Wywiad – Meniscus

15.01.2012

To zdanie może dziwnie zabrzmieć, w końcu mówimy o zespole instrumentalnym, ale słowa Meniscusa mają podobny charakter do dźwięków ich muzyki. Co to znaczy? To, że kiedy dotarły do mnie odpowiedzi na zadane do wywiadu pytania, po ich przeczytaniu miałem podobne odczucia jak po pierwszym kontakcie muzyką zespołu: to jest dobre, to jest inne, to jest intrygujące. Ten kwartet z Sydney wydał w zeszłym roku swój pełnometrażowy debiut – „War of Currents” i był to jeden z najciekawszych albumów rockowych, na jakie miałem przyjemność natrafić w 2011 roku. Wykorzystując, jak się potem okazało, jeden z głównych tematów tego wywiadu, udało nam się skontaktować z zespołem i spróbowaliśmy przyjrzeć się „powierzchni” trochę bliżej. W wywiad byli zaangażowani wszyscy członkowie, tak więc dla ułatwienia identyfikacji odpowiadających, dla tych którzy znają – przypomnijmy, a dla dopiero poznających – poinformujmy kto i zacz w zespole:

Daniel Oreskovic – gitary

Alison Kerjean – bas

Cameron Brennan – perkusja

Martin Wong –  wizualizacje

RockOko: Dlaczego wybraliście słowo „meniscus” (pol. menisk) na nazwę zespołu?

[Menisk – zakrzywienie powierzchni cieczy w miejscu jej zetknięcia z ciałem stałym]

Meniscus: Nasz pierwszy perkusista, Duncan, pewnego dnia zaproponował tę nazwę na próbie. Jego opis znaczenia i wyjaśnienie idei napięcia powierzchniowego wody zdawały się rezonować z naszym muzycznym stylem. Szczerze mówiąc, na samym początku ta nazwa nie przypadła nam do gustu, ale po zastanowieniu się nad nią, szczególnie w odniesieniu do naszej muzyki, miała ona sens.

RockOko: Wasz pełnometrażowy debiut „War of Currents”, który ukazał się w zeszłym roku, różni się trochę od wydanej w 2007 od EP-ki „Absence of I”. Powiedziałbym, że pierwszy krążek był może trochę bardziej dynamiczny, ale z drugiej strony na „War of Currents” bardzo mi się podoba przepływ emocjonalnej głębi w takich piosenkach jak „Room 3327″ lub „Infant”, który z każdym kolejnym przesłuchaniem wciąga coraz bardziej. W jakim stopniu zmiana lub rozbudowa Waszego stylu była związana ze zmianami personalnymi, które zaistniały w zespole? [odejście Duncana / dołączenie Camerona].

Meniscus: Chociaż odejście Duncana było katalizatorem stylistycznej zmiany, przesunięcie środka ciężkości naszej muzyki zaczęło się, gdy był on jeszcze w zespole. Wszyscy wywodzimy się ze środowiska cięższych dźwięków, więc ten styl naturalnie był zawsze obecny w naszych pierwszych próbach wspólnego pisania utworów. Z czasem jednak, gdy nauczyliśmy się więcej o sobie samych i o sobie nawzajem, nasze pomysły powoli zaczęły się rozrastać i podążać w innych kierunkach. Poczuliśmy, że najpełniej możemy wyrazić siebie wtedy, kiedy nie bombardujemy słuchacza cięższymi, bardziej „metalowymi” dźwiękami. Skoncentrowaliśmy się więc na subtelnościach, niuansach i budowaniu dźwiękowych krajobrazów. Staliśmy się bardziej cierpliwi w budowaniu napięcia i uwalnianiu energii w odpowiednich momentach. „War of Currents” uosabia tę zmianę, a utwór „Infant”, napisany w czasie, gdy Duncan był jeszcze w zespole, najlepiej oddaje naszą stylistyczną metamorfozę.

Kiedy Cameron dołączył do zespołu to tylko dalej pociągnął tę zmianę. Przynosząc dużo bardziej powściągliwy i stonowany styl grania, wniósł więcej przestrzeni w proces komponowania oraz umożliwił odkrycie dostępnej dla nas palety dźwięków. Ludzie pytają nas, w jakim kierunku muzycznym podąża nasz zespół. Wszystko, co mogę powiedzieć to to, że będziemy kontynuowali eksplorację każdego końca muzycznego spektrum. Będziemy robić to za pomocą posiadanych przez nas technik i obserwować, jak daleko możemy z tym dojść. W efekcie możemy zacząć robić rzeczy cięższe niż „Absence of I”, ale równie dobrze utwory bardziej skomplikowane, jak niektóre kawałki z „War of Currents”.

RockOko: Na albumie używacie fragmentów przemówień Stephena Hawkinga i Mahatmy Ghandiego. Obaj często mówią o naturze rzeczy, ale jak sądzę, z nieco różnych perspektyw. Perspektywa Hawkinga obejmuje raczej rozsądek i mózg, podczas gdy Ghandi mówi więcej o relacjach między umysłem i duszą. Czy powiedzielibyście, że w ludzkiej naturze te dwie perspektywy są ze sobą w konflikcie, czy raczej że się uzupełniają?

Cameron: Na początku pozwól mi wyjaśnić, że w utworze „Room 3327″ wypowiedź, którą słyszysz na początku piosenki, nie jest autorstwa Stephena Hawkinga) Słowa te to cytat z wywiadu z Nikolą Teslą. Użyłem syntetyzatora mowy na moim komputerze, by zmienić tekst w dźwięk i potem wykorzystaliśmy to na płycie.  Ale z pewnością jest to interesujące zestawienie. Z jednej strony masz wizjonera pokroju Tesli, który tak bardzo wyprzedził swoje czasy, że jeszcze przed wojną dokładnie opisał ewolucję technologii bezprzewodowej umożliwiającej ludziom na całym świecie komunikowanie się bez względu na odległość. Z drugiej jednak strony rozwój nowoczesnych technologii spowodował wzrost materializmu, a tym samym zamykanie się nas na duchową stronę człowieka. Ghandi proponował koncept „stoty wyższej”. Wynalazki Tesli miały na celu „uwolnić” ludzkość, niestety większość jego osiągnięć została skomercjalizowana, a te, które nie były opłacalne (jak np. darmowa, bezprzewodowa energia) zostały pogrzebane. Podsumowując, myślę, że można powiedzieć, iż Tesla i Ghandi byli na przeciwległych stronach tej samej monety.

RockOko: Wielu współczesnych wynalazców mówi, że pracują oni nad rozwojem technologii, aby uczynić nasze życie łatwiejszym i wynalazki z pewnością to sprawiły. Jednak, jak słusznie zauważacie, rozwój nowoczesnych technologii spowodował również nasilenie materializmu i mam wrażenie, że wielu ludzi uważa, że technologia nie tylko uczyni ich życie łatwiejszym, ale że zapewni im życie samo w sobie. Wiele osób czuje się niepewnie, gdy wyjdą z domu bez komórki. Dla niektórych przebywanie między ludźmi jest trudne, ponieważ ich pierwszym i naturalnym sposobem komunikacji jest ten zza ekranu monitora. Ludzie ciągle nie mają czasu, ponieważ stają się maniakami możliwości, które dają nowinki techniczne Kiedy wiesz, że istnieje możliwość nowego doświadczenia, to często sprawia, że chcesz tego spróbować i wiele osób podąża za tym pragnieniem. Odbywa się to nawet kosztem ich relacji z bliskimi, a wszystko w imię pompowanego przez media ciśnienia i zasady „żyj teraz lub będziesz żałować do końca życia!”.

Nie twierdzę, że rozwój technologii to coś złego. Absolutnie nie, ponieważ właśnie dzięki niej, choć jestem daleko w Polsce, mogę z Wami korespondować nawet teraz, czyli będąc w podróży w pociągu. Wszystkie ułatwienia z pewnością polepszają nasze życie, ale wydaje mi się, że ludzkość cały czas gubi balans. Zamiast podjąć wysiłek korzystania z technologii w mądry sposób i potraktować ją jako narzędzie ułatwiające życie, mamy tendencję wybierania do łatwiejszej drogi. Z możliwości oferowanych przez wynalazki lub też przez ich samo posiadanie czynimy główny czynnik gwarantujący „dobre życie”,a to niestety zawsze kończy się poczuciem niespełnienia.

Rzeczy zewnętrzne nigdy nie będą w stanie zaspokoić naszych potrzeb wewnętrznych. Z pewnością trzeba mieć na uwadze fakt, że aby w ogóle myśleć o takich sprawach, konieczne są podstawowe czynniki egzystencjalne, które umożliwiają życie bez konieczności walki o fizyczne przetrwanie. Jeśli nie musisz walczyć o byt i kiedy o tym wszystkim pomyślisz, to jednak ostatecznie wychodzi na to, że jesteśmy bardzo prostymi stworzeniami, z których wszyscy potrzebujemy takich samych rzeczy, jak bliskość, przyjaźń, ciepło. Chyba, że odczuwasz spełnienie, czując ciepło wygenerowane z baterii twojego nowego, wypasionego laptopa, z którego ekranu HD uśmiecha się do ciebie 100 wirtualnych istnień skategoryzowanych jako twoi „przyjaciele” w sieci, w której spędzasz więcej czasu niż ze swoją rodziną. Może to ten uroczy grudniowy wschód słońca i zimowy świat mijający za oknem pociągu spowodował ten mój cały filozoficzny wywód, ale jeśli chcielibyście się podzielić Waszymi obserwacjami w tych kwestiach, to chętnie je przeczytamy.

Cameron: Podpisuję się pod wszystkim, co napisałeś. Część wynalazków bardzo ułatwiła nam życie i niektórym z nas umożliwiła to, co do tej pory było niemożliwe. Mogę podać siebie jako przykład. W moim zestawie używam częściowo perkusji elektronicznej, co sprawia, że nie muszę na każdą próbę taszczyć sporo sprzętu z mojego akustycznego zestawu. Tego typu udogodnienia technologiczne są darem z niebios i w takich przypadkach technologia z pewnością jest naszym przyjacielem. Niemniej staje się ona naszym wrogiem wtedy, gdy jesteśmy nią wręcz opętani i kiedy pozwalamy jej całkowicie opanować nasze życie. Jak każdy inny i ja mam w tym aspekcie swoje grzeszki, np. w postaci „uzależnienia” od gier komputerowych, które sprawia, że czasami zaniedbuję prace domowe. Przychodzi  jednak taki moment, w którym dociera do mnie, że takim lenistwem nic nie osiągam i wtedy to przerywam.

Wynalazki, jak Facebook czy Twitter, w pewnych sprawach mogą być bardzo przydatne. Dzięki nim możesz utrzymywać kontakt z przyjaciółmi czy przekazywać bieżące informacje nt. działalności zespołu. Jest jednak pewna granica, którą ludzie czasem przekraczają  i wg. mnie to się dzieje w momencie, w którym bez przerwy, 24 godziny na dobę odczuwają potrzebę dzielenia się informacjami o wszystkim, co robią. Niektóre aplikacje są tworzone z usługami oznaczania lokalizacji, co powoduje, że miejsce twojego obecnego przebywania np. w restauracji jest ujawniane. Takie rozwiązania dla mnie są już zbyt inwazyjne, ponieważ upubliczniają życie prywatne. Ogólnie uważam, że tracimy kontakt zarówno pomiędzy sobą jako ludźmi, jak i z naturą. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że kiedy dużo podróżuję i spędzam mało czasu przy komputerze, jestem do niego bardziej pozytywne nastawiony. Ludzie muszą pamiętać o tym, by czasami odłączać się od całej techniki i obcować również z naturą.

RockOko: Wasz teledysk do piosenki „130” zawiera niesamowite zdjęcia Ziemi widzianej z kosmosu. Mnie osobiście najbardziej spodobały się ujęcia chmur burzowych rozświetlających się nad ziemią. Jeśli mielibyście okazję polecieć w kosmos i obejrzeć naszą planetę z orbity, jakiej muzyki słuchalibyście w tym momencie?

Daniel: Ja wybrałbym Massive Attack – „Small time shot away”.

Cameron: Uakti – „Arrumacao”.

Alison: The Cure – „To wish impossible things” .

Marty: At the Drive-In – „Hourglass”.

RockOko: Podczas koncertów wykorzystujecie do Waszej muzyki wizualizacje. Kiedy jesteście po drugiej stronie, czyli w roli publiczności/odbiorcy, to który element jest dla Was mocniejszym nośnikiem emocji – obrazy czy dźwięki? I w jaki sposób przekłada się to na Waszą twórczość?

Daniel: Myślę, że każdy z nas czuje to inaczej. Ja, słuchając muzyki, potrafię być poruszony dźwiękiem, ale zwykle jest to połączone z jakimś elementem wizualnym i jego powiązaniami z kontekstem, w którym te dźwięki zostały usłyszane. Wszyscy mamy jakieś z góry określone wyobrażenia na temat tego, jakie dźwięki tworzą wesołą, gniewną czy smutną muzykę, ale to naturalne okoliczności, w których ta muzyka została odebrana przez słuchacza, decydują o jego odbiorze. Wyobraź sobie na przykład, że słuchając radia, dostajesz nagle telefon z bardzo złą wiadomością, załóżmy, że o śmierci bliskiej ci osoby. Następna piosenka, która poleci w odbiorniku już zawsze będzie ci przypominała o tym trudnym momencie. Jej melodia, akordy i struktura dla ciebie już zawsze będą niosły taki ładunek emocjonalny, który mógł nie być zamierzony przez kompozytora. Piosenka może być o imprezowaniu na mieście z przyjaciółmi, ale słuchacz nigdy jej tak nie odbierze.

Jeśli chodzi o naszą muzykę i jej tworzenie, emocja jest zawsze wyjściowym szkicem piosenki i poprzez drążenie w jej nastroju udaje nam się stworzyć dany fragment. Następnie Marty będzie miał swój pomysł na to, jakie obrazy mogą wyczarować dane dźwięki, pomimo że najczęściej dajemy mu tylko zarys jakiegoś motywu. Jeśli chodzi o dobór obrazów, pozostawiamy mu miejsce do interpretacji, nawet jeśli to, co stworzy, będzie odmienne od wyobrażeń pozostałych członków zespołu. To wszystko jest częścią konceptu pt. „znajdź swoje własne znaczenie”, który staramy się przekazać publiczności.

Cameron: Kiedy ja jestem na koncercie, z pewnością jestem bardziej poruszony dźwiękami, niż jakimikolwiek motywami wizualnymi. Z drugiej jednak strony, gdy jestem w podróży, zawsze słucham nowej muzyki. To ma taki skutek, że kiedy za jakiś czas słyszę dany fragment ponownie, zawsze wyraźnie pamiętam miejsce lub sytuację, w której usłyszałem go po raz pierwszy. Tak więc połączenie aspektów zarówno wizualnych, jak i słuchowych z pewnością jest mocne.

RockOko: Spróbujmy trochę zgłębić temat koneksji pomiędzy zmysłami. Ludzie, którzy jej nie mają, myślą, że to dar. Ci, którzy jej doświadczają na co dzień, mówią, że to przekleństwo. Jeśli mielibyście taką możliwość, czy chcielibyście doświadczyć jak naprawdę czuć odbiór otoczenia i świata, kiedy ma się zdolność synestezji np. przez jeden dzień/tydzień/miesiąc?

[Synestezja – łączenie wrażeń odbieranych przez jeden ze zmysłów z doznaniami związanymi z innym zmysłem, np. przekształcanie wrażeń słuchowych we wzrokowe („barwa dźwięku”) ].

Cameron: Z pewnością interesowałoby mnie doświadczenie synestezji przez jeden dzień. Oglądałem kiedyś dokument na temat tego zjawiska i zapadło mi w pamięć, jak głęboko ludzie z tą przypadłością potrafili zanurzyć się w muzykę. To na pewno byłoby ciekawe doświadczenie!

RockOko: Macie naprawdę świetną scenę rockową w Australii. Mam tu na myśli nie tylko instrumentalne zespoły, takie jak Wasz czy np. sleepmakeswaves, ale również zespoły reprezentujące inne style: rocka alternatywnego (Dead Letter Circus, The Butterfly Effect, Jerrico) czy metal/hardcore (Parkway Drive, Confession). Oczywiście nie możemy zapominać o wielkim Jakobie, ale gdybym nazwał ich zespołem australijskim to myślę, że zostałbym zlinczowany przez dumnych „Kiwis” [przydomek Nowozelandczyków]. Podsumowując – scena rockowa na Antypodach rządzi. Jakie są inne zespoły w Australii czy Nowej Zelandii, które jeszcze nie są tak bardzo znane międzynarodowej publiczności?

Daniel: Jesteśmy dumni z tego, że muzyka z naszego małego zaułka globu jest doceniania za granicą. Tak naprawdę czujemy, że zarówno Australia, jak i Nowa Zelandia mają jeszcze więcej do zaoferowania światowej muzyce. Jest tu wiele interesujących zespołów, ale jeśli miałbym wybrać kilka, to byłyby to High Dependency Unit (NZ), Seekae, Pirate i Mushroom Giant.

Cameron: Jednymi z moich ulubionych są Capt Kickarse And The Awesomes, Anubis i Valar.

Alison: Sydonia.

Marty: Na myśli przychodzą mi Parades oraz Solkyri.

RockOko: Niedawno ogłoszono u nas, że w kwietniu 2012 sleepmakeswaves przyjadą na dwa koncerty do Polski [wraz z The Samuel Jackson Five]. Czy Meniscus również ma w planach jakieś koncerty w Europie w 2012 roku?

Menicus: Planujemy trasę po Europe na przełomie czerwca i lipca tego roku i nie możemy się już jej doczekać.

RockOko: Dziękuję za Wasz czas. Mam nadzieję, że zobaczymy się w lecie!

Pytania i tekst: Krzysztof Bienkiewicz

… a na koniec

Meniscus – 130

YouTube Preview Image

Meniscus – War of currents (album sampler)

YouTube Preview Image

 

www: http://www.meniscusband.com/

face: http://www.facebook.com/meniscusband

tube: http://www.youtube.com/user/meniscusmusic

last: http://www.last.fm/music/meniscus

 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Wywiad – Meniscus została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.