Wywiad: Aaron Brooks / The Ghost Inside

15.08.2011

Wywiad został przeprowadzony w Niemczech przed występem zespołu na lipcowym festiwalu With Full Force 2011.

Aaron Brooks jest jedną z głównych sił napędowych metalcorowej bestii zwanej The Ghost Inside. Jest głównym autorem muzyki, gitarzystą i byłym perkusistą kapeli, a przede wszystkim bardzo przyjaznym i inteligentnym człowiekiem. Nie można pominąć faktu, że to również jeden z najbardziej utalentowanych, nie bójmy sie tego słowa –  kompozytorów, na obecnej corowej scenie. Spotkałem go zmierzającego na sesję podpisywania autografów. W kapturku, szarej bluzie i okularach wyglądał bardzo niepozornie i z trudem go rozpoznałem. W krótkiej pogawędce umówiliśmy się na wywiad po sesji, a oto co wyniknęło z naszego ciekawego spotkania:

RockOko: Witaj Aaron. Dziękuję za umożliwienie wywiadu. Chciałbym zacząć od kwestii Waszego najnowszego albumu – „Returners”. Muzycznie jest to świetny album, a pod względem emocji powiedzieć, że ta płyta ma w sobie gniew to za mało – to jest czysta furia. Czy powiedziałbyś, że gniew i furia to dwa rożne uczucia?

Aaron: Tak, oczywiście. Gniew jest dla mnie jak agresja sama w sobie, czyli często może zamienić się w coś negatywnego. Myślę, że obie emocje mogą być zarówno negatywne, jak i pozytywne, ale kiedy jesteś wściekły, to masz w sobie więcej pasji, niż wtedy, kiedy jesteś wkurzony. Ludzie, którzy są przepełnieni gniewem na ogół nie chcą tego zmieniać. Po prostu kroczą ścieżka życia z tego rodzaju mentalnością i to nich donikąd nie prowadzi. Ja furię czuję jako emocję, która nie jest stała. Jest to krótkotrwałe uczucie, którego możesz nie być w stanie kontrolować, ale jest to coś, z czego można wyjść.
RockOko: Gracie teraz mnóstwo koncertów, ile tego jest rocznie,  ok. 200 sztuk?

Aaron: Tak, nawet trochę więcej. Jesteśmy w trasie przez jakieś 10 miesięcy w roku.

RockOko: Wasz zespół rośnie w siłę i staje się coraz bardziej znany. Przy tak intensywnych trasach i ciągłej zmianie otoczenia, kiedy macie czas lub okazję, by to co się teraz dzieje wokół zespołu tak naprawdę do Was dotarło?

Aaron: To nie jest proste, ponieważ kiedy jesteś cały czas w trasie łatwo można niechcący zacząć myśleć, że rzeczy przychodzą z łatwością Nawet kilka dni temu, kiedy szykowaliśmy się do przyjazdu tu do Europy, a byliśmy tu już kilka razy i zawsze jest tu super, może zdarzyć ci się pomyśleć coś na zasadzie „o rany, muszę lecieć aż do Europy i grać koncerty”. Jak już tu jesteśmy jest świetnie, cieszymy się tym i nie bierzemy tego za pewnik. Czasem tylko po prostu można łatwo zapomnieć, że jesteśmy szczęściarzami, mając możliwość robienia tego, co robimy. Musisz albo sobie o tym przypominać albo szukać rzeczy, który by ci uświadamiały gdzie jesteś, co robisz, co byś robił, gdyby tego nie było. My zawsze staramy się docenić każdy moment, który daje nam granie w tym zespole, doceniać ludzi, którzy nas lubią i przychodzą na nasze koncerty. To nam nigdy nie minie. Taka jest po prostu ludzka natura, że jak się przyzwyczaisz do czegoś, co często robisz, to masz tendencję tego nie dostrzegać, pomimo, że powinieneś. My jednak zawsze wracamy do sedna i pamiętamy dlaczego robimy, to co robimy.

RockOko: Czy był taki moment, w którym poczułeś, że dokonało się Twoje przejście z bycia fanem do bycia muzykiem?

Aaron: Jak najbardziej. Wiesz, graliśmy już trasy z zespołami, które podziwiliśmy w czasach naszego dorastania. Przed tymi wyjazdami byliśmy bardzo podekscytowani, a pod koniec tras byliśmy już z tymi ludźmi zaprzyjaźnieni, a to z kolei prawie odbiera ci poczucie bycia fanem. To naprawdę super sprawa, że możesz być w osobistych, przyjacielskich relacjach z ludźmi z zespołów, które podziwiałeś, będąc nastolatkiem, ale kiedy po zagraniu z nimi wielu koncertów idziesz na ich sztukę, już nie idziesz zająć miejsce tam pod sceną, ale idziesz spotkać się ze swoimi przyjaciółmi i zobaczyć, jak grają. To prawie odbiera to wyjątkowe emocje, które masz, idąc na koncert swojego ulubionego zespołu.

RockOko: Czy to złe uczucie?

Aaron: To nie jest złe, to po prostu inna perspektywa. Emocje, które mają ludzie, kiedy patrzą na nas są w nich, ponieważ rzadko nas widzą i nie wiedzą jak to jest być po drugiej stronie czy też na scenie. Ale tak naprawdę dla obydwu stron to jest to samo, ponieważ oni są tak rozemocjonowani, bo mogą być na naszym koncercie, tak jak i my jesteśmy rozpaleni tym, że możemy być na scenie. To, że nie możemy być tam po drugiej stronie w tłumie tak często jakbyśmy chcieli, działa trochę na zasadzie „coś za coś”. My mamy ekscytację towarzyszącą byciu na scenie, której fani mogą nie mieć okazji doświadczyć, ale z kolei oni zawsze mają w sobie te wyjątkowe emocje, kiedy idą na koncert swojej ulubionej kapeli. Jeśli chodzisz na koncerty, to znasz to uczucie. Idziesz tam i jesteś w siódmym niebie cokolwiek by się nie działo, słońce czy deszcz, to wtedy nie ma znaczenia. Jednak gdy muzyka staje się twoim stylem życia czy nawet wręcz pracą, to czasem zmienia perspektywę. To zawsze jest pozytywne, ale już po prostu inne. Ja wiem, że na 95% koncertów, na których teraz bywam, to jestem tam bardziej już jako muzyk, niż jako fan. To wciąż bardzo fajne uczucie iść na koncert jako fan, ale na pewno jest to u mnie już inaczej, niż np. wtedy gdy miałem 15 lat. To kwestia rozwoju, to nieuniknione i to się po prostu zdarza. To nie odbiera ekscytacji, to tylko inny jej rodzaj.

RockOko: Co więc można zrobić, by podtrzymać tą pasję i ogień?

Aaron: Jeśli jesteś prawdziwym fanem muzyki, to one zawsze będą w tobie. Jeśli kiedykolwiek byłeś na koncercie i totalnie zatraciłeś się w muzie zespołu, który grał, to znaczy, że masz to w sobie. Jeśli pozwolisz, by inne rzeczy wchodziły ci w drogę, jak myślenie, że już jesteś za stary itp., no to już twój problem. Jeśli chcesz cieszyć się muzyką w sposób, w który wiesz, że potrafisz i jeżeli wiesz, że masz zdolność, by to robić, to nie ma niczego, co by cię przed tym powstrzymało.

RockOko: Pozwól, że wrócę na chwilę do tras. Zawsze mnie intryguje, jak zespoły rozwiązują tę kwestię podczas tournee. Przy tylu koncertach i zmianie miejsc praktycznie każdego dnia, gdzie wy właściwie robicie pranie?

Aaron: (śmiech). Tak, to nie jest proste. My zwykle bierzemy tyle ciuchów, żeby wystarczyło na całą trasę.

RockOko: Nawet przy np. dwumiesięcznym cyklu?

Aaron: Jeśli chodzi o mnie, od dłuższego czasu nie mam tak naprawdę stałego miejsca zamieszkania, tak więc wszystkie moje rzeczy i ubrania są ze mną cały czas. Ja mogę przez długi okres nie robić prania, ale ogólnie od czasu do czasu zatrzymamy się przy jakiejś pralni. Czasem nocujemy w domach ludzi i oni pozwalają nam wyprać rzeczy. Na pewno wygląda to inaczej niż kiedy jesteś w domu. Robisz pranie raz na miesiąc i masz nadzieję, że uda ci się wyprać wszystko (śmiech).

RockOko: Poprzez Wasza muzykę i głównie teksty ludzie wiedzą, kim teraz jesteście i jakie reprezentujecie wartości, ale chciałbym Cię zapytać kim byłeś wcześniej? Czy są takie wartości, które kiedyś były dla Ciebie ważne, ale wraz z czasem i dorastaniem straciły swoje znaczenie?

Aaron: Raczej nie. Mogę powiedzieć, że jedyną rzeczą, którą zawsze reprezentowaliśmy i za którą zawsze będziemy twardo stali to bycie sobą, bycie dumnym z tego, kim jesteś i nie pozwalanie nikomu kiedykolwiek tego zmienić. Mamy w zespole ludzi, którzy są „straightedge”, ludzi, którzy piją, ludzi, którzy palą. Jedni wierzą w siłę wyższą, inni nie, tak więc jest u nas wielka różnorodność i to nam daje umiejętność wzajemnego szanowania się, obojętnie kto jaką ścieżką życia kroczy. Tak więc ogólnie bycie indywidualną jednostką, bycie dumnym, z tego kim jesteś i staranie się być jak najlepszą osobą – to są rzeczy, które zawsze będą dla nas ważne.

RockOko: Jakie masz „duchy wewnątrz”? (pytanie w oryginale: „What’s your ghost inside?” – nawiązanie do nazwy zespołu – przyp. KB). Z czego jesteś dumny w sobie, a co może chciałbyś zmienić?

Aaron: Hm, wydaje mi się, że jestem przyjazną i troskliwą osobą. Myślę też, że ludzie wokół mnie to widzą i doceniają mnie za to. Każdy ma coś, co chciałby w sobie poprawić. Ja mógłbym być trochę bardziej cierpliwy. I może jeszcze wyrozumiały. To się wpisuje w tę chęć bycia najlepszą osobą, jaką możesz być. Nigdy nie będziesz idealny, możesz się tylko starać być dobrym człowiekiem. Ja wierzę, że staram się to robić każdego dnia, będę to nadal robił i mam nadzieje, że to będzie mnie prowadzić we właściwym kierunku.

RockOko: Zapytam teraz o Wasze teledyski. Możesz się oczywiście ze mną nie zgodzić, ale ja mam odczucie, że treść wizualna Waszych klipów nie dorównuje intensywności i energii Waszej muzyki. Czy pomysły na teledyski są Wasze, czy może wychodzą z wytwórni lub jeszcze skądś indziej?

Aaron: Większość z nich to nasze pomysły, ale tak naprawdę to jest pewna mikstura. Jesteśmy naprawdę zaangażowani w naszą muzykę i nasz wokalista jest pełen pasji, jeśli chodzi o swoje teksty, ale my również bardzo lubimy po prostu dobrze się bawić. Czasem chcesz sportretować poważniejsze klimaty, a czasem po prostu chcesz mieć dobry ubaw. Kiedy przychodzisz na nasz koncert, dla nas najważniejsze jest to, byś miał z tego radość. To jest ponad wszystkim. Lubimy mieć nasz wkład w ten pozytywny nastrój zabawy, dlatego np. zrobiliśmy klip z przyjaciółmi i imprezą przy ogrodowym basenie („Unspoken” – do obejrzenia w recenzji „Returners” – przyp. KB). Ta piosenka jest o tym, jak bardzo doceniamy ludzi, którzy przychodzą na nasze koncerty, jak to nas nakręca, jak wiele jest w tym zabawy. Tak więc chcieliśmy mieć zabawowy klip i żeby byli w nim nasi przyjaciele. Teledysk to zawsze luźne sportretowanie piosenki. W naszym zespole nie ma niczego, co by się działo bez naszej akceptacji czy też naszego pomysłu. Nie chcemy, żeby inni ludzie podejmowali za nas takie decyzje, bo chcemy żeby to było nasze.

RockOko: Czy to prawda, że nagraliście „Returners” tylko w trójkę i że Ty byleś odpowiedzialny za wszystkie ścieżki gitar, również basu?

Aaron: Tak. Kiedy pisaliśmy i nagrywaliśmy „Returners” byłem jedynym gitarzystą w zespole. Mieliśmy jeszcze jednego gitarzystę w zastępstwie, ale on nigdy nie był właściwym członkiem zespołu. Z kolei nasz basista w tamtym czasie dopiero co do nas dołączył. A że napisałem całą muzykę na płytę…

RockOko: Sam napisałeś całą muzykę?

Aaron: Tak. Wcześniej byłem naszym perkusistą, a że i gram na gitarze, to mam dosyć dobre rozeznanie jak to wszystko poukładać w całość. Napisałem i poskładałem wszystkie nasze numery na moim komputerze, a potem usiedliśmy z perkusistą i przećwiczyliśmy bas. Chcieliśmy to przegrać, żeby sprawdzić, czy to wszystko trzyma się kupy. A kiedy nadszedł czas nagrania, pałker nagrał bębny, ja ogarnąłem wszystkie struny, a wokalista zaśpiewał.

RockOko. Robi wrażenie, jak i cała płyta. Bardzo dziękuję Ci za rozmowę.

Aaron: Dziękuję.

Rozmawiał: Krzysztof Bienkiewicz
 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Wywiad: Aaron Brooks / The Ghost Inside została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.