Wywiad: Mikey Demus / Skindred

18.12.2011

Kokos z trotylowym nadzieniem. To główne odczucie, które mam, obcując z muzyką Skindred. Lekkość, zabawa i spontan dłoń w dłoń z wybuchami porywającej energii. Nieważne czy to klub, czy wielki festiwal, nieważne czy 400, czy może 400 000 osób. Niezależnie od miejsca i ilości cyfr we frekwencji, załoga z walijskiego Newport zawsze serwuje fantastycznie energetyczne występy połączone z wielką dawką humoru i zabawy. Przekonał się o tym tegoroczny Woodstock, przekonały się Warszawa i Poznań na dwóch listopadowych koncertach w Polsce. Przy okazji występu w stołecznej Stodole Oko miało okazję zahaczyć o gitarzystę zespołu – Mikey Demusa. Zadaliśmy mu kilka pytań, a on uprzejmie udzielił odpowiedzi. Było fajnie, świeciło słońce, ciepła bryza rozwiewała nam włosy… No dobra, słońca nie było, pizgało wiatrem, ale i tak było fajnie. A całość wyszła tak:

Czy kształt lub / i kolor Twojej gitary w jakikolwiek sposób reprezentuje Twój charakter?

Myślę, że większość gitarzystów i w ogóle muzyków przyciąga sprzęt i instrumenty, które w jakiś sposób pasują do części ich osobowości. Ja jestem wielkim fanem silnego, ale prostego wyglądu i praktyczności. Dla takiego harującego jak wół muzyka jak ja, dwa podstawowe kryteria, które musi spełniać sprzęt, to niezawodność i estetyka. Co wieczór powinien sprawnie działać i mieć zadowalający mnie wygląd. Kocham gitary Fendera, w szczególności Telecastery. Są skromne, ale wszechstronne. Nieskomplikowane, niezmieniające się. Pomimo tego, że jestem całkowicie wkręcony w ich brzmienie, klimat i energię, nie powiedziałbym, że w całości odzwierciedlają mój charakter. Jestem chyba bardziej jak mój model Orange Strat, lekko na pokaz, ale w środku jednak bardziej skomplikowany…

Różnorodność gatunków i mieszanie różnych stylów staje się coraz bardziej obecne w muzyce rockowej. Wy również, ze świetnym efektem, robicie to w Skindred. Niektórzy twierdzą, że takie granie to przyszłość muzyki rockowej. Z drugiej jednak strony słyszałem również opinię, że obecnie jest już za dużo tego łączenia styli i potrzebne jest przywrócenie granic gatunków po to, by móc ponownie je przekroczyć i stworzyć coś nowego. Co ty o tym sądzisz?

Myślę, że w świecie gotowych, dostępnych np. w sieci, prefabrykowanych dźwięków, zespoły takie jak nasz zawsze będą zwracać uwagę odbiorców z lepszych czy gorszych powodów. My gramy już od ponad 10 lat. Nasze brzmienie przyciąga coraz więcej ludzi, tak więc coś musimy robić dobrze. Myślę, że zawsze znajdzie się miejsce dla klasycznego rocka, tak jak i dla reggae, punk rocka itp. Nie sądzę, żeby obecność granic muzycznych były czymś dobrym. Większość problemów obecnego świata jest oparta właśnie na jakimś rodzaju uprzedzenia bądź też segregacji. Niektórzy ludzie powinni być ogólnie w życiu bardziej otwarci i moim zdaniem to dotyczy również ich muzycznych gustów.

Benji powiedział na koncercie w Warszawie, że występ na polskim Woodstocku przed 400 000 ludzi było dla was czymś niesamowitym. Czymś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyliście. Jak wspominasz swój pobyt na polskim Woodstocku, pytam tu głównie o czas spędzony poza sceną, przed lub po koncercie. Mógłbyś się podzielić twoimi wrażeniami?

Pamiętam, że oglądałem fantastyczny koncert Donots. Rozmawiałem też chwilę z kolegą z Zebrahead o podróżowaniu i milach lotniczych. To był wspaniały dzień, który zakończył się jednym z najbardziej pamiętnych występów w naszej karierze. A do tego nasza kontenerowa garderoba miała swoją własną łazienkę z pełnym węzłem sanitarnym! Wszystko było super i bylibyśmy zaszczyceni, gdyby zaproszono nas tam ponownie. Uwielbiamy polską publiczność, za każdym razem jesteście fantastycznym odbiorcą muzyki.

Oodnosząc się ponownie do tego, co Benji powiedział ze sceny, chciałem potwierdzić: tak, my w Polsce lubimy się bawić i ogólnie miło spędzać czas. Myślę, że podobnie jak wy, tak więc spróbujmy, aby i w tej części rozmowy było trochę ubawu. Jedziemy: Gdybyś pewnego ranka obudził się i znalazł w swojej brodzie coś fajnego, na co chciałbyś natrafić?

Duży zwitek 50 funtowych banknotów. Cały czas jakoś mi ich mi brakuje, więc to byłoby dosyć przydatne.

Gdybyś miał wybrać jedną osobę na świecie, której mógłbyś bez żadnych reperkusji dać klapsa w tyłek, kto by to był i dlaczego?

Oczywiście moja żona. Ale uwierz mi, zawsze są jakieś reperkusje.

Największym sekretem waszego ridera jest?

Był czas, kiedy dla żartu dodawaliśmy do ridera czerwone, żółte i zielony M&Msy. Chcieliśmy zobaczyć, czy ktoś w ogóle je przygotuje. Jednak kiedy po kilku koncertach naprawdę zaczęły się pojawiać, zdaliśmy sobie sprawę, że aby je przygotować, ludzie je ręcznie segregują, co nie było zbyt higieniczne, tak więc zrezygnowaliśmy z nich. Obecnie nasz rider jest raczej standardowy.

Mr. C, gdzie jesteeeś?*

Najprawdopodobniej na dnie naszej skrzyni do transportu perkusji. Tak naprawdę on nie za często się teraz pojawia. Myślę, że można powiedzieć, że „przeszedł w stan spoczynku”.

Jak Ci siedzi Tahoma, Mikey?**

Niezbyt moja bajka. Kojarzy mi się z niegrzecznym, biurowym komunikatem, który stara się złagodzić negatywne skutki nowo wprowadzonego, kretyńskiego rozporządzenia. Ja jestem i zawsze byłem maniakiem czcionki Helvetica.

(*) Mr. C to pacynka/maskotka zespołu

(**) Mikey ma zajawkę na typografię

Kokosa ostrożnie opukał: Krzysztof Bienkiewicz

Specjalne podziękowania dla Sevena Webstera z 7pm Management za pomoc w zorganizowaniu wywiadu

 

Skindred i „akcja młyn” na Woodstock 2011 – do obejrzenia TUTAJ

 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
Możliwość komentowania Wywiad: Mikey Demus / Skindred została wyłączona
 

Komentowanie wyłączone.

 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.