nawet windę, tak więc w pierwszym dniu trasy pojedynek Ludzie vs Lochy kończy się wynikiem 1-0 dla homo sapiens.

Trasa to czekanie. Po rozładowaniu sprzętu do próby pozostaje jeszcze 3 godziny. Chłopaki grali już tu wcześniej, więc Adam zabiera mnie na przechadzkę po uroczej, przyozdobionej już świątecznie starówce miasta. Rozmawiamy o muzyce, ich poprzedniej wizycie tutaj, ostatnich koncertach w Polsce. Spotykamy krewnych.

Trasa to również czas, który wypełniają rozmowy, a podczas konwersacji poznaje się ludzi i ich życia. Po powrocie do klubu na backstage’u rozmawiam z Jackiem o jego rodzinnym Gdańsku, zmianach, które widzimy, że zachodzą w Polsce. Potem w pokoju pojawia się Dorota, Polka, która pracuje w znajdującym się w tym samym budynku radio. Chce przeprowadzić wywiad z zespołem, opowiada nam o Linz, o tym jakie to otwarte i wielokulturowe miasto, czym różni się wyniosłego Salzburga, w którym wcześniej mieszkała. Widzimy, że radiowe studio, które widać z naszego pokoju, jest wypełnione ludźmi na wózkach inwalidzkich. Dorota tłumaczy, że ich rozgłośnia Fro umożliwia osobom niepełnosprawnym, również tym z wadami wymowy, prowadzenie swojej własnej audycji. Nawet jeśli czasem trudno zrozumieć ich artykulację, dla tych osób jest to bardzo ważna aktywność, czekają na nią cały tydzień, dlatego też rozgłośnia daje im taką możliwość. W grupie tych osób jest nawet chłopak, która realizuje audycję, pomimo, że nie porusza rękami, tak więc suwaki przesuwa czołem i nosem… Czy mówiłem już, że trasa to ludzie?

Chłopaki robią próbę dźwięku, potem znów siedzimy na backstage’u i czekamy. Otrzymujemy catering. Nagle Adam dostaje trudny telefon z Polski. W tym samym czasie ja również mam mało przyjemną rozmowę z kraju. Uderza mnie myśl, że pomimo iż jesteś gdzieś daleko, w zupełnie innej rzeczywistości, tam w domu życie nie staje i rzeczy cały czas się dzieją, choć z perspektywy backstage’u w austriackim Linz, wydaje się, że jest tylko tu i teraz. Zbliża się czas koncertu, a koncerty to również supporty. I wygląda na to, że supporty, przynajmniej na początku, to jeden z kolorytów trasy. Dziś gra Karl. Choć naprawdę na imię ma Michael. Ale dla mnie wygląda jak Karl. Karl, który nosi okulary, wygląda jak student neurobiologii, ma bardzo niepozorną twarz, jest cichy i pokornego serca. Dla mnie jednak jego niepozorność zawiera w sobie dużą dozę prawdopodobieństwa, że ten cichy studencik skrywa w piwnicy pokaźny zbiór pił łańcuchowych, tasaków i wypatroszonych nietoperzy. Zespół Karla składa się z Karla. I czarnego pudełka. Karl gra na gitarze, a stojące obok niego urządzenie odtwarza podkład perkusji. Karl gra post-metal i na scenie jest jak jego piwnica – dziki i tajemniczy. Mało mówi, macha głową i siecze sążniste riffy. Tak, trasa to również mnóstwo spotykanych ludzi, którzy generują różne skojarzenia i sytuacyjne żarty.

TFN wychodzą na scenę o 22. Na tej trasie grają set trwający ok. 60-75 minut, w zależności od tego jaka jest atmosfera i czy jest bis. W Linz, jak to określił Adam, było „trochę sucho”, choć ludzie w rozmowach po koncercie byli mocno podekscytowani, szczególnie ci, którzy słyszeli zespół po raz pierwszy. Około godziny po występie cały sprzęt jest pakowany, wkładany do busa i od tej pory ten rytuał będzie się powtarzał codziennie. Rozłożenie i próba dźwięku zajmują zwykle 2, 3 godziny, złożenie wszystkiego około godziny. Tego dnia w hostelu jesteśmy o 2 w nocy. Jutro mamy do przejechania kawał drogi, tak więc, aby dotrzeć na godzinę 15 lub 16, czyli taką, która umożliwia rozłożenie sprzętu i próbę bez zbędnego pośpiechu, budzimy się o 6.30 i wyjeżdżamy do włoskiej Modeny.

 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Relacja: Tides From Nebula – Headline Tour – Europa 2014 została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.