Wywiad – Meniscus

23.07.2012

Następne pytanie. Czy macie emocjonalną więź ze swoimi instrumentami?

Alison: Myślę, że Dan powinien pierwszy odpowiedzieć na to pytanie.

Czytałem, co się stało z twoją gitarą [Po przylocie do Europy i odbiorze bagażu okazało się, że podczas podróży gryf gitary Daniela został złamany].

Dan: Taka sytuacja zdarzyła mi się już po raz drugi. Pierwszy raz to się stało jakieś 5-6 lat temu. Mieliśmy próbę z Meniscusem i ogólnie tego dnia nie byłem w najlepszym humorze, ponieważ nic mi nie wychodziło. W tych emocjach nie rzuciłem gitarą, ale pozwoliłem jej upaść i w momencie, kiedy uderzyła o podłogę jej główka się odłamała. Na początku nie mogłem w to uwierzyć, ale potem na szczęście udało mi się ją naprawić. Wtedy nie mogłem być na nikogo wściekły, ponieważ wiedziałem, że to było tylko moja wina. Tym razem jednak znów nie mogłem uwierzyć, kiedy po wylądowaniu w Londynie otworzyłem pokrowiec gitary i zobaczyłem, co się stało. Dopiero co spędziliśmy ponad 20 godzin w samolocie i na wejście dostałem coś takiego. To była jedyna gitara, jaką wziąłem ze sobą do Europy, tak więc to było najgorszy z możliwych początków trasy.

Marty: Zepsuło nam to cały pobyt w Londynie.

Dan: Tak, spędziłem praktycznie cały dzień, chodząc po rożnych sklepach i szukając gitary, żeby ogarnąć sytuację.

To musiało być trudne doświadczenie, ale jak sądzę nie tylko z powodu dodatkowych pieniędzy, które musiałeś wydać na nowy sprzęt.

Dan: Absolutnie. Nie miałem dużo pieniędzy na nową gitarę, ale ostatecznie musiałem coś kupić. Musiało być to dobre wiosło, na którym mógłbym polegać, ale z pewnością nie chodziło w tym o pieniądze, lecz bardziej o sentyment.

Alison: Powiedziałeś chyba nawet, że to tak jakbyś stracił kogoś bliskiego.

Dan: Tak, dla mnie to było jak otrzymanie wiadomości o śmierci kogoś z rodziny. To było naprawdę przygnębiające. Zobaczę, czy po powrocie do domu uda się ją naprawić. Jeśli tak, to świetnie. Jeśli nie, to cóż, to będzie kolejna przeszkoda, z którą będę musiał się uporać.

Więc jest więź emocjonalna.

Dan: Z pewnością. To twoje narzędzie. Tworzysz nim swoja sztukę. To ważna więź. Może inni potrafią pójść do sklepu, kupić pierwszą lepszą gitarę i po prostu na niej grać, ale ja tak nie potrafię.

Cameron, a jak to jest z tobą? Ty przecież jednak niszczysz swój instrument.

Cameron: Z pewnością tęsknie za moim zestawem. W nim wszystko mam ustawione pod siebie. Statywy na odpowiednich wysokościach i tego typu detale. To trochę tak jak bycie we własnym mieszkaniu, gdzie wiesz, co gdzie się znajduje. Kiedy gram na nie swoim zestawie, to jest to całkiem inne uczucie. Gdy uderzam w moje bębny, tomy czy werbel, to wiem jak to dokładnie zabrzmi, podczas gdy na innym sprzęcie słychać to zupełnie inaczej. Nie dostaję takiego dźwięku, jakiego bym oczekiwał.

Marty?

Marty: Nie sądzę, żebym miał emocjonalną więź z moim sprzętem, ale moje projektory uwielbiam (śmiech). Mam cztery projektory, ich nigdy nie za dużo i do tego dwa laptopy. Mogę powiedzieć, że są one dla mnie jak dzieci, ale z kolei chciałbym mieć nowy laptop z 15 calowym wyświetlaczem. Zawsze byłbym skory porzucić moje obecne dzieci dla ich lepszych modeli (śmiech). Ale tak serio to moje pliki wideo wiele dla mnie znaczą. One obrazują to, kim jestem. Mamy kopie zapasowe kopii zapasowych, ponieważ gdyby coś się z nimi stało, byłbym zdruzgotany.

I na koniec Alison.

Alison: Mój bas to moje dziecko. Mam w domu Spectora, którego uwielbiam, ale zawsze wracam do mojego Fendera. Łatwo i płynnie się na nim gra i jest on po prostu piękny. Uwielbiam go, więc jeśli coś by mu się stało, to byłabym bardzo smutna.

Alison i jej dziecko

(Fot. RockOko, Warszawa, 03.07.2012)

Alison, skoro jesteś przy mikrofonie, następne pytanie jest do ciebie, ale oczywiście chłopaki też mogą dołączyć ze swoimi odpowiedziami. Twoim zdaniem, dlaczego w świecie rocka jest wciąż tak niewiele kobiet? Według mnie kobiety ogólnie są znacznie bardziej emocjonalnymi istotami od mężczyzn. Muzyka z kolei jest super emocjonalną sprawą, a pomimo tego, w tak super emocjonalnym zjawisku, jakim jest granie, wciąż jest znacznie więcej mężczyzn niż kobiet. Gdy się nad tym zastanawiałem, to pomyślałem, że może wynika to z tego, że rock jest dosyć intensywnym gatunkiem i w obrębie tej intensywności są wyraźnie obecne elementy agresji oraz gniewu, a te emocje raczej nie są zbyt kobiece. Może więc o to chodzi, ale to tylko takie moje dywagacje. Jak ty to widzisz?

Alison: Szczerze powiedziawszy, nie wiem. Może dziewczyny powinny mieć trochę więcej jaj (śmiech).

Marty: Alison ma największe jaja w zespole (śmiech).

Alison: Wychowałam się w latach 80-tych i duży wpływ miały na mnie grające wtedy kapele glam rocka jak Motely Crue czy Alice Cooper. Ogólnie takie męskie klimaty.

Marty: Jakim cudem glam rock może być męski?

Alison: No mieli trochę jaja.

Marty: Jasne, w ich zajebiście ciasnych rajtuzach (śmiech).

Alison: (śmiech). W każdym razie od początku uwielbiałam rocka i tak to się dla mnie zaczęło. Tak naprawdę szkoda, że nie ma więcej kobiet w świecie rocka. Dlatego też za każdym razem, gdy widzę dziewczynę w zespole, to mówię do niej „hej stara, przybij pionę!” (śmiech).

Kolejne pytanie dotyczy słuchania muzyki. Kiedy wybieracie muzykę, którą chcecie sobie zaraz włączyć, czy przy tym wyborze częściej kierujecie się chęcią podtrzymania obecnego nastroju, czy też może pragnieniem jego zmiany? Na przykład kiedy rano wstajesz i czujesz się lekko melancholijnie, to wybierzesz muzykę, która się dopasuje do tego nastroju, czy może radosne dźwięki, które go przełamią?

Cameron: Hm, dobre pytanie. Wydaje mi się, że jeśli jesteś na coś wkurzony, to radosna muzyka z pewnością może zmienić ten nastrój. To się nie stanie od razu, ale samopoczucie jednak się przełamie. Z drugiej strony z pewnością jest też tak, że muzyka wzmacnia to, co czujesz w danym momencie, tak więc trzymając się przykładu gniewu, jeśli jesteś wkurzony, możesz włączyć sobie np. Meshuggah.

Dan: Ja myślę, że nie chodzi o konkretny nastrój. Ja na przykład jeżdżę do pracy komunikacją publiczną, Zajmuje mi to około godziny. Zawsze w tym czasie słucham muzyki, ale zwykle nie wybieram konkretnego wykonawcy, tylko włączam przypadkową kolejność. Jeśli wypadnie coś, co mi się w danym momencie spodoba, to wtedy przesłuchuję cały ten album. Nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek zastanawiał się nad emocjonalnym uwarunkowaniem wyboru muzyki, której słucham. W tej sytuacji podoba mi się właśnie ta przypadkowość. Mam kilkaset godzin muzyki w moim odtwarzaczu, tak więc naciskam „play” i co będzie, to będzie.

Alison: Zgadzam się z tym, ponieważ możesz być w danym nastroju, ale jakaś przypadkowa piosenka może go znienacka zmienić bez żadnej intencji z twojej strony.

Marty: Dla mnie większość emocji pochodzi z tego, o czym myślę podczas słuchania muzyki. To niekoniecznie pochodzi z samej piosenki. Mogę np. słuchać ostrego, agresywnego numeru, który tak naprawdę będzie mnie odprężał.

Ostatnie pytanie. Od czasu do czasu w moich wywiadach lubię korzystać z cytatów i dziś mam dla was słowa dosyć znanej postaci. Pan ten nazywa się William Shakespeare i rzekł on kiedyś co następuje: „Wiemy, kim jesteśmy, ale nie wiemy, kim możemy być” (org. We know what we are, but not what we may be). Zgodzilibyście się?

(chwila ciszy)

Dan: Tak.

Dlaczego?

Dan: Wierzę, że mamy możliwość sami kreować swoją przyszłość i mieć wpływ na wydarzenia. Z drugiej jednak strony masz wpływ tylko na to, co jest w twoim najbliższym otoczeniu. Kiedy spojrzysz na przeszłość i wszystko co się wydarzyło wcześniej, to możesz wykorzystać te doświadczenia w rozwoju samego siebie.

Cameron: Myślę, że można na to spojrzeć dwojako. Możesz być przekonany, że jesteś dobrą osobą, ale mogą się wydarzyć w twoim życiu takie rzeczy, które to zmienią i spowodują, że staniesz się kimś innym i na odwrót. Odnosząc się do słów Daniela, można też powiedzieć, że wszystkie twoje życiowe doświadczenia mogą cię prowadzić na ścieżki, na których nie spodziewałeś się znaleźć

Marty: Kto tak naprawdę wie, jaki jest jego pełen potencjał? Mogę chcieć zrobić coś, co nie jest niczym niezwykłym, ale nawet jeśli stać mnie na więcej, to wciąż spełnię swoje możliwości, osiągając to, co chciałem osiągnąć. Zawsze bardziej chodzi o to, co ja myślę o samym sobie, niż to co inni o mnie.

Jeśli mogę dodać coś od siebie, to ja się nie zgadzam z tym cytatem. Według mnie wiesz, kim możesz być, dopiero po tym, gdy już wiesz kim jesteś. Jeśli nie poznałeś samego siebie, jeśli nie wiesz kim jesteś, to nie masz możliwości wiedzieć, kim możesz być.

Marty: To prawda, ale nawet jeśli wiesz kim możesz być, nikt nie może ci zabronić bycia kimś nawet lepszym od tego, jak początkowo o sobie myślałeś.

Zgadzam się, ale ja bardziej miałem na myśli kolejność rzeczy. Ujmując to innymi słowy, jeśli nie wiesz, co chcesz zrobić, to ciężko będzie ci wiedzieć, co możesz zrobić.

Marty: To się zgadza. Dzięki za to trudne pytanie (śmiech).

(śmiech) Na szczęście to było ostatnie, tak więc już was więcej nie torturuję. Dziękuję za rozmowę i wasz czas.

Rozmawiał: Krzysztof Bienkiewicz

Meniscus – Infant

YouTube Preview Image

 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Wywiad – Meniscus została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.