Wywiad: Drew Goddard / Karnivool

21.07.2014

Jako muzyk już od dłuższego czasu skupiasz się głównie na gitarze, ale często też mówisz, że w sercu jesteś perkusistą. Co to dla ciebie oznacza i jak to się wyraża w twoim procesie twórczym?

Przygodę z muzyką zaczynałem od perkusji. Usłyszałem „Smells Like Teen Spirit” Nirvany i to była iskra, której potrzebowałem. Szczerze powiedziawszy, jeśli chodzi o wybory życiowe, to początkowo nie myślałem, że będę muzykiem, ale krykiecistą. To była pierwsza moja pasja. Mój ojciec grał w krykieta i ja również uwielbiam sport.

Ciekawe. Wiele osób w Europie, szczególnie tej kontynentalnej, zupełnie nie rozumie krykieta, gdyż jest nam ciężko ogarnąć grę, w której mecz potrafi trwać pięć dni.

A my dokładnie za to ją uwielbiamy (śmiech). Taki czas trwania meczu wymaga cierpliwości i wtedy możesz dostrzec całą strategię w krykiecie. Ale nie o tym miałem mówić. Tak więc krykiet był moim życiem, ale potem usłyszałem Nirvanę i zapragnąłem grać na perkusji. Zacząłem więc grać na bębnach. Niedługo potem sięgnąłem również po gitarę, ale to perkusja była przez długi czas najważniejsza. Brałem lekcje, poszedłem na rok na uniwersytet na kierunek perkusyjny. To jednak nie trwało zbyt długo, gdyż nie do końca mogłem się odnaleźć we wszystkich strukturach obowiązujących w tej edukacji (śmiech).

Karnivool – Eidolon

YouTube Preview Image

A propos struktur, jeśli chodzi o to, jak funkcjonujesz jako kompozytor, czy wiedza nt. struktur rytmu pochodząca z gry na perkusji ci pomaga? Czy dzięki niej jesteś może w stanie dostrzec pewne detale rytmiczne niewidoczne dla gitarzystów nie mających zaplecza perkusyjnego?

To prawda, że często wizualizuję sobie muzykę, obojętnie czy jest to rytm, melodia czy harmonia. To dotyczy również warstw, kiedy w muzyce pojawia się np. jakiś przestrzenny pasaż, to widzę go w kolorach niebieskich lub zielonych. To może również być lekko zamglone, wilgotne lub wyglądać jak piłka oblepiona rozbitym szkłem. Czasem słyszę dźwięk gitary i widzę go jako gumową piłkę pokrytą na powierzchni czymś ostrym. Muzyka nie jest namacalna . Muzyka to częstotliwości i energia, tak więc każdy powinien używać takich narzędzi, które pozwolą mu ją zobrazować. To czasem dzieje się również na komputerze na wizualizacjach odtwarzacza audio. To dlatego mam taką zajawkę na cymatykę [nauka o kształcie fal akustycznych – przyp. KB]. Na tym była oparta płyta „Sound Awake”. Na koncepcie mówiącym o tym, że wszystko, w tym materia, opiera się na na wibracjach i częstotliwościach. Dźwięk zawiera o wiele więcej niż to, co dociera do ucha. Ale chyba zboczyłem z tematu…

Nic się nie stało, my tu tylko swobodnie wymieniamy myśli. To ciekawe, jak w swoich odpowiedziach w zasadzie zapowiadasz kolejne pytanie, ponieważ wspominałeś o kolorach, a to właśnie o nie chciałem cię teraz zapytać. Muzyka pochodzi z emocji. Muzyka pochodzi z wewnątrz. Jeśli jesteś osobą czującą, masz swój wewnętrzny, emocjonalny świat. Gdybyś miał ten świat opisać za pomocą koloru, jakich barw byś użył?

Tak naprawdę byłoby to całe spektrum kolorów. Myślę, że jestem bardzo wrażliwą osobą, w zasadzie jak wielu artystów.

Jaki kolor miałaby wrażliwość w twoim świecie?

Odcienie niebieskiego i zielonego. W moim świecie byłby również purpurowy, ale ten kolor widzę bardziej na samej górze spektrum, jako barwę symbolizującą duchowość. Czerwień i żółty tworzyłyby podstawowe emocje. To z nich wywodzą się gniew i furia, a one są bardzo ważną częścią naszej twórczości.

Żółty?

Tak, odczuciowo on jest w pobliżu czerwieni, ale to jednak nie to samo. Myślę, że każdy z nas ma własną percepcję. Ja na przykład kiedy myślę o czerwieni, często widzę morze. To wszystko zależy od częstotliwości, światła, fal. Wiesz, my w Karnivool staramy się odkrywać. Wkładamy samych w siebie w uwarunkowania, w których doświadczamy nowych przeżyć. Właśnie to mnie intryguje w muzyce, odkrywanie nowych rejonów. To jak zetknięcie się z kolorem, który widzę po raz pierwszy lub spróbowaniem nowej potrawy, doświadczeniem nowego smaku, odczucia. Karnivool to w dużej mierze również katharsis. To dziwne, ponieważ miałem szczęśliwe dzieciństwo, ale są pewne rzeczy we mnie, które uwalniam poprzez muzykę. Choć nie tylko. Nie mam nic przeciwko dzieleniu się osobistymi przeżyciami. Do psychoterapeuty chodzę cały czas.

Cały czas?

Tak, nawet kiedy czuję się dobrze. Robię to po to, aby spojrzeć w siebie jak w lustro. Porozmawiać z kimś, kto mi da bezstronną opinię, która z kolei ma duży wpływ na decyzje, które podejmuję w życiu. Myślę, że każdy z nas powinien uwalniać z siebie myśli i emocje lub stawiać im czoło, ponieważ to wszystko krąży w pewnym cyklu. Przeżycia krążą wokół nas i za każdym razem, kiedy wracają do ciebie, są większe niż poprzednio. Jeśli nic z nimi nie robisz lub nie wyciągniesz z nich wniosków na przyszłość, następnym razem ich efekt będzie jeszcze większy. Na początku to jest jak mała kropka, która z czasem rośnie. Kiedy ona rośnie, ty zaczynasz od niej uciekać aż do momentu, kiedy to urośnie do tego stopnia, że z impetem zwali się na ciebie.

Tak, to ciekawe, że czasem musimy aż zderzyć się z kumulacją problemów, aby zdać sobie sprawę, że powinniśmy w końcu stawić im czoła.

Nie trzeba doprowadzać aż do takiej sytuacji.

To prawda, ale to często jest nieświadoma autodestrukcja.

Ludzie często są fatalistami, ja również, ale czasami, żeby czegoś się nauczyć, musisz być katalizatorem działań. Jeśli chodzi o mnie, to ja nauczyłem się wiele mocno dostając w kość.

To się zdarza i w zasadzie jest nieuniknione, ale wydaje mi się, że ważne jest to, co z tym zrobisz potem. Na przykład w moim życiu był taki okres, w którym było dużo mroku i ból z tamtego okresu zostawił we mnie ślady. Te przeżycia wydrążyły głębokie kanały we mnie, a ja uważam, że żadna emocja nie dotrze tak głęboko w człowieku, jak ból. Żadne pozytywne uczucie nie dosięgnie takiej głębi, ale ważne jest, co zrobisz z tymi wydrążonymi kanałami. Ja od pewnego momentu zacząłem wypełniać je światłem i od tego czasu wiele się zmieniło.

O to chodzi. Czasami musisz dotrzeć do dna. Potrzebujemy takich doświadczeń, żeby móc w inny sposób spojrzeć na życiowe sprawy, co umożliwia podjecie decyzji, żeby pewnych rzeczy nie robić. Muzyka w tym pomaga. Śmiech również. Muzyka i humor są ważne.

Dokładnie, dlatego żeby skończyć naszą rozmowę lżejszym akcentem, chciałem ci zadać jeszcze jedno pytanie. Jeśli pewnego dnia miałbyś się obudzić i znaleźć coś w swojej imponującej brodzie, na co chciałbyś natrafić?

(śmiech) Hm, chyba na kociaka. Uwielbiam koty, a one uwielbiają moją brodę (śmiech). Nie no, żartuję sobie, hm…

To może być cokolwiek. Lub ktokolwiek.

(długa pauza) Boga. Znalazłem Boga w mojej brodzie. On był tam cały czas. I dziwnie pachniał serem.

(śmiech) Muszę powiedzieć, że to najbardziej spektakularna odpowiedź, jaką otrzymałem na to pytanie. Właśnie skasowałeś wszystkich poprzedników i naprawdę nie wiem, co więcej powiedzieć. Dziękuję ci za rozmowę!

(śmiech) Dzięki, stary.

Rozmawiał: Krzysztof Bienkiewicz

Ten, który znalazł Boga

fot. Vool

 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Wywiad: Drew Goddard / Karnivool została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.