Wywiad: Jacek Miłaszewski

03.03.2014

Tworzenie oraz nagrywanie muzyki to złożony proces, w którym atrybuty ludzkie mieszają się z aspektami technologicznymi. Wyobraźnia spotyka się z narzędziem, myśl wchodzi w interakcję z instrumentem, dźwięk wpływa w kanały rejestrujące. Tworzenie muzyki to również proces, w którym dla fanów wiele rzeczy jest niewidoczne. Pomysły, inspiracje, próby, korekty, efekty i sposoby zapisu ich ostatecznych wersji. Dziś postaramy się uchylić rąbka tajemnicy i przyjrzeć temu, czego zwykle nie widać. O tym jak się tworzy album, co jest ważne przy nagraniu, czym jest świadomość w muzyce i co się robi inaczej, niż się wydaje, rozmawiamy z inżynierem dźwięku, Jackiem Miłaszewskim. Bohater naszej dwuczęściowej rozmowy jest autorem miksu płyt takich wykonawców jak m.in. Acid Drinkers, Flapjack, Hunter, Closterkeller czy Kasia Kowalska. Za swoją pracę miksera był dwukrotnie nominowanym do nagody Fryderyk w kategorii „Produkcja Muzyczna Roku”.

Witaj Jacek, dziękuję za twój czas i umożliwienie rozmowy. Chciałbym, żebyśmy ją zaczęli od ogólnego wprowadzenia do tematu nagrywania płyty muzycznej, czyli od określenia głównych elementów składających się na jej powstanie. Czy dobrze rozumiem, że byłyby to nagranie, miks i mastering?

Od strony inżynierii dźwięku tak, z tym że w przypadku zespołów proces produkcji płyty zaczyna się wcześniej na sali prób, dlatego też dodałbym do tego jeszcze etap preprodukcji. To podczas prób zespołu piosenki powstają, są ogrywane, następuje konfrontowanie muzycznych pomysłów z umiejętnościami zarówno własnymi, jak i pozostałych członków zespołu. Jeżeli ten proces zostanie zaniechany, to może dojść do sytuacji, w której zespół nagra płytę, ale potem ma problem z zagraniem własnych utworów na żywo. Muzyka rockowa, jazzowa czy bluesowa to muzyka pisana i tworzona zespołowo i moje działania w muzyce skupiają się wokół muzyki tworzonej przez zespoły. Koncept muzyki jako kreatywności dokonującej się w grupie ludzi jest mi szczególnie bliski.

Powstaje więc płyta i każda z nich ma określone brzmienie. Ja, słuchając albumu, który brzmi wyjątkowo lub bardzo oryginalnie, często zastanawiam się, jaka przy powstawaniu płyty jest rola producenta, a jaka miksera/inżyniera dźwięku? I przede wszystkim – kto z nich w większym stopniu nadaje danej płycie charakter? W muzyce rockowej jest wiele albumów z unikalnym  brzmieniem, które wnosiły nową jakość w dany nurt. Można tu wymienić np. Red Hot Chili Peppers „Blood Sugar Sex Magik”, debiutancki album Rage Against The Machine czy „Roots” Sepultury. Słuchając takich płyt, zawsze zastanawiam się, kto miał największy wkład w stworzenie tego oryginalnego brzmienia. Czy są to znani producenci wymienionych płyt, czyli w kolejności Rick Rubin, GGGarth i Ross Robinson, czy może mikserzy tych albumów, czyli Brendan O’Brien w przypadku RHCP i Andy Wallace, który miksował zarówno RATM, jak i „Roots”.

Producent jest osobą, która bardzo często pracuje z artystą nad piosenkami na długo przed etapem rozpoczęcia nagrań. Jest on dodatkowym umysłem artysty, pomaga w aranżacji kompozycji oraz tekstów piosenek. Bycie producentem to rola bardziej artystyczna niż techniczna. Osoba miksera zaś jest odpowiedzialna za szczegółowe ustawienie proporcji tak, aby najlepiej zaprezentować wypracowane na nagraniach brzmienie. By ono było w zgodzie z indywidualnym gustem oraz oczekiwaniami artysty lub producenta.

Nie miałem możliwości zaprzyjaźnienia się z żadną z wymienionych przez ciebie osób, tak więc w tej kwestii mogę tylko snuć domysły. Powiedziałbym więc, że to producent dobrał sobie do danego projektu konkretnego inżyniera miksu. Tu z kolei trzeba pamiętać o tym, że są różni producenci muzyczni. Producentka Sylvia Massy [znana ze współpracy z takimi artystami jak m.in. Prince, REM, Tool, System Of A Down] zapytana niedawno, kim jest producent muzyczny dała bardzo dobrą odpowiedź, mówiąc, że są trzy typy producentów: producent-muzyk, producent-inżynier i producent-fan. Są producenci, którzy kompletnie nie znają się na inżynierii dźwięku i taką osobą jest np. Rick Rubin. Ross Robinson to z kolei  producent-inżynier, czyli ktoś, kto potrafi od początku do końca nagrać zespół, zmiksować muzykę i wypuścić ją w świat. Jako osoba miksująca zdaje sobie sprawę z pewnych cech brzmieniowych i przy wybranej płycie może stwierdzić, że do danego projektu wolałby jednak odmienny dźwięk i wtedy jest mu po prostu prościej powierzyć miks komuś, kto ma to specyficzne brzmienie. W przypadku zarówno RATM, jaki i Sepultury był to Andy Wallace, który miał w swoim brzmieniu coś charakterystycznego, co producentom tych albumów musiało się spodobać. Proces miksu jest w pewnym sensie oderwany od procesu produkcji, gdyż przez produkcję rozumie się tworzenie muzyki jeszcze przed nagraniami lub w trakcie nagrań, czyli ogólnie tę twórczą pracę z zespołem. Miksowanie natomiast jest jakby ubieraniem nagranego materiału w jakąś szatę, dobieraniem proporcji, przestrzeni lub barw dźwięków. W przypadku większości płyt światowego formatu te role są najczęściej rozdzielone i wykonują je dwie różne osoby.

Nie mam dużej wiedzy na temat miksowania, dlatego przygotowując się do tej rozmowy czytałem różne opracowania na ten temat  i jedną z ciekawych rzeczy, na które natrafiłem, był ostatni paragraf polskojęzycznego artykułu w Wikipedii nt. miksowania audio. Brzmi on dokładnie tak:  „Można również powiedzieć, że miks jest nie tylko czynnością natury technicznej, ale w pewnym sensie artystycznym dziełem, którego budulcem są już nagrane dźwięki, a instrumentem (takim jak dla pianisty fortepian) – konsoleta.” Zgodziłbyś się z tym?

Myślę, że tak jest, ale zmieniła się trochę kwestia konsolety. Funkcje pięknych, wielkich konsolet mikserskich, które były w codziennym użyciu w latach 90-tych,  obecnie pełnią komputery, tak więc nie wygląda to już tak efektownie. A wracając do meritum pytania, dobry miks, czyli np. ten autorstwa wymienionego wcześniej Andego Wallace’a, wymaga pewnej płynności technicznej, umiejętności obcowania z dźwiękiem i sygnałem. Świetne opanowanie tych czynności jest bardzo ważne. Poza tym proces tworzenia płyty wymagania podejmowania wielu decyzji. Oczywiście istnieją kwestie, które są w gestii producenta czy muzyków, gdyż ostatecznie płyta jest ich tworem, ale miks również wymaga dokonania odpowiednich wyborów. Tu tak naprawdę jest mnóstwo elementów, które na pierwszy rzut ucha są niuansami niesłyszalnymi dla przeciętnego słuchacza, a czasem nawet i dla samych muzyków. Miks płyty, na który jednak poświęca się sporo czasu, to kombinacja właśnie takich drobnych niuansów, które potem tworzą spójną całość. Miksy największych w tej branży, czyli takich ludzi Andy Wallace, Rich Costey, Brendan O’Brien czy Chris Lord-Alge, są bardzo charakterystyczne, a ich wyjątkowość wynika z indywidualnego podejścia do każdego artysty, a także słuchu oraz wyobraźni muzycznej miksera. To tak naprawdę jest sporym wyzwaniem, aby zrobić jednolite brzmienie za każdym razem pracując na innej materii dźwiękowej. Każda muzyka jest nagrywana na innym sprzęcie, w inny sposób, przez innych ludzi, tak więc pod względem brzmienia mikser za każdym razem dostaje skrajnie inny materiał wyjściowy. Ludziom, którzy nie wiedzą za wiele o inżynierii dźwięków może się wydawać, że mikser za każdym razem robi w zasadzie to samo. Że ma na konsoli stałe ustawienia i dzięki nim nadaje różnym zespołom konkretne brzmienie. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Aby uzyskać to jedno, charakterystyczne brzmienie za każdym razem trzeba zrobić na konsolecie skrajnie odmienne rzeczy, aby uzyskać dźwięki, które tak naprawdę są tylko w głowach mikserów.

Za każdym razem inaczej – Jacek w pracy

Źródło: www.milaszewski.com

A czy ty postrzegasz siebie jako wykonawcę czynności technicznych, czy może jednak czujesz się częścią procesu twórczego?

Zależy z której perspektywy spojrzysz na moją pracę. Jeśli od strony muzyków, którzy ze mną pracują, to myślę, że oni mogą mnie postrzegać jako osobę, która nadaje jakiś charakter ich muzyce. Ja zaś patrzę na siebie raczej jako na osobę, której największa wartość objawia się w kwestiach technicznych. Zgadzam się z tym, że mam pewien wpływ na stronę artystyczną, ale gdyby spróbować to rozłożyć procentowo, to 20% mojej pracy objawia się na polu artystycznym, ale pozostałe 80%, czyli jednak znaczna jej większość, dotyczy kwestii związanych z inżynierią dźwięku. Dlatego też cały czas staram się rozwijać i doskonalić, po to by być skutecznym narzędziem w rękach muzyków.

Na swojej stronie poruszasz bardzo ciekawy temat świadomości w muzyce. Jaki muzyk jest dla ciebie muzykiem świadomym?

Taki, który słucha więcej muzyki ode mnie i który posiada więcej płyt niż ja.

Z ciekawości, ile obecnie masz płyt?

Około 400. Ja wiem, że to nie jest aż tak dużo, ale są muzycy, którzy mają kilkanaście płyt, co mocno zawęża ich spektrum, a zarazem powoduje dosyć powierzchowny odbiór muzyki. To z kolei przekłada się na ich twórczość. To, co najczęściej słyszymy w pierwszym kontakcie z muzyką, to głównie podstawowa linia melodyczna oraz brzmienie, czyli jak głośne są instrumenty względem siebie, czy jest dużo czy mało przestrzeni itp.  Muzycy, którzy nie słuchają dużo muzyki czy też jak w ostatnich latach tacy, którzy bardziej odsłuchują muzykę ze streamingu czy na YouTubie, bez przesłuchiwania albumu w całości, nie mówiąc już o dyskografii danego artysty, tracą kontekst całości muzyki. Skupiają się na poszczególnych fragmentach i chcą zaszczepić w swojej twórczości tylko wybrany, zasłyszany gdzieś element, który często nie pasuje do ich muzyki. Przykładowo wyobraźmy sobie zespół nowoczesno-funkowy, do którego ogólnie pasuje brzmienie raczej bliższe, bez pogłosu. Członek takiego zespołu, który nie słucha dużej ilości muzyki, może usłyszeć jakiś motyw w gatunku, w którym jest bardzo dużo przestrzeni i chcieć połączyć te sprzeczne ze sobą elementy.

Wiesz, tak naprawdę to dosyć trudne pytanie. Wszystko, co powiedziałem do tej pory, obejmuje może  jakieś 10% definicji świadomego muzyka (śmiech). Spróbuję jednak zebrać najważniejsze elementy. Świadomy muzyk, to muzyk, który zna bardzo dużo muzyki. Świadomy muzyk to również muzyk, który bardzo dużo ćwiczy. Ktoś, kto dużo ćwiczy, jest świadomy swoich umiejętności, a mając świadomość umiejętności, masz również świadomość granic swoich możliwości. To również ktoś, kto spędza mnóstwo czasu na ciężkiej pracy w sali prób i stawia wyżej rozwijanie swoich umiejętności niż promowanie rozpoznawalności swojej osoby. Świadomy muzyk to także ktoś, kto wie, w jaki sposób były nagrywane płyty jego ulubionych zespołów. Według mnie takiej wiedzy brakuje wielu muzykom. Bardzo często zdarzają mi się sytuacje, w których otrzymuję już nagrany materiał, a muzyk nagle mówi, że chciałby brzmieć jak ta czy inna kapela lub płyta. W momencie, kiedy ja dostaję ślady z nagraniami do miksu, to tak naprawdę na coś takiego jest już za późno. Członkowie zespołu często nie są świadomi, że wszystko to, co zostało do tej pory zrobione, czyli cały proces nagrania ich muzyki, został przeprowadzony zupełnie inaczej, niż w przypadku zespołu, który jest wyznacznikiem pożądanego brzmienia. Inne były przygotowania, inny sposób nagrania, rejestracja odbyła się w innym studiu i z innym ludźmi. Kiedy więc zespół nie odrobi lekcji, nie pozna procesu powstania brzmienia, które im się podoba i nie spróbuje odtworzyć tej ścieżki twórczej, to nie ma szans na osiągnięcie podobnego rezultatu.

Jakie są jeszcze inne błędy popełniane przez młodych muzyków?

Może nie jest to typowy błąd, ale tym, co ja zauważam i tym, co w mojej opinii stanowi barierę do swobodnego rozwoju jest sytuacja, w której zespół w trakcie pracy nad płytą bardzo dużo uwagi poświęca takim kwestiom jak singiel, teledysk, promocja czy wywiad. Nie podważam istoty promocji, ale w momencie, kiedy pracujemy nad albumem, powinniśmy odciąć się od wszystkich działań organizacyjnych związanych z machiną promocyjną i skupić się tylko na muzyce. Im więcej rzeczy powierzchownych zostawimy na zewnątrz, tym więcej będziemy mieli radości z tworzenia. Wielu młodych muzyków w procesie tworzenia ma zablokowane myśli właśnie przez te wszystkie kwestie techniczno-promocyjne czy marzenia o występach lub wygraniu talent show. To trochę zgubne myślenie, gdyż polska rzeczywistość szybko stawia do pionu. Co z tego, ze twój zespół wygra talent show, jeśli potem sprowadzi się to do tego, że będziesz musiał zarabiać, grając na dniach miast. A muzyka zostaje na lata i na tym warto się skupić. Odciąganie uwagi od muzyki i skupianie się zbyt mocno na promocji przeszkadza w pracy. Jest wyraźnie widoczna różnica w sposobie pracy i jakości jej efektów, kiedy muzycy są skupieni tylko na nagraniu i kiedy nie zajmują się dodatkowo innymi rzeczami.

A jak to jest w przypadku doświadczonych zespołów?

W tym przypadku mówimy o grupie posiadającej bardzo odmienne cechy indywidualne, tak więc tutaj ciężko byłoby mi wskazać jakiś wspólny punkt. Mógłbym się odnieść ogólnie do muzyki i powiedzieć, że zarówno na Zachodzie, jak i w Polsce, jeśli chodzi o zdolności gry na instrumencie, muzycy mają tendencje do pokazywania siebie troszkę lepszymi, niż są w rzeczywistości. Dlatego też wracając na moment do wymienionej wcześniej pierwszej płyty zespołu Rage Against The Machine, to jest dla mnie formacja, która się nie przejmuje krzywo zagranym dźwiękiem. Oni, wchodzą do sali prób czy studia i po prostu grają. Razem. Jako zespół. Oczywiście ująłem to w dużym uproszczeniu, ale tego mi trochę brakuje w muzyce. Nie nazwałbym błędem tego,że inne zespoły tak nie postępują, ale ja w mojej muzycznej rzeczywistości byłbym szczęśliwszy, gdyby było więcej kapel podchodzących do procesu tworzenia i nagrywania muzyki w taki organiczny sposób. To jest moje marzenie, żeby było więcej takich zespołów, obojętnie czy młodych czy doświadczonych.

Jesteś również realizatorem dźwięku na koncertach. Dla fanów każdej muzyki koncerty, będące możliwością bezpośredniego spotkania z dźwiękami ich ulubionego zespołu na żywo, są bardzo istotne i tak naprawdę czasem na długo zapadają w pamięć. Jednym z elementów decydujących o charakterze tych wspomnień jest koncertowe brzmienie zespołu i chciałem cię zapytać, jakie elementy występu na żywo decydują o jego brzmieniu?

Przede wszystkim sam zespół. Pamiętam jeden z koncertów Acid Drinkers, który realizowałem. To było w jakimś domu kultury, w którym czas stanął w miejscu kilkadziesiąt lat temu. W trakcie trwania całego występu mieliśmy wielkie problemy z nagłośnieniem. Gasła jedna strona, z głośników wydobywały się jakieś eksplozje. Był moment, w którym pomyślałem, że głośniki całkiem się spaliły, po chwili znów zaczynały działać. Działy się cuda. Do tego stopnia, że od pewnego momentu ściszyłem wszystko po to, żeby było przynajmniej słychać wokal Titusa. Jeśli chodzi o realizację dźwięku to był absolutnie fatalny występ, ale pod względem odbioru publiczności, to był jeden z najlepszych koncertów na tamtej trasie. Zarówno zespół, jak i publiczność widzieli, że są problemy z nagłośnieniem, ale po pierwsze zespół zupełnie się tym nie przejął, a nawet z uwagi na problemy dawał z siebie nie 120, ale 150%, a z drugiej strony ludzie czuli to maksymalne zaangażowanie muzyków i tym bardziej je docenili. To wszystko w efekcie końcowym dało świetną interakcję muzyków z publicznością. Jedną z wielkich zalet Acid Drinkers jest ich brzmienie sceniczne. Kiedy oni grają, a ty staniesz na środku sceny, to dopiero wtedy możesz poczuć prawdziwą moc ich muzyki. Tam skupia się dźwięk źródłowy i dlatego też główną czynnością, którą robię podczas realizacji koncertu, jest przeniesienie scenicznego brzmienia ze wzmacniaczy na klub.

Ok, ale w przypadku, kiedy to się nie udaje, to w zasadzie gdzie to się gubi? Co powoduje, że czasami przełożenie brzmienia zespołu na klub jest słabsze?

Ja bym powiedział, że to nie jest słabsze czy gorsze, ale przede wszystkim inne. Duże znaczenie ma tu odległość od źródła dźwięku. To trochę jak z ludzkim głosem. Kiedy rozmawiasz z kimś twarzą w twarz, to brzmienie głosu jest wyraźne i naturalne, a jeśli np. mówisz czy wręcz krzyczysz coś do kogoś z piętra na piętro, to ten głos już nie jest taki wyraźny, musisz mówić wolniej, żeby było można zrozumieć poszczególne słowa, gdyż zniekształca je akustyka zamkniętej przestrzeni. W drugim przypadku nie słyszymy dźwięku z bezpośredniego źródła, tylko dźwięk z odbić i taka sama sytuacja miałaby miejsce na koncercie, gdyby nie było nagłośnienia. Tutaj rządzą prawa fizyki i nie da się idealnie przekazać oryginalnego źródła dźwięku, dlatego nagłaśnia się każdy z elementów zespołu. System nagłośnieniowy zaś powinien być ustawiony tak, żeby polem rażenia pokrywać całą publiczność. Dlatego teraz możesz na koncertach często zauważyć systemy nagłośnieniowe, które nie dość, że są podwieszone, to dodatkowo wygięte jak banan. To są tzw. systemy wyrównane liniowo i ich umiejscowienie oraz kształt powodują, że wiązka dźwięku jest skierowana prosto w publiczność. Publiczność na koncercie nie słyszy oryginalnego, naturalnego dźwięku, dlatego my – inżynierowie dźwięku, ruchami na mikserze staramy się przywrócić temu nienaturalnemu dźwiękowi jego naturalne brzmienie. Przynajmniej ja tak traktuję swoją pracę. Czy to podczas pracy w studiu czy na koncercie, staram się jak najwierniej oddać brzmienie zespołu grającego na żywo.

Źródło: www.milaszewski.com

 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Wywiad: Jacek Miłaszewski została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.