Wywiad: Martin Lopez i Joel Ekelöf / Soen

21.10.2015

Zaplecza klubów muzycznych to czasem dosyć chaotyczne miejsca. Muzycy, ekipa techniczna, sprzęt, jedzenie, napoje, rozmowy, śmiechy, dźwięki próby, wchodzący ludzie, wynoszone gitary – na małej powierzchni w tym samym czasie dzieje się dużo rzeczy i czasami przeprowadzenie rozmowy w takich warunkach jest pewnym wyzwaniem. Istnieją jednak sytuacje, w których to zupełnie nie przeszkadza. Są rozmowy, gdzie sposób przekazywania myśli sprawia, że rzeczywistość w zasadzie znika, a ty się zanurzasz w ekscytacji i ważności tego, co jest wymieniane w słowach. Ten wywiad był właśnie takim przypadkiem. Oto rozmowa z Martinem Lopezem (perkusja) and Joelem Ekelöfem (wokal) ze szwedzkiego zespołu Soen, przeprowadzona przed koncertem formacji we wrocławskim klubie Firlej.

Interview Soen 10.2015

Zacznijmy od tego, co jak zakładam, słyszycie dosyć często. Porównania z Toolem – nie macie już ich czasem dość?

Martin: Nie przejmujemy się nimi zbytnio. Tool to jeden z moich ulubionych zespołów, więc tak naprawdę nie mam z tym problemu. Sto kapel może brzmieć jak Lamb of God i nikt tego nie zauważy, ponieważ jest wiele zespołów grających w takim stylu. Tool zaś stworzył nowy gatunek muzyczny i nie ma zbyt wielu zespołów grających taką muzykę. Podobieństwa między nami były przywoływane po ukazaniu się naszej pierwszej płyty, ale szczerze powiedziawszy to nam bardzo pomogło, bo wiesz, ludzie słuchający Toola w zasadzie nie mają zbyt wielu opcji do wyboru (śmiech).

Jak dla mnie największym podobieństwem między waszymi zespołami nie jest głos Joela, który jest porównywany do śpiewu Maynarda czy też toolowe riffy, ale wasza muzykalność. Obydwie kapele składają się z muzyków, którzy mają wielkie umiejętności techniczne i są bardzo kreatywni, ale te cechy indywidualne nie dominują nad muzyką i kiedy ona powstaje, jest zawsze bardzo spójna i przez to wartościowa.

Martin: Staramy się nie podkreślać umiejętności poszczególnych indywidualnych muzyków i skupiać na sile rażenia całego zespołu. Jako formacja razem walczymy w tej samej sprawie, w której nie chodzi o pięciu gości grających na pokaz i eksponujących swoje możliwości instrumentalne. Taka muzyka nigdy nie wywołuje we mnie emocji. Zdolności technicznie nie są aż tak konieczne.

Joel: Umiejętności techniczne są po to, aby umożliwić pełną ekspresję. Jeśli dobrze znasz swój instrument, jesteś w stanie wyrazić w utworze dokładnie takie emocje, jakie odczuwasz.

Martin: Im lepszym jesteś muzykiem, tym więcej masz możliwości kompozytorskich. To sprawia, że muzyka jest ciekawsza i pozwala ci zrobić w każdej piosence różne rzeczy. My nigdy nie tworzymy riffów lub poszczególnych partii utworów tylko po to, aby stworzyć coś skomplikowanego.

Skoro jesteśmy przy riffach, Steve DiGorgio już z wami nie gra, ale pamiętam jeden wywiad z tobą, Martin, w którym opowiadałeś o tym, dlaczego chciałeś mieć Steve’a w zespole. Tłumaczyłeś, że on ma bardzo specyficzny styl grania na basie, który wnosi do metalu miękkość. Owa miękkość jest z pewnością obecna w muzyce Soen, ale gdyby spojrzeć na wasze niektóre riffy, takie jak np. w Ennui czy Pluton, to są one dosyć mocne, żeby nie powiedzieć brutalne. Dźwięki te są jednak zagrane, bądź zmiksowane w taki sposób, że w odbiorze dają większe poczucie muzycznego wyrafinowania niż siły wgniatającego walca. Czy świadomie chcieliście sprawić żeby właśnie tak brzmiały?

Martin: Pisząc te ciężkie riffy staram się wybierać dźwięki, które stworzyłyby mroczny klimat lub sprawiły, że poczujesz się niekomfortowo, bez używania brutalnych rytmów lub ekstremalnych prędkości. Według mnie to dodaje muzyce pewnej klasy. Razem jako zespół nie musimy wszyscy grać brutalnie, żeby dany fragment tak brzmiał. Pisząc riffy musisz po prostu tylko przejść przez wszystkie stworzone dźwięki i wybrać nuty, które będą brzmiały mocno i jednocześnie utrzymywały groove.

Tytuł waszego najnowszego album ”Tellurian” oznacza „ziemski” i w waszym przypadku odnosi się do więzi, która łączy wszystkich ludzi na tej planecie. W tym kontekście i w odniesieniu zarówno do tekstów na płycie, jak i jej okładki, chciałem się spytać, czy ten album to stwierdzenie, że my jako ludzie tę więź straciliśmy, czy ostrzeżenie, że możemy ją utracić, czy może wyrażenie nadziei, że to się nie stanie?

Joel: To jedna z możliwych interpretacji. Jednym z najważniejszych tematów na tej płycie jest kwestia podważania autorytetów. Ludzie powinni myśleć sami za siebie, powątpiewać lub zastanawiać się nad tym, co jest im przekazywane, a nie tylko to przyjmować.

Martin: Album opowiada również o tym, że wszyscy pochodzimy z tego samego źródła. Rozważamy na płycie czym właściwie jest sprawiedliwość. Jak dobrobyt świata jest dystrybuowany i tak naprawdę w jaki chory sposób to wszystko funkcjonuje. To jest dla nas nie do zaakceptowania i przez naszą muzykę chcemy wypuścić w świat przesłanie mówiące o tym, że ludzie nie muszą koniecznie żyć w przyjaźni, ale między nami jako przedstawicielami rasy ludzkiej jednak istnieje braterstwo, tak więc dobrze by było, żebyśmy się przynajmniej nie prześladowali. Chcielibyśmy, żeby nastąpił powrót akceptacji względem drugiego człowieka, która w obecnym świecie została zapomniana.

Nad tą akceptacją można się zastanawiać nawet w obecnych dniach, szczególnie w Europie, która zmaga się z kryzysem imigracyjnym. Oczywiście trzeba być świadomym konieczności dystansu względem wszystkiego, co jest mówione i pokazywane w mediach, ale ogólnie mam odczucie, że my jako ludzie tej więzi między sobą jeszcze nie straciliśmy, ale z pewnością się od siebie oddaliliśmy.

Joel: W takich chwilach jesteśmy testowani. To smutne widzieć tyle osób, z których wychodzi ich prawdziwa natura i brak okazania współczucia. Wydaje mi się, że Europa jest naprawdę na krawędzi katastrofy.

Martin: Sytuacja z imigrantami bardzo polaryzuje ludzi, ponieważ z jednej strony jest wiele osób, które im pomagają, a z drugiej jest mnóstwo ludzi, którzy przeciw nim protestują. Duży wpływ mają na to wszystkie twory takie jak granice, flagi, czy sztuczne podziały przyznające ziemię jednej osobie w danym miejscu, a drugą wypychające poza ustaloną linię. Dla mnie to jest po prostu głupie. Uważam, że granice w ogóle nie powinny istnieć, nawet jeśli to jest tylko utopia. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Wolałbym żebyśmy jako rasa wyginęli, niż żyli podzieleni lub walczyli między sobą. Oczywiście w tym wszystkim jest obecna również religia, która czasem sprawia, że ludzie nie potrafią się dogadać. Są osoby, które nienawidzą świata, w którym żyjemy lub demokracji, którą posiadamy, pytanie więc brzmi: jak można się w tej sytuacji wzajemne zrozumieć? To jest trudne i może potrwać nawet setki lat.

Joel: My nie aspirujemy do roli polityków. Nie mówimy, że mamy rozwiązania na te wszystkie problemy. Staramy się tylko robić to co możemy, przy pomocy naszej muzyki.

Co tak naprawdę możecie zrobić za pomocą muzyki?

Joel: Zainspirować ludzi i sprawić, żeby myśleli trochę w szerszym wymiarze.

Martin: Nie mamy zamiaru nikogo pouczać, ale jeśli zapytasz mnie co myślę o tej całej sytuacji, to powiem ci, że nie mogę znieść widoku głodujących dzieci. Oddałbym połowę tego co mam, żeby je uratować. Każdy kto postąpiłby inaczej, nie ma u mnie za grosz szacunku, ponieważ to jedyne logiczne rozwiązanie. Każde inne działanie jest bliskie złu. Kiedy widzisz te łodzie pełne dzieci, jak do cholery możesz być przeciwko wpuszczeniu tych ludzi do twojego kraju? To szaleństwo.

YouTube Preview Image

Ok, przejdźmy do kolejnego tematu. Kiedy tworzycie muzykę – szczególnie mam na myśli pracę w studio – w ramach czasu, który został wam dany, częściej robicie zupełnie wszystko co chcecie, czy może wszystko co się da, ze względu na czas, który został odebrany, np. poprzez czynniki zewnętrzne, takie jak terminy ukończenia itp.?

Joel: Powiedziałbym, że ma miejsce jedno i drugie, ale w przypadku naszej muzyki z pewnością nigdy nie idziemy na żadne kompromisy.

Martin: Kwestia w tym, że nad piosenką można pracować bez końca. To prawda, że poświęcamy jej tyle czasu, ile jest to potrzebne, aby utwór był tak perfekcyjny, jak sobie to założyliśmy. Jeśli zaś pytasz o terminy ukończenia, to tak naprawdę my sami ich potrzebujemy, aby móc skończyć daną piosenkę i przestać nad nią pracować.

Czy zdarza wam się czegoś żałować, kiedy utwór jest już ukończony i wydany?

Martin: Zawsze, ale później możemy to zmienić na koncertach. Kiedy grasz dany utwór co wieczór, łączysz się z nim emocjonalnie i zaczynasz go lepiej czuć, to pozwala ci zmienić w nim to, co zrobiłeś lub czego nie zrobiłeś na płycie. Myślę, że po każdym cyklu koncertów promujących dany album, piosenki są znacznie lepsze, niż w momencie kiedy ukazują się na płycie.

Joel, jeśli mogę spytać o twoje partie. Jak proces twórczy wygląda w twoim przypadku? Czy zwykle najpierw masz temat, który chciałbyś wyrazić w tekstach i szukasz odpowiednich słów, czy może słowa są inspirowane dźwiękami?

Joel: Jedno i drugie, ale zwykle najpierw mamy muzykę, a dopiero potem rodzi się tematyka tekstu. Jednak dźwięki również mają duży wpływ na treść utworu i w ostateczności na słowa.

Martin: Tak naprawdę słuchając muzyki dosyć szybko masz wyobrażenie, o czym powinien być tekst. Decyduje o tym klimat piosenki.

Joel: W pewnym momencie dochodzisz do etapu, w którym piosenka zaczyna żyć własnym życiem. Dźwięki zaczynają podpowiadać ci tematy i wtedy powinieneś tylko za tym podążać.

A jak z tym jest kiedy jesteście słuchaczami? Czy muzyka jest dla was ważniejsza niż słowa, czy może jedno i drugie jest nierozłączne?

Martin: Słowa są muzyką. Nie można tego rozdzielić. Słowa powinny nie tylko łączyć się z muzyką na płaszczyźnie emocji, ale również dobrze brzmieć jako instrument.

A kiedy słowa są napisane w języku, którego nie rozumiesz?

Martin: Słuchamy dużo takiej muzyki i to jest tak naprawdę piękne, ponieważ masz wtedy przestrzeń na użycie swojej wyobraźni i poprzez emocje zawarte w utworze jesteś w stanie wyczuć, o czym jest tekst. Co ciekawe, w większości przypadków różni ludzie mają te same odczucia względem słów, nawet jeśli nie rozumieją ich treści i to jest w zasadzie magiczne.

Soen Wrocław FirlejSoen
Wrocław, 07.10.2015
fot. Marzena Józefczyk

Będąc koncertującymi muzykami, co według was jest najbardziej niewidzialne dla publiczności?

Martin: Oni (Martin wskazuje na członków ich ekipy technicznej). To są prawdziwe gwiazdy koncertów. Dzięki nim wszystko się dzieje. My, jako muzycy, kiedy dojedziemy na miejsce koncertu, zwykle siedzimy na zapleczu, gramy na gitarach, coś zjemy, potem przez godzinę gramy koncert i tyle. Ale sprawienie, żeby to wszystko mogło się wydarzyć jest pracą 24 godziny na dobę i bez ekipy byłoby to niemożliwe. Dobra załoga jest ważna nie tylko ze względu na przygotowanie technicznych aspektów koncertu – jak dźwięk czy sprzęt, ale również jeśli chodzi o klimat występu i nasz nastrój. Szczególnie w przypadku takiej muzyki jak nasza, która zwiera różne emocje i stany umysłu. Są w niej elementy agresywne, fragmenty melancholijne, momenty energetyczne. Żeby być w stanie zagrać te różne emocje najlepiej jak to możliwe, musisz być w dobrym i psychicznie zbalansowanym nastroju, a żeby to się stało musisz mieć wokół siebie ludzi, którzy nie tylko są doświadczonymi pracownikami, ale również po prostu twoimi przyjaciółmi. Tak więc znalezienie dobrej ekipy jest jedną z najważniejszych rzeczy dla zespołu, który jeździ w trasy.

Koncertowanie tak naprawdę wiąże się z dosyć sporą presją. Kochamy to i będziemy to robić przez długi czas, ale ta czynność zawiera element dużej odpowiedzialności, ponieważ obojętnie co by się nie wydarzyło w ciągu dnia, wieczorem nie możesz nie zagrać koncertu. Możesz być chory, smutny albo dowiedzieć się, że zdechł twój pies, kiedy pojawiają się pierwsze dźwięki intro, nikt o to nie dba.

Świat się nie zatrzymuje.

Joel: Dokładnie i to jest dosyć trudne. Wiesz, my nie możemy przedłożyć zwolnienia chorobowego.

Ok, ale dopóki nie stanie się coś naprawdę poważnego, jak np. złamanie ręki, gitarzysta nawet jak jest chory wciąż myślę, że może grać. Podobnie z perkusistą, ale jeśli to by się przytrafiło tobie i straciłbyś głos, to miałoby wpływ na możliwość twojego występu. Czy ty np. chronisz jakoś swój głos na trasach?

Joel: Oczywiście. Jeśli śpiewasz, musisz być przygotowany cały czas. Ja np. spożywam dużo imbiru. To tak naprawdę częsta praktyka u piosenkarzy. Imbir jest dobry dla twojego zdrowia.

Kolejne długie pytanie: Alan Moore, brytyjski autor komiksów, a ostatnio również magik, powiedział raz: „Zadaniem artystów nie jest dawanie publiczności tego, co ona chce. Jeśli publiczność wiedziałaby, czego chce, nie byłaby publicznością, ale artystami. Rolą artystów jest dawanie ludziom tego, czego oni potrzebują”. Zgodzilibyście się?

Joel: Jeśli jesteś artystą nigdy, przenigdy nie myśl o tym, czego chce publiczność. To zniszczyłoby twój proces twórczy, obniżyło jakość tego co robisz.

Ale skąd możesz wiedzieć, czego publiczność potrzebuje?

Martin: Możesz wiedzieć przynajmniej co masz w sobie najlepszego i dać publiczności właśnie to.

Joel: Musisz dać ludziom to, co jest najlepsze dla ciebie. Słuchać swojego wewnętrznego głosu i dzielić się tym, co on ci podpowiada. Jeśli my zrobilibyśmy coś, w co sami nie wierzmy, wtedy to nikomu nie dałoby niczego pozytywnego.

Martin: Choć przyznaję, że jest w tym aspekt kroczenia po cienkim lodzie. Na przykład ogólnie wiesz, które utwory ludzie chcą usłyszeć na koncertach, ale musisz grać tylko te utwory, które ty sam chcesz zagrać. My jak na razie wydaliśmy tylko 2 płyty i nie koncertowaliśmy aż tak dużo, tak więc wykonywanie każdego utworu wciąż sprawia nam przyjemność, ale z czasem może być trudno po raz pięćsetny grać np. jakiś znany numer z pierwszego albumu. Kiedy do tego dojdzie, powinieneś ten utwór usunąć z setlisty. Jeśli tego nie zrobisz, będziesz okłamywał publiczność. Cała magia zniknie. Będziesz odgrywał rolę na scenie zamiast prawdziwie czuć to, co robisz. Kiedy to się dzieje, dla mnie to jest zły koncert. Wtedy zmieniasz coś wyjątkowego w zwykłą rozrywkę, a my nie robimy tego dla rozrywki, ale dla nawiązania emocjonalnej więzi z publicznością.

Ostatnie pytanie. Jeśli miałbyś wybrać jedną płytę, którą puściłbyś wybranej osobie i ta osoba usłyszałaby, i poczuła muzykę na tym albumie w taki sam sposób, jak ty ją słyszysz i czujesz, i dzięki temu ta osoba zrozumiałaby, w jaki sposób ty odczuwasz tą muzykę, jaką płytę byś wybrał?

Martin: To zależy kto miałby tego wysłuchać. Jeśli to byłby ktoś, kogo kocham, czyli ktoś z rodziny lub przyjaciół, to wybrałbym „The Wall” Pink Floyd.

Joel: Ja zaś Genesis ”Selling England by the pound”.

Uprzedziłeś moje pytanie, Martin, ponieważ chciałem też zapytać, kto byłby tą osobą.

Martin: (śmiech) No to odpowiadając ci w pełni i wskazując konkretną osobę, chciałbym aby tę płytę tak usłyszały moje dzieci, np. mój najstarszy syn.

Dlaczego akurat on?

Martin: Dlatego, że chciałbym, aby on pokochał muzykę tak mocno, jak ja. On jest częścią nowego pokolenia, które nie miało możliwości odkrywania muzyki w taki sposób, w jaki miało to miejsce w naszym przypadku. Media karmią dzieciaki wytycznymi czego powinni słuchać, jak powinni wyglądać, kim powinni być. Kiedy my byliśmy nastolatkami nie było internetu, muzyki słuchało się z winyli, co pozwalało nam używać więcej wyobraźni, marzyć, budować swój charakter. Dziś idolami dzieci są ludzie z programu „American Idol” lub innych tego typu sztucznych gówien, tak więc młodzież nie ma czasu odbierać muzyki w taki sposób, w jaki my ją czuliśmy. Życie jest teraz szybsze, bardziej stresujące, więc bardzo chciałbym, żeby on usiadł, na spokojnie przesłuchał cały album, odkrył w nim emocje i piękno zawartej tam muzyki oraz to, jak głęboko można poczuć te wszystkie dźwięki oraz rytmy.

Czy ty jako ojciec chronisz go jakoś przed zalewem tych wszystkich sztucznych treści, którymi dzieciaki są atakowane z internetu czy telewizji?

Martin: Staram się. Kwestia jednak w tym, że dziecko nie powinno być żołnierzem w twojej bitwie przeciwko społeczeństwu. Staram się mu dać wszystkie narzędzia, dzięki którym mógłby wybrać drogę, którą chce kroczyć w życiu, ale dziecko zawsze wybierze ścieżkę, którą on sam, jego znajomi lub szkoła uznają za słuszną. Nie możesz zmusić dziecka, aby było poza tym wszystkim, ponieważ w takim przypadku zmienisz go w dziwaka, który nie będzie akceptowany zarówno w szkole, jak i społeczeństwie. Czasami musisz więc odpuścić i mieć nadzieję, że on sam wybierze dobrze.

Ale wiesz co, muszę powiedzieć, że to o co teraz zapytałeś, a więc usłyszenie przez mojego syna płyty w taki sam sposób, jak ja ją słyszę, to jest najlepsze pytanie, jakie kiedykolwiek mi zadano. Właśnie zdałem sobie sprawę, jak głęboka jest to myśl. To naprawdę piękne i teraz to wręcz zmuszę go do posłuchania ”The Wall” (śmiech).

(śmiech) Dziękuję za miłe słowa i wam obydwu za rozmowę.

IMG_6371_smallSoen (Wrocław, 07.10.2015)
Od lewej: Marcus Jidell (gitara), Joel Eklöf (wokal), Lars Åhlund (klawisze/gitara), Stefan Stenberg (bas), Martin Lopez (perkusja)
fot. Marzena Józefczyk

Rozmawiał: Krzysztof Bienkiewicz

Kontakt z autorem: rockoko@rockoko.pl

Facebook: Kris

 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Wywiad: Martin Lopez i Joel Ekelöf / Soen została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.