Wywiad – Meniscus

23.07.2012

Mój poprzedni wywiad z australijskim kwartetem instrumentalnym Meniscus odbył się drogą korespondencyjną. Pamiętam, że kiedy kończyłem go opracowywać, pomyślałem, że fajnie byłoby przeprowadzić jeszcze kiedyś z nimi rozmowę, ale już w bezpośredniej interakcji twarzą w twarz. Nie wiem, czy to przez fakt, że korespondencję wymienialiśmy tuż przed świętami Bożego Narodzenia, ale minęło kilka miesięcy i oto moje gwiazdkowe życzenie się spełniło. Na przełomie czerwca i lipca Meniscus zawitał do Europy na swoje pierwsze tournee po Starym Kontynencie, w ramach którego zespół zagrał dwa koncerty również w Polsce. Po występie formacji w Warszawie usiedliśmy w garderobie z wszystkimi członkami zespołu i rozwinęła nam się taka oto rozmowa:

Witajcie. Dziękuję za umożliwienie porozmawiania mi z wami wszystkimi. Super widzieć was w Europie, jak przebiega trasa?

Marty (wizualizacje): Europa jest wspaniała. To bardzo przyjazne miejsce. Ludzie są dla nas bardzo przyjacielscy i otwarci na naszą muzykę, tak więc jak do tej pory było pięknie.

A jak Polska? Jakbyście ocenili wasze występy we Wrocławiu i w Warszawie?

Cameron (perkusja): Ludzie byli bardzo szczerzy i podekscytowani. Wygląda na to, że nasze koncerty naprawdę bardzo im się podobały, prosili nas o bisy, tak że było super.

Marty: Wydaje mi się, że na początku sporo osób nas nie znało, ale w trakcie koncertu bardzo dobrze przyjmowali naszą muzykę i to było dla nas ważne. Bardzo fajnie jest widzieć, jak ktoś tańczy poruszony muzyką zespołu, którego prawdopodobnie nigdy wcześniej nie słyszał. Tym bardziej, że pochodzimy z tak odległego zakątka, jakim jest Australia. U nas w domu na nasze koncerty może przychodzi trochę więcej osób, ale z kolei w Australii odzew na naszą muzykę w jest inny niż tutaj .

Czym on się dokładnie różni?

Marty: W Australii ludzie nie reagują tak entuzjastycznie, jak w Europie.

Dan (gitara): W Australii zwykle jest tak, że ludzie nie lubią danego zespołu, dopóki ktoś im nie powie, że ta kapela jest dobra. Tutaj z kolei wydaje mi się, że ludzie sami z siebie identyfikują się z muzyką zespołu, sami biorą z niej coś dla siebie i to jest wspaniałe. Szczególnie te dwa koncerty w Polsce to potwierdziły, ale podobnie było też podczas innych występów na tej trasie.

Dzisiaj, gdy zaczęliście grać to pod sceną, było niewiele osób, ale w drugiej części waszego występu klub był już pełny. Przyciągnęliście ludzi stojących na zewnątrz do środka.

Alison (bas): I tak jest na całej tej trasie. Na początku mamy znikome zainteresowanie, ale pod koniec występu przed sceną jest dużo ludzi bardzo wciągniętych w naszą muzykę, chcą bisów itp.

Marty: Kiedy graliśmy w Osnabruck w Niemczech, po koncercie podszedł do nas jeden gość i powiedział nam, że tego wieczora wracał ze swoją dziewczyną po obejrzeniu meczu piłki nożnej w pubie i przechodząc obok, klubu usłyszał naszą muzykę. Tak go zaintrygowała, że powiedział do dziewczyny “muszę tam wejść i ich zobaczyć” i dosłownie zostawił ją samą na ulicy, i poszedł na nasz koncert. To było dobre (śmiech).

Fajnie, że rozmawiamy po waszym występie, ponieważ w końcu udało mi się doświadczyć waszej sztuki w pełni, czyli zarówno na poziomie muzycznym, jak i wizualnym. Pytanie, które teraz padnie jest bardzo świeże, pomyślałem o nim podczas waszego występu. W muzyce Meniscusa jest mnóstwo głębi i przestrzeni. Te elementy były obecne jeszcze zanim zobaczyłem was na żywo, ale wasze wizualizacje nadały im nowego wymiaru. Abstrakcyjne grafiki w waszych klipach są świetne, ale bardzo spodobały mi się również te fragmenty filmowe, w szczególności kadry morza, kosmosu i pociągów. Kiedy na nie patrzyłem to pomyślałem o podróżowaniu. Nie w sensie przemieszczania się, ale w sensie podróży w głąb siebie i od tej myśli przesunąłem się do następnej, w której stwierdziłem, że podróżowanie w głąb siebie to tak naprawdę poznawanie życia. W naszym poprzednim wywiadzie powiedzieliście, że w waszej muzyce staracie się przekazać publiczności koncept: „znajdź swoje własne znaczenie”. To jest znaczenie, które ja odnalazłem dla siebie dzisiaj wieczorem. W tym kontekście chciałem was zapytać, jakie znaczenie dla was ma wasza muzyka i wszystko to, co robicie?

Marty: W tym, co robimy, jest sporo eksploracji tego, co możemy stworzyć wspólnie jako zespół, przesuwania granic naszych możliwości. Chcielibyśmy tworzyć coś nowego i świeżego oraz prezentować to publiczności w spójny sposób z nadzieją, że ludzie odnajdą w tym coś dla siebie.

Dan: Kiedy zaczynamy pisać, nie mamy sprecyzowanych zamiarów. Nigdy nie zakładamy że chcemy napisać konkretnie taką piosenkę albo zrobić coś, żeby ludzie to odebrali w dany sposób. Po prostu gramy i obserwujemy co się z tym dzieje, gdzie nas to prowadzi. Jak już natrafimy na coś, co czujemy, że jest dobre, to wtedy składamy te elementy w utwór. Dużo ze struktur naszych piosenek czy aspektów wizualnych powstało z jammowania. Nie staramy się tworzyć czegoś ustalonego od początku. Po prostu pozwalamy się temu dziać.

Alison: Zawsze staramy się przesuwać nasze granice. Jak już znajdziemy jakiś motyw to pytamy siebie: jak daleko możemy to pociągnąć? Staramy się przesuwać granice zarówno nasze indywidualnie, jak i wspólne jako zespół. Dan może wyjść z jakimś riffem albo Cameron może zagrać rytm kompletnie inny od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni i od tego momentu rozwijamy to. Zawsze staramy się wiele zmieniać, modyfikować.

Marty: Wizualizacje pojawiają się zawsze na końcu tego procesu. Zwykle słyszę piosenkę nad którą reszta zespołu już jakiś czas pracowała, tak więc jest ona w zasadzie ukończona. Wsłuchuję się wtedy w ten numer i wychodzę z własnym motywem na jego temat. Kiedy słucham piosenki, to skupiam się na tym, o czym myślę podczas tego numeru i to zwykle staje się motywem przewodnim. Następnie zbieram wszystkie materiały potrzebne do stworzenia wizualizacji. Nasze obrazy bardziej wyrażają więc rzeczy, o których ja myślę, kiedy go słucham danego utworu. To niekoniecznie jest to, co reszta zespołu miała na myśli, tworząc daną piosenkę.

Ale jak sądzę po obejrzeniu efektów twojej pracy, każdy znajduje swoje znaczenie do stworzonych przez ciebie wizualizacji.

Marty: Tak, z pewnością.

Dan, następne pytanie jest specjalnie dla ciebie, ale oczywiście wszyscy mogą na nie odpowiedzieć. Powiedzmy, że to jest pytanie skierowane poprzez Daniela do całego zespołu. Obserwowałem cię podczas koncertu i muszę powiedzieć, że jest w tobie mnóstwo pasji. Na scenie zachowujesz się bardzo intensywnie i kiedy patrzyłem na ciebie i na to, jak mocno to wszystko czujesz, pomyślałem, ze ty podczas występu znajdujesz się na krawędzi. Mam tu na myśli to, że z jednej strony jesteś bardzo zanurzony w muzyce, a emocje wewnątrz ciebie eksplodują w niekontrolowany sposób. Ten brak kontroli sprawia, że to jest tak piękne, ponieważ w tego typu pasji chodzi dokładnie o taki brak kontroli. Z drugiej strony jednocześnie musisz mieć jednak pewną kontrolę nad tym, co robisz na scenie, ponieważ musisz panować nad gitarą, operować efektami, trzymać rytm. W tym sensie pomyślałem, że jesteś na krawędzi, gdzieś pomiędzy totalnym brakiem kontroli a jednak trzymaniem się w pewnych ryzach. Taki jest mój odbiór, a czy ty byłbyś w stanie opisać swój stan emocjonalny podczas koncertu?

Dan: Składa się na to wiele czynników. Przed występem to są zwykłe rzeczy. Zastanawiam się, czy koncert dobrze wypadnie, czy przyjdą ludzie, czy im się spodobamy, czy nic się nie stanie mojemu sprzętowi. Ale jak już zabrzmią pierwsze dźwięki numeru rozpoczynającego koncertu to wszystko znika i przechodzi w….(pauza)

Gdzie wtedy jesteś?

Dan: To specyficzne uczucie, rozkłada się pół na pół. W połowie koncertuję się na zmianach efektów we właściwych momentach i na pilnowaniu, żeby wszystko było tak jak powinno. Staram się być z zespołem i nie odpłynąć całkiem, ale jest jeszcze ten drugi aspekt, który pozwala ci zapomnieć o tym wszystkim. Zapomnieć o tym, że grasz na gitarze i po prostu zanurzyć się w tej chwili. Sporo czasu zajmuje wyrobienie w sobie tego typu umiejętności. Kiedy ktoś mnie pyta o moje podejście do grania na żywo, to zawsze odpowiadam, że gram tak, jakby to był mój ostatni raz. Gdybyś miał przed sobą swój ostatni koncert w życiu, jak chciałbyś być zapamiętany przez ludzi? Ja w ten sposób zawsze do tego podchodziłem.

Daniel na krawędzi

(Fot. RockOko, Warszawa, 03.07.2012)

Czy ktoś chce coś może dodać?

Alison: Jeśli chodzi o mnie, to ja czuję, że na scenie jestem całkiem inna osobą niż poza nią.

Żeby zrozumieć tę różnicę w twoim byciu, musiałbym cię spytać, jaką jesteś osobą poza sceną.

Alison: Tak naprawdę jestem trochę wstydliwa.

Marty: (śmiech)

Alison: No co? Naprawdę!

Widzę tu pewne wątpliwości…

Alison: No może jeśli wypiję drinka, to jestem trochę inna…

Marty: Rzecz polega na tym, że ty zawsze masz jakiegoś drinka w dłoni (śmiech).

(śmiech) Alison, mogłabyś opisać zmianę w twoim samopoczuciu na scenie i poza nią?

Alison: Poza występami jestem bardziej cicha, a na scenie lubię się trochę popisywać. Sprawia mi to przyjemność.

Chciałabyś przenieść coś z twojego zachowania scenicznego do codziennego życia?

Alison: Staram się to robić. Na scenie mam więcej pewności siebie, tak więc próbuję to wdrażać również i poza nią.

Cameron: Dla mnie, kiedy wychodzę na scenę i widzę stojących ludzi, patrzących i czekających nas, to czuję ich energię, podekscytowanie koncertem i to również daje mi energię. Czuję się wtedy dobrze i myślę, że ostatecznie to samopoczucie przenosi się również na widownię, tak więc jest to swojego rodzaju wymiana.

 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Wywiad – Meniscus została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.