Wywiad – Confession

14.06.2012

Nie zdążyliśmy. Skąd jednak mieliśmy wiedzieć, że sprawy tak się potoczą! Ale się stało i zanim poniższy wywiad ukazał się na łamach Oka, jego bohaterowie przestali być członkami zespołu, z którym rozmawialiśmy na Impericon Festival 2012. Po zakończeniu wiosennej, europejskiej trasy z Parkway Drive w szeregach Confession – hardcorowej formacji z Australii – doszło do scysji, w wyniku której lider formacji Michael Crafter usunął z zespołu wszystkich muzyków. W efekcie w momencie publikacji tej rozmowy Adam Harris nie jest już gitarzystą, a Shane O’Brien perkusistą Confession, co nie umniejsza naszej chęci opublikowania wywiadu w nadziei, że losy zespołu dobrze się ułożą i nowi, obecnie rekrutowani członkowie kapeli będą równie fajni, jak ich poprzednicy.

Witajcie ponownie w Europie. Która to wasza trasa tutaj?

Adam: Jesteśmy tu już trzeci raz. Dwa lata temu byliśmy na trasie w Europie razem For The Fallen Dreams, w zeszłym roku koncertowaliśmy z Raised Fist no i obecnie gramy z Parkway Drive.

Jaki jest odzew na waszą muzykę na obecnej trasie? Śledzę wasz profil na Facebooku i wygląda na to, że jest nieźle. Ludzie was znają, na koncertach śpiewają teksty.

Adam: Tak, na tej trasie mamy chyba najlepszy odbiór jak do tej pory, a to, że ludzie znają nasze teksty, jest dla nas pewnym zaskoczeniem. Wydaje mi się, że jest to uwarunkowane m.in. tym, że bardziej trafiamy w gusta publiczności, która przychodzi na Parkway Drive niż tej, która wybierze się np. na Raised Fist.

Shane: Na tej trasie zdarza się, że przez pierwszych kilka numerów ludzie jeszcze nas nie kojarzą, ale gdy już dojdziemy do piątej czy szóstej piosenki, zaczynają się młynki, pogo, pojawiają się zakrwawione nosy, tak że dosyć szybko się to rozkręca.

Tak, nawet dziś po waszym występie liczba zakrwawionych chusteczek w hali wzrosła o jakieś 100%.

Adam: To jest dobry miernik sukcesu (śmiech).

Shane: Po naszym występie zwykle idę do pokoju ambulatoryjnego, żeby zabandażować sobie ręce i kiedy widzę tam dzieciaki z poprzestawianymi nosami i innymi uszkodzeniami, myślę: „O tak, daliśmy chyba dobry koncert” (śmiech).

Jak się dziś czuliście, grając tak wcześnie? Wyszliście na scenę o 14…

Shane: Po raz pierwszy na tej trasie nie spałem o tej porze (śmiech). Byłem jeszcze skacowany, ponieważ nie mieliśmy czasu, żeby odsapnąć.

Adam: Tak, jak tylko tu przyjechaliśmy to praktycznie od razu wyszliśmy na scenę. Nie mieliśmy nawet za bardzo kiedy się ogarnąć. No ale z drugiej strony teraz mamy cały dzień na relaks, więc nie jest tak źle.

Wasza ostatnia płyta „The Long Way Home” jest dla mnie jedną z najlepszych płyt ciężkiej muzy wydanej w 2011 roku i nie mam tu na myśli tylko płyt hardcorowych, ale w ogóle wszystkie, które wyszły w zeszłym roku.

Shane: O stary, wielkie dzięki!

Jest tam piosenka o tytule „The True Shine Through” i ten numer… Powiem tak: Jeśli znacie uczucie, kiedy intesywność energii wygenerowanej przez jakąś piosenkę odbiera wam oddech, to ja czuję dokładnie coś takiego, kiedy słucham tego numeru.

Adam: Wow, dzięki za takie niesamowite słowa.

Energia tej piosenki po prostu zapiera mi dech i uwielbiam to uczucie.

Shane: Ja też mam coś takiego, ale tylko wtedy, kiedy słucham Backstreet Boys.

(śmiech) A, to dlatego jest z wami George…

Shane: (śmiech). Tak jest, on jest tu dokładnie z tego powodu.

[George to inżynier dźwięku Parkway Drive, znany m.in. z tego, że pracował z największymi gwiazdami popu, takimi jak Justin Bieber czy Lady GaGa].

Ok, powróćmy do muzyki. Wasze numery są bardzo ciężkie, ale zarazem bardzo chwytliwe, ponieważ muzyka Confession zawiera wiele melodii. Zawsze chcieliście dodawać melodykę do waszej muzyki, opartej jednak głównie na ciężkich riffach?

Adam: Ludzie lubią chwytliwe rzeczy. Dan, nasz drugi gitarzysta, grał kiedyś w kapelach pop-punkowych, to on pisze większość melodii, więc one zawsze będą częścią naszej muzyki. A przez to, że stroimy nasze gitary tak nisko, melodyka zawsze się u nas spotka z ciężkością.

Shane: Zwykle to wygląda tak, że piszemy jakiś numer, a potem go upraszczamy. Można grać tak połamaną muzę jak np. Meshuggah, lubimy też takie rzeczy, ale kiedy grasz np. na festiwalu, przy naszym niskim strojeniu lepiej brzmi wersja uproszczona. Dlatego mamy układ: melodia, breakdown, melodia, breakdown.

Dobrze wam to wychodzi, ponieważ ja ogólnie uważam, że napisanie przebojowej piosenki, która nie byłaby płytka, jest sztuką.

Shane: Dokładnie, nie chodzi o to, by wypuścić byle jaki numer z elektroniką. To naprawdę nie jest proste, więc jeśli słyszymy dobre słowa od osób takich jak ty, to naprawdę wiele dla nas znaczy.

Adam: Poza tym wydaliśmy już 3 płyty, więc powinniśmy już zacząć robić coś dobrze (śmiech).

Jesteście zadowoleni z rozwoju waszego zespołu?

Adam: Bardzo. Ta trasa jest dla nas wielkim sukcesem. Do tej pory nie mieliśmy okazji, żeby pokazać się przed tak liczną publicznością, więc jesteśmy podekscytowani.

Skoro jesteśmy przy temacie promocji, czy macie może jakieś preferencje rynkowe jeśli chodzi o zaistnienie waszego zespołu? Oczywiście u siebie w Australii na scenie hardcore jesteście już znaną kapelą, byliście kilka razy w Europie, a jak się ma sprawa z zaatakowaniem innych, potencjalnych rynków, np. Ameryki?

Shane: Nie byliśmy jeszcze w Ameryce, tak że trudno nam stwierdzić, jaki ten rynek ma dla nas potencjał. Nie graliśmy tam, więc nie mamy odniesienia do reakacji ludzi czy też sprzedaży płyt lub koszulek.

Adam: W Ameryce trudniej się przebić. Nie twierdzę, że w Europie jest to proste, ale tam jest mnóstwo zespołów, więc konkurencja jest znacznie większa. Myślę, że powinniśmy zacząć podchodzić do tematu promocji w Stanach, ale na razie pewnie jeszcze raz wrócimy tutaj pod koniec roku i zobaczymy, co będzie potem. Oby coś wyszło i w Ameryce.

Wrócicie do Europy na własne tournée czy jeszcze z inną załogą?

Adam: Nie jest to jeszcze ustalone, pracujemy nad tym.

Rozmawiamy o Ameryce i promocji, tak więc chciałbym was zapytać o metody promowania zespołu w Australii. W Stanach wielką rolę odgrywają rozgłośnie radiowe, a jak to działa u was? Jeśli chodzi o radio, wiem, że rozgłośnia Triple-J z Sydney gra dużo gitarowej muzy, puszczają też coś z hardcore’u?

Shane: Tak, Stu Harvey ma swoją audycję „short.fast.loud”.

Adam: To audycja nadawana raz w tygodniu i tam leci hardcore i pokrewne rzeczy. We wtorki czy środy jest jeszcze program “Full Metal Racket“ [obecnie The Racket], gdzie leci także ciężka muza. I to chyba tyle.

Słyszałem, że Triple-J ostatnio dosyć mocno zmieniło swój profil i obecnie grają więcej bardziej „lekkostrawnej” muzyki.

Adam: O tak. To było radio nastawione na ciężkie brzmienia i alternatywę, ale teraz pojawia się tam sporo elektroniki.

Jak myślicie, skąd ta zmiana? Chodzi o pieniądze?

Adam: Tak, przede wszystkim o pieniądze.

Shane: Zawsze chodzi o kasę.

Muzyka, granie, bycie w zespole, tak naprawdę życie muzyką jest czymś bardzo emocjonalnym, ale również wymagającym wielu poświęceń. Natrafiłem niedawno na fajny cytat dotyczący poświęcenia, chciałbym go teraz przytoczyć i zapytać was, co nim sądzicie. Mogę?

Shane: Jasne, wal śmiało.

Poświęcenie jest przypominaniem sobie, czego pragniesz. I płacaniem ceny za dążenie do tego. Codziennie.” Jak to brzmi dla Confession?

Shane: Dla mnie ma to sens (śmiech). Dokładnie o to chodzi.

Adam: Brzmi jak idealnie oddane sedno.

Shane: Tak naprawdę każdy z nas miałby coś do powiedzenia o poświęceniu czy wyrzeczeniach.

Podzielisz się?

Shane: Ja na przykład wcześniej byłem agentem nieruchomości, sprzedawałem domy. Pewnie gdy patrzysz na mnie całego wydziaranego, trudno w to uwierzyć…

Nie no, spoko. Gdybym ja kupował dom, zaufałbym ci od razu…

Adam: (wybucha śmiechem).

Shane: Taa, jasne (śmiech). Tak więc sprzedawałem domy i zarabiałem kupę kasy, ale pewnego dnia postanowiłem grać w zespole, bo granie na perkusji jest czymś, co najbardziej kocham, więc rzuciłem pracę.

Shane O’Brien

(fot. Soultone Cymbals)

To się stało z dnia na dzień, czy narastało w tobie?

Shane: To się we mnie zbierało aż w końcu przyszedł dzień, w którym rzuciłem garniutrem i odszedłem. Chłopacy poprosili mnie, bym do nich dołączył i od tego czasu się kręci.

Nie miałeś żadnych obaw, podejmując taką decyzję?

Shane: Nie no stary, jasne, że miałem (śmiech).

Jaka była największa obawa?

Shane: Pieniądze. Potrzebujesz ich, by żyć. Ja przeszedłem od zarabiania kupy kasy do poziomu zero, więc dla mnie nastąpiła wielka zmiana. Tego nie da się zrobić samemu. Potrzebujesz wsparcia rodziny i przyjaciół, nie poradzisz sobie w pojedynkę, to zbyt trudne.

Co ci pomogło przemóc strach?

Shane: Moje otoczenie, ludzie wokół mnie, chłopaki w zespole, oni wiedzieli, że mam problemy. Rodzina i przyjaciele, tylko to zawsze się liczy.

Adam: Każdy z nas jest w tym zespole z tych samych powodów, u każdego coś się obecnie dzieje w domu, ale nie możemy teraz przy tym być. Na przykład naszemu wokaliście – Crafterowi – dopiero co urodziło się dziecko, a on mimo to jest w trasie. To jest naprawdę wielkie poświęcenie.

Shane, tak pół-żartem, miałeś tak dużo tatuaży już wtedy, gdy sprzedawałeś domy?

Shane: Miałem już wydziarane ramiona i dłonie. Nie miałem jeszcze wtedy zrobionej szyi, ale jak tylko rzuciłem pracę to nastepnego tygodnia postanowiłem, że i tam zrobię dziarę (śmiech).

Pytam z ciekawości, bo zastawiam się, czy twój pracodawca akceptował twoje tatuaże.

Shane: Oczywiście, że nie (śmiech). Ale myślę, że teraz mu nie przeszkadzają, bo jestem sobie właśnie w Niemczech, więc może mi naskoczyć (śmiech).

(śmiech) Ok, dzięki za was czas chłopaki. Miłego dnia i reszty festiwalu.

Adam: Dzięki.

Rozmawiał: Krzysztof Bienkiewicz

Confession – The True Shine Through

YouTube Preview Image

 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Wywiad – Confession została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.