Wywiad: Hoya / Madball

28.05.2011

Wywiad przeprowadzony z basistą Madball – Hoya przed koncertem trasy Rebellion Tour 2011 (22.03.2011, Klub Proxima, Warszawa)

 

 

Zeszliśmy do podziemi budynku. Przewodnik prowadził mnie krętym, wąskim korytarzem. Minęliśmy jedne drzwi, drugie, kolejny zakręt aż w końcu stanęliśmy przed miejscem przeznaczenia. Skrzypnął zamek i w progu ukazała się sylwetka gospodarza. Luźne szaty, postawna postura. Wszedłem do pokoju pełnego zakapturzonych postaci, chaotycznie porozrzucanych rzeczy i suto zastawionego stołu. Po chwili kaptury zniknęły. Zrobiło się cicho. Gospodarz uśmiechnął się szeroko i wyciągnął do mnie swoją wielką jak bochen chleba dłoń…

Nie, to nie początek kolejnej części przygód Hrabiego Monte Christo. Miałem tylko takie skojarzenie, gdy tour manager Madball prowadził mnie krętymi korytarzami podziemi Proximy na wywiad z umówionym gościem. Hoya jest bardzo przyjazny a rzeczony stół był naprawdę suto zastawiony, tak więc wsunąłem dyktafon gdzieś pomiędzy ogórki i kabanosy i zaczęliśmy rozmowę.


RockOko: Witaj Hoya, jak się masz?

Hoya: Dzięki, bardzo dobrze

RockOko: Pozwól, że zacznę od pytania o Wasz ostatni album „Empire”. Jakie było Wasze podejście do procesu pisania materiału na tą płytę? Na poprzednim albumie „Infiltrate system” chyba próbowaliście wdrożyć do Waszego brzmienia więcej metalu, natomiast „Empire” z jednej strony brzmi jak powrót do korzeni hardcore, a z drugiej strony ma także pewne elementy progresywne, łamane rytmy perkusji, zmiany tempa, np. jak w utworach „The End” lub „ Emipre „. Jak Ty to widzisz?

Hoya: Trafiłeś w samo sedno, idealnie to ująłeś, dokładnie tak to czuliśmy pisząc ten album. Kiedy wróciliśmy z albumem “Legacy”, chcieliśmy pokazać, że to jest nowojorski hardcore taki, jakim my go kochamy. Z kolei wyszedł “„Infiltrate..” (następca „Legacy” – przyp. KB) w międzyczasie zmieniły się czasy, ponieważ Madball przez jakiś czas nie działał. My ogólnie jesteśmy zespołem, który nigdy nie potępia nowych stylów. Sami reprezentowaliśmy coś nowego, kiedy wyszedł nasz pierwszy album, ludzie nas wtedy krytykowali, mówili,że jesteśmy zbyt hip-hop, zbyt grafitti, zbyt cokolwiek, a my jesteśmy zawsze otwarci na nowe nowe zespoły. Tak więc chcieliśmy, żeby „Infiltrate..” był bardziej metalowy, chcieliśmy pokazać, że my też to potrafimy, że nie musisz być zespołem metalowym, żeby brzmieć mocno, nie musisz zestrajać nisko gitar, nie potrzebujesz robić nic takiego. I tak samo było z najnowszą płytą. Powiedzieliśmy sobie: Zróbmy płytę, która będzie wypadową naszych ulubionych płyt Madball, „Hold It Down”, “DMS” [Demonstrating My Style], a zarazem, żeby była świeża, bez eksperymentowania. Dorastamy jako muzycy, czujemy, że gramy coraz lepiej, ale równocześnie mamy tak wielki szacunek do tego zespołu, że nie wyjdziemy całkiem poza nasz styl. Nie chcemy całkowicie zmieniać naszej muzyki, chcemy tylko dać nową perspektywę na elementy, które są już w niej obecne.

RockOko: O ile wiem tytuł „Empire” odnosi się do wszystkiego, co udało Wam się do tej pory stworzyć, Wasz cały świat, Wasze imperium. Muzyka jest oczywiście głównym trzonem tego imperium, ale myślę, że fani są również integralną częścią Waszego świata. W jednym z niedawnych wywiadów słyszałem wypowiedź Mittsa, który powiedział, że odnosząc się do fanów woli okreslać ich jako „wspomagających” [ang.-supporters] i spodobało mi to, jest w tym dużo szacunku, tak więc chciałem się Ciebie zapytać, jak lub gdzie Ty byś umieścił fanów w strukturze Waszego imperium?

Hoya: Pozwól, że na początku odniosę sie do tego, co powiedziałeś o imperium. Z jednej strony masz rację i my również jako zespoł czujemy, że to jest nasze, ale z drugiej parasol imperium obejmuje nie tylko kapelę zwaną Madball, ale rozpościera sie nad całą sceną „underground hardcore”. Imperium odnosi się do całej muzyki hardcore, a my jesteśmy tylko jej częścią, jedną cegiełką. Tak jak nasi fani – to jest też ich imperium. Wiesz jak to jest, w danym kraju możesz mieć stu króli, ale wciąż nie będzie tam państwa, tak więc tak naprawdę chodzi o ludzi, najważniejsi są ludzie. Kiedy mówimy o imperium, to mamy na myśli to, co budowaliśmy przez lata i to, że zawsze byliśmy w tym szczerzy. Jesteśmy jedną z tych kapel, które zawsze to będą robić, ale zostawiamy to również otwarte dla innych, bo jakkolwiek banalnie by to brzmiało, zespół nie istnieje bez swoich ludzi, fanów. Bez nich nie ma ciebie, masz tylko kilku gości grających sobie w salce. Jeśli więc chodzi o ten album to nie mamy tu na myśli tylko nas, ale każdego, który wspiera cały ruch podziemny, a w szczególności muzykę hardcore. Tak naprawę my sami wciąż jesteśmy fanami, fani są muzykami, to te same osoby, to jest własnie wyjątkowe w tej muzyce. Wiesz, jesteś sobie na koncercie, rozmawiasz z gościem stojącym koło ciebie, a on nagle mówi “o cholera, muszę już spadać, bo zaraz gram”.

RockOko: Dwa utwory na „Empire”, choć wyrażają dosyć odmienne emocje, wyróżniają się na płycie wspólnym elementem posiadania bardzo konkretnego podmiotu, o którym mówi tekst. Mam na myśli „Hurt You”i „Rebel for life 18″. O kim opowiadają te dwa numery?

Hoya: Teksty są oczywiście autorstwa Freddiego, ale myślę, że mogę sie wypowiedzieć za niego odnośnie tych dwóch kawałków. “Tough guy” nie jest o kimś bardzo konretnym. Bardziej chodzi w nim o to, że wiele osób próbuje brać to, że jestes dobrym człowiekiem jako twoją słabość. Freddy próbuje w tym tekście powiedzieć, że on też jest po prostu zwykłym, prawdziwym cżłowiekiem. Nie chodzi o to, żeby być twardym (tough guy), ale jednocześnie nie myśl, że możesz wkraczać w moją przestrzeń. Przez to, że staram się ciebie szanować nie myśl, że nie będę się bronić lub że nie skonfrontuję się z tobą, jeśli poczuję, że jestem konfrontowany. Freddy głównie to ma na myśli.

RockOko: Jeśli chodzi o konfronatcję, to w zasadzie miała ona miejsce podczas Waszego zeszłorocznego koncertu w Łodzi. O co wtedy dokładnie poszło? (w pewnym momencie koncertu Hoya przestał grać, zrzucił gitarę i w gestach niewiele mających wspólnego z pokojowym pozdrowieniem Indian Hopi chciał się zająć pewnym osobnikiem robiącym szum pod sceną, zespół przerwał koncert, do zamieszania dołączył gitarzysta Mitts, technicy – przyp. KB).

Hoya: Tak, zdarzył się zgrzyt, ale rozmawiałem z tymi gośćmi po koncercie i myślę, że ostatecznie wszystko się wyjaśniło. Pod sceną była dziewczyna, którą oni bardzo mocno pchnęli na wzmacniacze, tak że prawie na nią spadły, tak więc to było więcej niż zwykły stage-diving, to już było zagrożenie zycia i zrobiło się naprawdę niebezpieczne. Ale po incydencie porozmawialiśmy i myślę, że wszystko sobie wyjasniliśmy. My kochamy Polskę, przyjeżdzamy tu od zawsze, poza tym dużo Polaków przychodzi na nasze koncerty w Brooklinie, spotykamy się tam z nimi, mamy dużo miłości dla tego kraju. Szkoda, że czasem zdarzają się takie akcje, ale cóż.

RockOko: A jeśli chodzi o piosenkę “Rebel4life”, kim jest Suzy?

Hoya: To była moja żona, która zmarła. Freddy napisał dla niej piosenkę, na jej pogrzeb i to jest własnie ten utwór. Nie będę może wchodził w szczegóły, ale to jest piosenka dla mojej żony.

RockOko: Przepraszam, nie wiedziałem.

Hoya: Nie, nie ma sprawy, przecież wydaliśmy ten utwór. Ona sama nazywała się buntowniczką (ang.rebel), dlatego też taki tytuł numeru.

RockOko: Dziękuję Ci za tę odpowiedź. Dużo się teraz mówi o kryzysie w przemyśle muzycznym, spadku sprzedaży płyt, piractwie, ale czy byłbyś w stanie wymienić jakikolwiek zalety obecnej sytuacji? Może przełamanie hegemonii wytwórni? Wydaje się, że obecnie zespoły nie muszą mieć kontraktu od samego początku kariery albo też przynajmniej nie są tak uzależnione od wytwórni, jak wcześniej. Co o tym sądzisz?

Hoya: To z pewnością to odebrało władzę wytwórniom, co może być dobrym czynnikiem, ale też ma swoją negatywną stronę. Ludzie nie zdają sobie sprawy np. z kosztów trasy. Żeby byc w trasie trzeba zapewnić benzynę, samochód, jedzenie, musisz po prostu mieć jak zyć, więc bez wytwórni zespoły wydają muzykę, ale jeśli ludzie za nią nie zapłacą, to mamy sytuację, w której tylko jedna strona bierze. Więc to jest jak obusieczny miecz. Nie jest łatwo, jest to bolesne szczególnie dla podziemnej muzyki, która potrzebuje najwięcej wsparcia.

RockOko: Wydaje mi się, że ludzie nie zdają sobie również sprawy, ile osób jest związanych z tą branżą, że to nie tylko muzycy, ale całe zaplecze ekipa, technicy.

Hoya: Dokładnie, potrzeba wiele działań, żeby to w ogóle mogło zaistnieć. Ludzie zostwiają swoje prace żeby to robić, my opuszcamy swoje domy. Trzeba więc szanować hardcore takim, jakim jest albo przynajmniej wspierać go finansowo. Możesz być młodym zespołem metalowym, któremu wytwórnia płaci za autbous i za inne rzeczy, ale jeśli spytasz Madball, kto płaci za nasze rachunki to odpowiedź brzmi nikt – płacimy je sami. Ludzie nie są tego świadomi. Internet szybko rozprzestrzenia słowo – to jego zaleta. Mamy grać gdzieś koncert, rzucamy informację – wpadajcie na sztukę, nagle zdarza się zmiana w ostatniej chwili, zaraz możesz o tym poinformować.

RockOko: Czyli plusy i minusy.

Hoya: Tak, nieważne skąd bierzesz nagrania – czy je ściągasz czy skądś indziej, ogólnie wspieraj zespół, który lubisz.

RockOko: Jeśli nie kupujesz płyt, to przynajmniej pójdź na koncert.

Hoya: Tak, wesprzyj jakkolwiek. Jeśli chcesz ściągnać album, to przynajmniej przyjdź na koncert, kup koszulkę, zrób cokolwiek. Ludzie nas pytają, czemu nie przyjedziemy zagrać tu czy tam, ale to nie takie proste, po prostu nas nie stać. Jesteśmy normalnymi ludźmi, mamy szczęście robić to co kochamy jako pracę, ale to nie tak, jak ludzie czasem sobie wyobrażają. Ja wciąż nie mam nawet samochodu.

RockOko: Publiczność chyba często wyobraża sobie, jak to fajnie jest być muzykiem, bo widzą tylko pozytywną stronę, wiesz, grasz muzykę, jeździsz w różne miejsca, imprezujesz, ale nie wiedzą, jakie też wiązą się z tym trudności i poświęceń.

Hoya: Tak, jest ich dużo, naprawdę dużo. Nie jesteśmy już dzieciakami, ale dorosłymi ludźmi. Ja mam syna, muszę mu zapewnić byt. Kocham hardcore, to piękne, że mogę to robić, ale nie jest to wszystko takie proste.

RockOko: W wielu swoich tekstach nazywacie zaangażowanie w muzykę Waszą pasją. Obecnie media i ogólnie społeczeństwo wtłaczają w ludzi przekaz o tym, jak ważne jest by mieć w życiu jakąś pasję . Wiele osób twierdzi, że ją ma, choć czasami mam wrażenie, że znaczna część z nich tak naprawdę nie potrafi zdefiniować lub opisać twgo, co to faktycznie dla nich oznacza. Chciałęm się zapytać jak Ty byś zdefinował czym jest dla Ciebie pasja, czy to na przykładzie muzyki czy innych aktywności w życiu, które czujesz w ten sposób.

Hoya: Powiedziałbym, że pasja jest czymś, co po prostu musisz robić. Czymś, nad czym nie masz kontroli, czymś co chcesz robić, bo po porstu czujesz, że musisz. Nie musisz być 100% opętany pasją w kontekście danego stylu muzycznego, ale kiedy używasz tego słowa i ono pochodzi z naszego rodzaju sceny, czyli muzyki podziemnej, to musisz mieć takie podejście. Na początku my również w obrębie naszej sceny byliśmy tymi maluczkmi w świecie dużych zespołów, więc wręcz musieliśmy być tak mocno zaangażowani, mieć postawę pokazującą jak bardzo kochamy nasze granie, że jesteśmy zwarci i gotowi pokazać światu jak jesteśmy dumni z tego kim jesteśmy. Byliśmy przekonani, że jesteśmy wyjątkowi. I to sprawia, że masz taką pasję do muzyki, muzyki, która jest bardzo prawdziwa. Żaden z naszych tekstów nie jest jakąś pierdołą, jest tam samo życie, rzeczy, które przydarzyły się nam lub naszym przyjaciołom. Nie ma ani jednej wymyślonej historii, ani jednej. Wszystko jest prawdziwe, bo czujemy, że hardcore to jest właśnie to. Mamy wiele do powiedzenia o stylu życia, o traceniu ludzi, o kochaniu ludzi, o walczeniu z ludźmi. Dlatego wciąż to robimy, bo wciąż to kochamy i czujemy, że ludzie też to kochają. To jest to, co robimy, nie znamy niczego innego. Dlatego pasja do muzyki wciąż w nas jest, dlatego jeździmy w trasy, gramy koncerty, to ważna część naszego życia.

RockOko: Ludzie ze sceny muzyki i kultury hardcore bardzo często mówią, że hardcore to nie tylko styl muzyki, ale też życia. Jaki dokładnie to jest styl życia, czym dokładnie sie objawia, w jakim sposobie myślenia lub zachowania? Czy byłbyś stanie opisać, czym to jest dla Ciebie?

Hoya: Dla mnie bycie hardcore, poza stylem muzycznym, oznacza głównie robienie tego, co chcesz robić, bez zwracania uwagi na to czy i kto mówi ci inaczej. Chcesz mieć irokeza? Każdy może ci mówić, że to głupie ale jeśli ty tego chcesz, to to robisz, czujesz się z tym dobrze i srasz na to, co mówią inni. To dla mnie oznacza być hardcore, robienie tego, co chcesz.

RockOko: Rozszerzając to można powiedzieć, że chodzi o to by, być wolnym?

Hoya: Tak, być wolnym i mieć własne przekonania. Myśl za siebie, nie mów „o chce być straight-edge, bo to jest fajne, chcę ćpać, bo to jest fajne”. Nie. Myśl za siebie. Hardcore mogą być skinhedzi, punki, hip-hopowcy, ludzie z Polski, z Chin, z Nowego Jorku, Latynosi, czarni, biali, ktokolwiek. Jeśli lubisz nie mieć zasad, a zarazem budujesz swoje bez względu na opiniie inych, wspieraj ruch.

RockOko: Podoba mi sie ta definicja, bo hardcore jest często kojarzony głównie ze stylem bycia czy też wygladu, wiesz, określone ciuchy, tatuaże, ale to co Ty mówisz idzie znacznie dalej.

Hoya: Tak, tak jak mowię na jednej z naszych płyt (intro do „Hold It Down” – przyp. KB), nie ma znaczenia jak sie ubierasz czy co nosisz, to nie znaczy nic. Hardocore jest tym, jak sie zachowujesz i reagujesz na pewne rzeczy. Czy wspierasz swoje zespoły? Czy jeszcze słuchasz muzyki? Gdy ktoś oczernia, czy stajesz w obronie? Dla mnie to oznacza być zaangażowanym i być hardcore.

RockOko: Freddy powiedział o „Emipre”, że ta płyta jest wkurwiona i wali prosto w twarz, czyli taka jak Madball i cały hardcore zawsze powinny być. To wyraźnie słychać na płycie, powiedz mi więc, jakie gniew jako emocja ma znaczenie w życiu i ostatecznie w Waszej muzyce?

Hoya: Myślę, ze gniew jest dużą częścią życia kazdego człowieka. Nawet jeśli są ludzie, którzy starają sie być „wszechróżowi” i pozytywnie nastawieni do świata, ostatecznie wciaz jesteśmy tylko ludźmi. My używamy gniewu, jego energii do tego, żeby kontynuować to co robiliśmy, jak byliśmy dzieciakami.

RockOko: Jeśli chodzi o gniew, wydaje mi sie, że są dwa rodzaje gniewu – z jednej strony gniew negatywny, destrukcyjny, z drugiej ten pozytywny, energetyczny.

Hoya: Tak, my bierzemy ten destrukcyjny gniew i staramy się zmienić go w muzykę. Z wiekiem robimy to coraz częściej.

RockOko: Z wiekiem coraz częściej?

Hoya: Tak, bo jak byliśmy młodsi po prostu byliśmy bardziej agresywni. Kiedy jesteś młody, działasz szybciej niż myślisz, jak jestes wkurzony, to chcesz kogoś walnąć w mordę. Teraz, kiedy jesteśmy starsi i mamy prawdziwe życiowe problemy, które generują gniew, to chcemy to zastopowac i coś z tym zrobic, powiedzieć coś o tym, stworzyć z tego piosenke. Jak “Rebel4Life”, emocje przeznaczone dla mojej żony czy też inne numery, w których chcemy przekazać jak ludzie powinni się zachowywać wobec siebie albo co sądzimy o tym, czego brakuje światu w obecnych czasach.

RockOko: Chciałbym teraz zapytac o odbiór Waszej muzyki. Wiem, że w zależności od miejsca są na nią różne rekacje, np. środkowe stany w USA podchodzą do Was czy muzyki hardcore chyba z pewną rezerwą, odzew w Europe myślę, że jest bardzo dobry, ale tak naprawdę chciałem zapytać Cię o Japonię. Wiem, że tam również graliście. Tak się składa, że mieszkałem przez jakiś czas w Japonii, wiem więc, że są Japończycy to ludzie którzy raczej nie są zbyt ekspresyjni ze swoimi emocjami. Ciekawi mnie więc, jak taka energetyczna muzyka jak Wasza była odbierana w tak emocjonalnie zachowawczym kraju?

Hoya: To jest kolejna przyczyna, dla której muzyka, którą gramy sprawia, że jest w nas taka pasja, bo to ona potrafi sprawić, że tacy powściągliwi ludzie, jak Japończycy dostają na koncercie takiego odpału, że tłum szaleje tak, jakbyśmy grali w Europie.

RockOko: Naprawdę?

Hoya: Tak. Oczywiście zaraz po skończonym numerze robi się momentalnie cicho, bo chcą, żebyś coś powiedział, wiesz, w końcu to Japończycy. Jeździmy do Japonii już od wielu lat, mają tam starą scenę punk, ludzie hardcore – uwielbiają tą muzę, mamy tam bardzo dobrych, długoletnich przyjaciół. Niektóre koncerty w Japoni naprawdę są takie, jak byśmy grali tutaj. Jeśli grasz np. w Osace, to klimat jest taki, jakbyś grał w Nowym Jorku. Szaleją, tańczą, styl jest agresywny. Ale to właśnie kocham, najpierw się wyszaleją na koncercie, a potem wracają do swojego opanowanej codzienności. I myślę, że to właśnie sprawia, że ciężka muzyka dobrze się trzyma, bo ona jest dla nich odskocznią. Tak więc naprawdę jest tam niesamowcie, nie mogę sie doczekać, kiedy znów tam pojedziemy. Mam też nadzieję, ze wszystko sie ułoży po trzesieniu ziemii i nie mowię tego tylko dlatego, że mamy tam przyjaciół.

RockOko: Czy macie jakieś muzyczne inspiracje spoza ciężkiej muzyki? Nie krępuj się, jak najbardziej możesz nas zaskoczyć.

Hoya: Mnóstwo. Ja i Freddy dorastaliśmy słuchajac dużo hip-hopu, tak więc uwielbiamy hip-hop, ale Freddy uwielbia też np. Coldplay. Słuchamy wszystkiego. Chłopaki słuchają nawet więcej różnych rzeczy, niż ja. Ja jestem bardziej wybiórczy w tym aspekcie, lubię hip-hop, Black Sabbath, Slayer, nowojorski hardcore, tak więc jestem dosyć konserwatywny (śmiech). Ogólnie słucham wszystkiego, co jest dobre, po porstu doceniam muzykę. Reszta chłopaków ma naprawdę szerokie horyzonty, wymień jakikolwiek zespół i na pewno któryś z nich go słucha.

RockOko: Po Waszym ostatnim koncercie w Łodzi rozmawiałem z Mittsem o wpływach jazzu na Madball.

Hoya: Dokładnie, możesz do tego dodać muzykę latynoską, rock’n’roll, metal, nu-metal. Cokolwiek, co jest dobre.

RockOko: Co jest w Twoim życiu, oprócz oczywiście muzyki, taką rzeczą względem której czujesz, że jest to naprawdę ważne.

Hoya: Mój syn. Zrobiłym dla niego wszystko. Odnosząc to do tego, o czymś wczesniej rozmawialiśmy, to moge powiedzieć, że mój syn jest moją pasją. Radością mojego życia będzie obserwowanie, jak dorasta i powodzi mu się. Mam szczeście, że mam teraz takie życie, które pozwala mi zapewnić mu byt i robić to, co kocham. Ludzie mówią, że dzieci zmieniają perspektywę na życie, słuchasz tego i niby przyjmujesz do siebie, ale tak naprawdę to do ciebie nie dociera. Ja też tak miałem i naprawdę rozumiesz to dopiero wtedy, kiedy masz już własne dzieci. Zdajesz sobie sprawę, że to jest część ciebie, która była stworzona z ciebie i z którą jestes powiązany.

RockOko: Jest takie powiedzenie, że miłość do dzieci to jedyna prawdziwie bezwarunkowa miłość na świecie.

Hoya: Zgadzam się. Ja mam jedno swoje powiedzenie, które mówię ludziom, którzy jeszcze nie mają dzieci, a pytają mnie jak to jest być rodzicem. Mówię im, że posiadanie dzieci jest najcięższą rzeczą, jaką kiedykolwiek będziesz chciał zrobić. Bo kiedy już masz dzieci, to ich wychowanie jest trudne, ale jednak chcesz to robić.

RockOko: Zabierasz syna również w trasy?

Hoya: Jeszcze nie, ma dopiero 2,5 roku, ale już był na dwóch koncertach Madball. Tak więc jest jeszcze za mały, ale kto wie, może pewnego dnia będzie sprzedawal nasze koszulki na trasach.

RockOko: (śmiech) Na pewno tak będzie.

Hoya: Freddy również zostanie niedługo ojcem.

RockOko: Tak? Czyli nadchodzi Madball 2?

Hoya: (śmiech) No, nigdy nic nie wiadomo.

RockOko: Na koniec mógłbyś mi jeszcze tylko powiedzieć, skąd się wziął Twój pseudonim?

Hoya: Hoya? Cóż, moje prawdziwe imię to Jorge, czyli po angielsku George i byłem jednym z niewielu Latynosow, który kręcił się po ulicy. I sprzedawali wtedy taką hiszpanska fasolę, która nazywała się Goya Beans. I był też wtedy zespół koszykówki z unwiersytetu Georgetown zwany Georgetown Hoyas, który w herbie miał buldoga. Tak więc przez to, że jestem Latynosem mój kumpel Joe mowił do mnie „you goya bean”, a że wyglądem przypominalem budloga potem zaczęli do mnie wołać ‚”you big goya hoya bean”. Później skróciło się to tylko do „hoya” i tak już zostało. Wiesz, takie młodzieńcze głupoty, mialem wtedy jakieś 15 lat, a że teraz mam 20..

RockOko: (śmiech) Nie ma to jak pozytywne myślenie.

Hoya: (śmiech) O tak, przede wszystkim pozytywne myślenie.

RockOko: Dziekuję Ci bardzo za wywiad.

Hoya: Nie ma sprawy, dzięki i Tobie.

Rozmawiał: Krzysztof Bienkiewicz

Madball – All Or Nothing

YouTube Preview Image

 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Wywiad: Hoya / Madball została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.