Raport ze studia: Tides From Nebula – Safehaven (perkusja i bas)

16.03.2016

Czasem fajnie jest być laikiem. Czasem dobrze jest nie wiedzieć. Czasem przyjemnie wejść w daną sytuację jedynie z chęcią obserwacji oraz poznania. To daje ekscytację nowego doświadczenia i pozwala przeżyć ciekawą przygodę.

Ostrzeżenie. Jeżeli nie grasz w zespole, nie pracujesz w studio lub ksiądz nie zadał ci jako pokutę wkuć na pamięć całą zeszłoroczną prenumeratę magazynu „Estrada i Studio”, ten tekst może zawierać słownictwo, które brzmi zawile i niezrozumiale. Nie przejmuj się jednak, nie o trudne nazwy tu chodzi. Chodzi o poczucie atmosfery procesu nagrania najnowszej płyty zepsołu Tides From Nebula „Safehaven”. Oto zapis tych dni.

Perkusja i bas

1 luty 2016 (poniedziałek)

Zima, bez śniegu, szaro, powiewa chłodny wiatr. Warszawski Gocławek. Szereg domków jednorodzinnych, spokojne ulice, biegnące wzdłuż zabudowań tory podmiejskiej kolei. Tu znajduje się Nebula Studio, czyli siedziba Tides From Nebula i studio nagraniowe założone przez członków zespołu, Macieja Karbowskiego (gitara) i Tomasza „Stołka” Stołowskiego (perkusja). Tu zostanie nagrana najnowsza płyta zespołu. Tu będziemy się spotykać przez najbliższe dwa tygodnie.

Pierwszy dzień lutego to pierwszy dzień sesji, a w zasadzie przygotowań do niej. To dzień podłączania sprzętu i przygotowywania pomieszczeń do nagrań. Studio jest podzielona na dwie części. Na parterze znajduje się tzw. live room, czyli pomieszczenie, w którym głośniki emitują dźwięk gitar, który jest rejestrowany przez podstawione pod nie mikrofony. Na piętrze zaś znajduje się reżyserka, gdzie muzycy grają swoje partie, mają na żywo odsłuch tego, co jest grane w live roomie i na komputerze dokonują korekt zapisu dźwięku wygenerowanego na dole. Dla małego zobrazowania zakresu prac, które byłby koniecznie do wykonania przekażę tylko, że przed rozpoczęciem nagrań reżyserka wyglądała tak:

reżyserka przed

Przyjeżdżam do studia. Na miejscu są już wszyscy, czyli Maciek i Stołek wraz z Przemkiem (bas) i Adamem (gitara). Organizują przestrzeń, rozstawiają sprzęt.

Przemek: Co jeszcze jest do podłączenia?
Maciek: Wszystko. Musimy zrobić cały sygnał.

Sygnał, czyli połączenie między live roomem a reżyserką. Układ całej instalacji w uproszczeniu wygląda tak: źródło dźwięku, czyli gitara z efektami znajduje się w reżyserce na piętrze. Mikrofon w live roomie na dole rejestruje generowane przez nią dźwięki i wysyła kablem na górę do reżyserki. Tu znajdują się kolejne elementy nadające brzmienie, czyli preampy mikrofonu  (mówiłem, że będzie zawile) i konwerter, czyli urządzenie zmieniające dźwięk analogowy w dźwięk cyfrowy (to nie są rurki z kremem). Dźwięk cyfrowy wchodzi do komputera i programu do edycji dźwięku, a na samym końcu tej układanki znajdują się monitory, czyli głośniki do odsłuchu dźwięków gitar oraz stół do zarządzania odsłuchem.

Stol

Na sesję chłopaki przygotowali 8 gitar elektrycznych i 3 gitary basowe. Siedem jest ich własnych: 2 Gibsony (Gibson Les Paul i Gibson SG), 4 Fendery (Jazz Bass, dwa modele Fender Telecaster i Fender Jazzmaster) oraz bas Mayones Patriot. Cztery pozostałe są natomiast pożyczone (40-letni bas Rickenbackera, 2 Gibsony Les Paul i Fender Stratocaster). Wszystko po to, by mieć większą paletę dźwięków i brzmień do wyboru, ponieważ każda gitara ma inną charakterystykę. Przed nagraniem wszystkie gitary zespołu zostały odświeżone i podreperowane przez lutnika. Na sesję są zakupione pakiety nowych strun.

Ale zaraz, zaraz. Ja tu cały czas o gitarach, a co z perkusją? Bębny został nagrane tydzień wcześniej w gdańskim Custom34 Studio. Pytam więc jak było.

Adam: „Bardzo dobrze. To najlepiej nagrana perkusja ze wszystkich naszych dotychczasowych sesji”.

Stołek: „Nagrałem całość w 5 dni, średnio po 8 godzin dziennie. Wybraliśmy Custom Studio, ponieważ mają tam bardzo dobre wyposażenie i niesamowitą ilość sprzętu. Przed wejściem do studia wiedzieliśmy co chcieliśmy osiągnąć, dlatego podczas nagrań często zmieniałem werble i talerze, próbowaliśmy dużo mikrofonów, różne stopy. Zmiana zestawu miała miejsce w zasadzie przy każdej piosence, a blachy to zmieniałem czasem nawet w obrębie jednego numeru”.

Stołek w Custom StudioSprzęt użyty podczas nagrań perkusji w Custom34 Studio

Gdańsk bardzo owocny i gościnny, a w Warszawie wciąż trwa bitwa przygotowawcza. Adam jeździ po mieście i zbiera sprzęt, wzmacniacze oraz gitary generalnie od znajomych, ale też nie zabrakło współpracujących sklepów. Podobnie jak w przypadku perkusji, podczas sesji nagraniowej gitar chłopaki planują szukać i dobierać odpowiednie brzmienia. Ze względu na świetną akustykę i powagę pomieszczenia, wokale zostaną nagrane w sali plenarnej Sejmu. Tak, to był niespodziewany post-rockowy żart.

Ta sesja różni się od poprzednich, ponieważ zespół nagrywa ją u siebie, więc nie jest aż tak ograniczony czasem. Nie ma go jednak też bezgranicznie dużo, gdyż do połowy lutego jest ustalony termin wysłania piosenek do miksu, do Australii. Otóż zmiksowania płyty dokona niezwykle uzdolniony producent Forrester Savell, odpowiedzialny za brzmienie płyt takich zespołów jak choćby Karnivool, Dead Letter Circus, The Butterfly Effect czy I Am Giant.

Ale moment, to jak to w końcu jest z tym brzmieniem? Jedno powstaje przy nagraniach, a drugie przy miksie?

Adam: „Brzmienie to wykonawca, nagranie i miks. Wykonawca odpowiada za technikę operowania na instrumencie. Jakość nagrania decyduje o tym, ile możliwości dodania lub zmodyfikowania dźwięków ma inżynier miksu. Im pełniej i lepiej nagrane są gitary, a ich nagranie jest od samego początku brzmieniowo przemyślane, tym większa jest potem paleta możliwości przy miksie i modyfikacji ścieżek. Przy tej płycie chcemy wykonać wszystkie elementy tak, aby umożliwiło nam to osiągnięcie zamierzonego przez nas efektu brzmieniowego”.

Czyli jakiego efektu?

Adam: „Ma być taka moc, jak podczas naszych koncertów”.

Obiecujące. Bardzo obiecujące.

Rozgardiasz trwa. Reżyserka wypełnia się sprzętem. W międzyczasie płynie życie, a pośród niego rozmowy. Przemek opowiada o przeszywającej realności jego ostatniego snu o ataku terrorystycznym, w którym zginęła jego rodzina. Do rozmowy dołącza ustawiający poziomy odsłuchów Maciek i płynnie przechodzimy we trzech na temat świadomości śmierci, życiowego spełnienia, instynktu przetrwania i stanu umysłu osoby, która chce popełnić samobójstwo. I na to wszystko z impetem otwierają się drzwi i wchodzi Stołek gromko oznajmiając: „No kurwa, nie ma tego kabla”.

Powrót na ziemię. Bez kabla nie ruszy konwerter. Telefony, zapytania, możliwe rozwiązania. Kabel jest na drugim końcu miasta. Gdzie Adam, kiedy będzie, jak szybko może podjechać i odebrać. Już wiadomo, że dziś nie zdążą ruszyć z nagrywaniem, wciąż jest za dużo rzeczy do ogarnięcia. Pytam Maćka czy sami się nauczyli tego wszystkiego, co jest potrzebne do zorganizowania studia i wykonania nagrań.

Maciek: „Ogólnie tak, ale my jeszcze nic nie wiemy”.

To ważne zdanie, zapamiętajcie je. Na dalszą przyszłość, aby podczas odsłuchu płyty „Safehaven” pamiętać o tym, że nagrał ja zespół, który jeszcze nic nie wie. I na bliższą, kiedy się okaże, że Nebula Studio zbudowały dwie osoby na podstawie plików PDF i materiałów z YouTube’a. Ale o tym w kolejnej części.

03 luty (środa)

Pierwszy dzień nagrań partii basu. Studio ogarnięte.

studio dzien

Piece też już rozgrzane, kable podłączone, można rejestrować. Na pierwszy ogień idzie numer, który na płycie jest ostatni, ponieważ…

Przemek: “Technicznie jest najtrudniejszy. To pierwszy utwór, który zrobiliśmy na tę płytę. Z kolei ten, który chcę nagrać jako drugi, również powstał drugi w kolejności. W zasadzie to ciekawe, może podświadomie chcę nagrać najpierw te, które znam najdłużej”.

Stołek: “Ja z perkusją miałem odwrotnie. Zacząłem od łatwiejszego numeru, żeby się wdrożyć w studio i cały klimat, ale przez to, że w tym utworze używałem stopy 24 cali i że ona pasowała do dwóch innych numerów, to kolejność nagrań wyznaczyły czynniki techniczne. Inaczej za każdym razem musiałbym zmieniać cały zestaw”.

Ruszają pierwsze partie nagrań, a wraz z nimi opinie o brzmieniu. Lubię słuchać ich rozmów o dźwiękach. One w słowniku TFN mają kształty, fakturę, kolory, gryzą, atakują, dziobią, są grube, jasne, pod kołderką. „Tu jest spokojna tafla jeziorka, a tu zakurzony brud. Ta linia nie ma w ogóle masła na dole, a na tym efekcie jest za duża rzeźnia. Uważajmy, żeby te dźwięki się wzajemnie nie pozjadały. Nie podoba mi się tu, że ten przester charczy jak wzbudzony uderzeniem, metalowy pręt. O, chyba siadło. Ale zło. Teraz szarpie duszę”.

Chłopaki wypowiadają się o niuansach brzmienia, a Maciek dobiera ustawienia i przemienia je w fizyczny byt. Jest środek dnia, ale studio jest przyciemnione i wypełnione światłem lamp.

Adam: “Zamierzamy nagrywać codziennie od godziny 10:00 do ok. 18:00, z celowym przesunięciem w stronę wieczora, żeby był fajny klimat”.

Obserwując sesję zaczynam sobie zdawać sprawę z ilości niezauważalnych poza studiem detali, które mają znaczenie przy nagraniu: czy mikrofon jest ustawiony blisko, czy daleko głośnika, w którym konkretnie miejscu jest przystawiony do kolumny, bo 2 centymetry dalej będzie brzmiał inaczej. Czy grać kostką, czy palcami, żeby nie charczało. A jeśli grać palcem to przykładać go na środku czy bliżej progu. Bas jest nagrywany zarówno przez piece, jak i na czystym sygnale bez przetworzenia po to, żeby inżynier miksu mógł wybrać wersję, która będzie mu bardziej pasować. Będzie mógł użyć bądź to przesterowaną wersję ścieżki nagranego instrumentu, bądź czystą i przepuścić przez swoje piece. Nagrane ścieżki muszą zostać wysłane do Australii do 14 lutego po to, żeby album był zmiksowany do końca miesiąca.

Adam: “Jesteśmy otwarci na propozycje Forrestera. Po to też go wynajmujemy. W końcu ma mi zrobić płytę życia”.

Uśmiech, który dodał do ostatniego zdania zawiera w sobie dużą dozę oczekiwań. Zrozumiem ją w pełni pod koniec nagrywania całej płyty. Wrócimy do tego. A na razie wracają zaklęcia.

„Chwila, wzbudziła się przeciwfaza” (czyli dźwięki kasują się wzajemnie).

„Zaraz, czy tu nie ma czasem latencji (czyli opóźnień dźwięku przy odsłuchu, co daje mylne wrażenie nagrania fragmentu nie w rytm).

„Nie dawaj tak mocno, bo pikuje na sumie (czyli sygnał jest za głośny, przez co samoistnie przesterowuje albo zaczyna “pierdzieć”).

A pomiędzy tym wszystkim płynie zwykłe życie. Papierosek, kawka, obiadek, fasolka po bretońsku, zupka pomidorowa, imieniny mamy, urodziny dziewczyny, zwichnięta noga psa Stołka, Erniego. Chwila rozmów nie o muzyce, chwila relaksu, chwila odświeżenia myśli.

Ale nie za długa i po pół godzinie w towarzystwie kulejącego Erniego (biedny) wracamy na piętro do reżyserki. Kolejny numer, kolejne wciśnięcie przycisku „record”. „The Lifter” – rozbudowany, narastający, przestrzenny. Słuchając go podczas nagrania i nasączając się poszczególnymi fragmentami tej płyty zastanawiam się, jak ją odbiorę słuchając efektu końcowego.

Koniec danej partii i Przemek pyta pozostałych członków zespołu jak widzą brzmienie poszczególnych partii. Wspólne dyskuje o brzmieniu będą towarzyszyć nagraniom każdego instrumentu.

Adam: “Jesteśmy bardzo demokratycznym zespołem. Nie narzucamy sobie niczego. Zarówno kompozycje, jak i nagrania robimy tak długo, aż wszyscy czterej jesteśmy z nich zadowoleni. Oczywiście różnimy się. Na przykład na obecną chwilę mamy odrębne propozycje, który numer wybrać na singiel, ale ostatecznie zawsze dochodzimy do kompromisu i w przypadku rozbieżności głosujemy. Jeśli głosy rozkładają się po połowie, to rozmawiamy tak długo, aż bedzie 3 do 1. Czasami jest też tak, że w momencie patowym zaczynamy dyskusję od nowa i szukamy kolejnego rozwiązania, które zadwoliłoby wszystkich lub sprawiło, że powstała proporcja dająca większość głosów”.

Chwała, że związek zgodny i wyrozumiały, ale jak w każdym długim pożyciu, od czasu do czasu dobrze jest użyć jakiegoś gadżetu, aby atmosfera zrobiła się pikantniejsza. Powiem wam zuchwale – TFN ma fetysz na szale.

szalik

Po co? Do tłumienia rezonansu strun. Dlaczego szal? Bo nie było pod ręką profesjonalnej frotki. Igraszki skończone, powrót na wyrobek.

Maciek: „Dobra, Przemo sieknij to na raz”.

Długi fragment, wszyscy zasłuchani, zaszło słońce, na zewnątrz się ściemniło, reżyserka rozświetliła się wyraźniejszym światłem lamp. Bas przepływa pomiędzy smugami wieczornego światła, w powietrzu faluje coś wyjątkowego.

Nagrywanie stop. Chwila ciszy. Odsłuch. Zanurzenie. Jest klimat. Ale czy jest równo? Przemek sieknął. Prawie. Jedna mała dogrywka.
 
Przemek: „Ta sesja basowa jest inna, niż wcześniejsze, ponieważ używam innej gitary, co z kolei wymusiło nowy styl grania i jednocześnie inne brzmienie. To też spowodowało odrębne podejście do nagrywania, bardziej precyzyjne, bardziej świadome, na co z kolei miał wpływ fakt, że weszliśmy do studia wiedząc dokładnie, jaki chcemy osiągnąć efekt. To oczywiście nie zamyka procesu twórczego. Jeśli podczas nagrania pojawią się nowe pomysły lub brzmienia i są one lepsze od wersji z dema, to jak najbardziej je zostawiamy”.

Nie mogę być z chłopakami w studio codziennie, ale na bieżąco jestem informowany co się dzieje i jak postępują prace. Przez dwa dni nagrania basu szły gładko jak po irlandzkim maśle, aż tu nagle kostka zjełczała, a śliwka wpadła w kompot. Ampeg SVT Classic tudzież układ elektroniczny, którego zadaniem jest wytworzenie na wyjściu sygnału analogowego, będącego wzmocnionym sygnałem wejściowym, kosztem zużycia energii pobieranej ze źródła prądu, czyli po prostu wzmacniasz – padł. Akcja poszukiwawcza – zastępstwa, telefony, apele na Facebooku, adresy i ustalenia. Jest. Wyjazd. W dwa miejsca. Korki. Światła. Wilki jakieś, ale po kilku godzinach się udaje. Ustawienie pod to wszystko, co hulało wcześniej też nie trwa 5 minut, ale w końcu sygnał zostaje przywrócony. Przemek wraca na sofę, palce wracają na struny, udaje się dokończyć pozostałe partie basu.

Przemek: „Różnica między próbą, a sesją nagraniową to trochę jak różnica między treningiem, a meczem. Uświadomiłem to sobie ostatnio podczas gry w tenisa. Podczas treningu grasz na luzie, nie ma stawki, ludzi, nie ma zapisu, a kiedy to wszystko pojawia się na zawodach, to nagle wkrada się spina. Podobnie jest z płytą, która wiesz, że zostanie na lata, dotrze do grupy odbiorców i będzie oceniania. Przede wszystkim jednak chcę to zrobić tak, abym ja był z tego zadowolony. I jestem. Według mnie pod względem partii basu to jest najbardziej różnorodna płyta”.

Czas zmniejszyć grubość i zwiększyć ilość strun. Wjeżdżają gitary.

gity_Fotor

Krzysztof Bienkiewicz

 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Raport ze studia: Tides From Nebula – Safehaven (perkusja i bas) została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.