Wywiad: Morgan Rose / Sevendust

17.06.2011

Zaczęło się od potknięcia. Gdy zadzwoniłem do Aaron’a – tour managera Sevendust z potwierdzeniem mojego przybycia na wywiad, okazało się, że nic on nie wie o ustalonym terminie rozmowy. Ktoś musiał nawalić na linii management – ekipa tournee, ale kolega był bardzo w porządku i załatwił sprawę w kilka minut, oddzwaniając, że rozmowa jednak będzie możliwa. A potem było już wesoło (what’s your portal name again? Rock Opera?) i ciekawie, szczególnie kiedy pokaźnej postury Aaron opowiadał o swojej ostatniej wizycie w Polsce. Był wtedy ochroniarzem Marilyna Mansona podczas sławetnego, okrytego kontrowersjami koncertu na Torwarze w Warszawie. Jak się okazuje, organizatorzy chcąc uniknąć problemów oferowali Mansonowi odwołanie przyjazdu za drobną kwotę 40 000 dolarów.. Jakkolwiek ciekawa, to historia na inną okazję. Wróćmy do Sevendust i Morgana, który również okazał się bardzo pozytywnym osobnikiem. Po serdecznym przywitaniu ze strony perkusisty zespołu zasiedliśmy w ich autobusie i porozmawialiśmy sobie na takie oto tematy:

RockOko: Witaj Morgan, miło Cię widzieć, nareszcie dotarliście do Polski. To Wasz pierwsza wizyta w naszym kraju, zacznę więc od pytania, czy w kontekście muzyki słyszeliście może coś o Polsce przed przyjazdem tutaj? Ciężkie zespoły lubią tu koncertować, czy obiło Ci się może coś o uszy jeśli chodzi np. o publiczność w Polsce?

Morgan: O tak, słyszałem, że jesteście najlepsi. Oczekuję dziś totalnego szaleństwa. Oczekuję, że to będzie najlepszy punkt naszej trasy, tak więc polska publika ma do spełnienia duże oczekiwania, ponieważ Wasza reputacja dociera do zespołów zanim one się tu pojawią. Niedawno Alter Bridge grał tu na festiwalu (Ursynalia w Warszawie – przyp. K.B.) i kiedy kilka dni temu spotkaliśmy ich na Rock Im Park w Niemczech opowiadali nam, jak całkowicie byli zaskoczeni reakcją publiczności i jak bardzo niewiarygodne było to przeżycie. Jestem więc mocno podekscytowany.

RockOko: Bardzo miło to słyszeć, dziękuję. Wasz najnowszy album: „Cold New Day” wg mnie wyróżnia się w Waszej dyskografii. Jestem pewien, że dla Ciebie każdy album jest wyjątkowy, ale ten jest naprawdę inny. Jego klimat jest blisko „Animosity”, który dla mnie jest esencją Sevendust. Czy i Twoim zdaniem ta płyta miała inny lub też lepszy odbiór w porównaniu do Waszych pozostałych, wydanych ostatnio albumów?

Morgan: To na pewno najlepiej odbierana płyta od czasów „Animosity” i „Seasons”.

RockOko: Myślisz, że powrót Clinta do zespołu miał na to wpływ?

Morgan: Na pewno tak, nie ma wątpliwości. Wszyscy piszemy numery, ale jego wkład w tworzenie jest tym elementem, którego nie może zabraknąć. Byliśmy w stanie obejść się bez niego, ale to nie był ten sam zespół. To była dobra kapela, ale to nie było Sevendust w pełnej formie.

RockOko: Tak, albumy bez Clinta były ok, ale brakowało w nich trochę tego iskrzącego pierwiastka, który jest na „Cold New Day”

Morgan: Tak, zgadzam się w stu procentach. Myślę, że następna płyta będzie jeszcze lepsza.

RockOko: Zamierzacie rozwinąć to, co udało się osiągnąć na „Cold New Day”?

Morgan: Jak najbardziej. Mieliśmy pewne zawirowania na polu spraw osobistych, które powstrzymywały pełne zaangażowanie wszystkich członków zespołu, ale teraz, kiedy każdy twardo stąpa po ziemi, myślę, że następna płyta będzie jeszcze mocniejsza.

RockOko: Pozwól, że zapytam teraz o jeden z najbardziej charakterystycznych elementów Waszej muzyki melodie. Czy pomysł wdrożenia tak wielu melodii do utworów istniał od samego początku Waszego grania, czy też naturalnie narodził się w trakcie pracy z umiejętności wokalnymi Lajon’a?

Morgan: To było od samego początku. Kiedy założyłem zespół, ja, John i Vinnie pisaliśmy już piosenki, tak więc gdy spotkaliśmy Lajon’a, mówiłem im, jak fajnie byłoby mieć jego głos do naszej muzyki.

RockOko: Czy on w tym czasie nie był w jakiś projektach soulowych?

Morgan: Oni grali rocka, może z lekkim klimatem r’n’b, ale ogólnie to był rock. Lajon bardzo lubił Sama Cooka i tego typu rzeczy, on jest w to wkręcony, to jego bajka. Byliśmy przyjaciółmi, graliśmy w różnych zespołach, ale w tych samych miejscach. Kiedy go zobaczyłem, to widziałem, że jest agresywny. My chcieliśmy być agresywnym zespołem, ale też chcieliśmy, żeby nasz wokalista nie tylko szczekał”. Zamierzaliśmy robić „szczekanie” za niego, a jemu pozwolić być tym, kim chce być. To był wspaniałe dopasowanie od samego początku. Pamiętam jak pewnego dnia, zanim jeszcze mieliśmy podpisany kontrakt, Corey z Living Color i Angelo z Fishbone Angelo weszli do naszej sali prób i Angelo po usłyszeniu ans : „Chłopaki, jesteście mieszanką pomiędzy Fishbone i Panterą”.

RockOko: Wow.

Morgan: A ja na to: „Stary, to najfajniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek słyszałem w życiu!” . Wtedy poczułem, że robimy coś dobrego.

RockOko: Wiem, że macie swoją własną wytwórnię7Bros, opowiedz jak ona działa. Czytałem, że w jej ramach chcecie nie tylko promować zespoły, ale także uczyć je, jak należy funkcjonować pomiędzy biznesem a muzyką. Jak to dokładnie wygląda?

Morgan: W naszej karierze podjęliśmy naprawdę wiele złych decyzji biznesowych, które m.in. sprawiły, że nie mogliśmy tutaj dotrzeć wcześniej. Większość z nich nie była z naszej winy, ale jednak to my podejmowaliśmy te decyzje. Decydujesz się zrobić coś ze złym człowiekiem, uwikłasz się w to i potem musisz z tym żyć. Staramy się uczyć i to chyba jedyna rzecz, którą uczymy: uważaj na to, z kim pracujesz, ponieważ każdy, przychodząc do twojego zespołu, zapewnia, że z nim wszystko świetnie zadziała. Pilnuj swoich finansów i obserwuj na bieżąco, co się wokół dzieje, bo jeśli znajdziesz się tu [na trasie], siłą rzeczy obchodzi cię tylko granie. Nie rozmyślasz nad tym, co się dzieje dookoła ciebie, a tak naprawdę wokół krąży dużo pieniędzy. Tak więc kiedy kończysz trasę i zdajesz sobie sprawę, że nie masz żadnej kasy, dociera do ciebie, co się tak naprawdę stało. Coś na zasadzie: „Chwila, zarobiłem 750 000 dolarów na tej trasie, a ty mi dajesz tylko 5 tysięcy. O co chodzi?”. Założenie wytwórni miało więc głównie ułatwić nam to, byśmy mogli robić swoje. Przez krótką chwilę chcieliśmy promować zespoły, ale potem uświadomiliśmy sobie, że pracujemy tak dużo i jeździmy w trasy tak często, że nie bylibyśmy w stanie poświęcić im 110% naszej uwagi. Tak więc wytwórnia stała się tylko platformą do umożliwienia naszego działania. Jest podpisana w ramach struktur Warner.

RockOko: Internet wywrócił branżę muzyczną do góry nogami i zrównał wszystkich. Jak byś ocenił znaczenie wytwórni w obecnych czasach, czy są one jeszcze rzeczywiście potrzebne?

Morgan: Niektóre rzeczy są potrzebne, a inne tak naprawdę nie. Czasy, kiedy potrzebowałeś wytwórni, by cię wcisnęli do MTV i tym podobne, to już nie to samo, co było dawniej. Jestem pewien, że oni wciąż są w stanie to robić, ale MTV i tak już praktycznie nie gra klipów.

RockOko: Fakt, MTV nie jest już telewizją muzyczną.

Morgan: Tak i ludzie nie oglądają już MTV dla muzyki. Czasy, kiedy pojawienie się w TRL (Total Request Live – przyp. K.B.) gwarantowało ci duży sukces, minęły bezpowrotnie. W naszym gatunku muzyki już od jakiegoś czasu to nie działa w ogóle. Nawet największe zespoły, jak Disturbed czy Korn, nawet ich już nie grają. Są jednak pewne rzeczy, które się liczą. Możesz to zrobić bez wytwórni, ale czasem oni wynajmują najbardziej wykwalifikowanych ludzi do konkretnej pracy, jak na przykład publicystów. My tego potrzebujemy. Ja potrzebuję Ciebie tutaj, żeby rozmawiać o nas. Czy dobrze, czy źle, potrzebujemy rozmawiać o zespole, ponieważ inaczej nikt nie zna zespołu. Nie mamy tu historii, ponieważ nie przyjeżdżaliśmy do Polski, ponieważ nie mieliśmy wystarczająco dużo tras w Europie. Dlatego też powiedziałem naszemu management’owi, że na tej trasie, gdy tylko będzie okazja, musimy rozmawiać z jak największą ilością osób. Musimy podziękować ludziom za to, że na nas czekali, zapewnić ich, że naprawdę chcieliśmy przyjechać. Nie powiedzieliśmy sobie: zapomnijmy o Europie, nie dbamy o Europę. Po prostu nie byliśmy w stanie przyjechać, finansowo nie daliśmy rady. Nie zależało nam na zarabianiu jakichkolwiek pieniędzy, po prostu nie mogliśmy ich po raz kolejny stracić, ponieważ mamy dzieci. Nie jesteśmy bogaci. Wbrew temu, co ludzie sądzą, nie jesteśmy multimilionerami. Byliśmy oszukani tak wiele razy, że musieliśmy wydać mnóstwo pieniędzy, aby być w stanie wciąż to robić. Dla przykładu, to tournee kosztuje nas 70 000 dolarów i opłacamy je z własnych pieniędzy, wszyscy się na nie złożyliśmy.

RocOko: Nie pierwszy raz słyszę, że zespół wykłada własną kasę na trasę lub na nagranie płyty. Myślę, że wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak obecnie wygląda rzeczywistość branży muzycznej od środka. Nie zdają sobie sprawy, jak wiele się zmieniło.

Morgan: Tak, wiele osób tego nie rozumie.

RockOko: Odnośnie zespołów i tego jak im się to teoretycznie powodzi wciąż chyba pokutuje takie myślenie, jak z czasów ery MTV”.

Morgan: W tamtych czasach wytwórnie dawały pieniądze. Po raz pierwszy przyjechaliśmy do Europy w 1999 lub 2000. Graliśmy wtedy na Download i jeszcze 2 inne koncerty, ale to był bardzo krótki wyjazd, trwał około tygodnia. Natomiast gdy potem po raz pierwszy przyjechaliśmy na właściwe tournee, wytwórnia dała nam wsparcie. Chcieli, żebyśmy się tu przebili, tak więc dali nam pieniądze. Nie było to wiele, na przykład nie było autobusu, ale było to wystarczająco, abyśmy mogli przetrwać.

RockOko: Czym podróżowaliście?

Morgan: Vanem. Z tymże wtedy nie mieliśmy dzieci, nie mieliśmy domów, nie mieliśmy tych wszystkich rzeczy, za które trzeba było płacić. Trzeba jednak pamiętać, że tak naprawdę w tym co robimy, to jest jedyna rzecz, którą można nazwać pracą. To nie jest praca. Każdy, kto chce powiedzieć, że to ciężka praca robić wywiady, grać koncerty itp. – myli się. Rozłąką z rodziną, styczność z biznesową stroną przemysłu muzycznego, obserwowanie wszystkich tych nieludzkich czynów, które ludzie w tej branży często popełniają – tak, to można nazwać robotą.

RockOko: Podróżowanie.

Morgan: Tak, przemieszczanie się z miejsca na miejsce w rozgrzanym autobusie, brak snu. To jest praca, ale esencja, którą widzą ludzie, nią nie jest.

RockOko: Pozwól, że wrócę do problemów, które mieliście w okolicach 2006r., po wydaniu „Next” (zespół prawie wtedy zbankrutował – przyp. K.B.). Można znaleźć wiele informacji o samych kłopotach, które Was wtedy dotknęły, ale powiedz mi, jak w rzeczywistości udało Wam się wtedy stanąć na nogi?

Morgan: Nie mieliśmy żadnej pomocy. Jedyne prawdziwe wsparcie jakie mieliśmy, było od ludzi. Dlatego też tak dbamy o ludzi, którzy wspierają zespół. Wiele kapel po osiągnięciu sukcesu zapomina, że to się stało dzięki ludziom. My nigdy, przenigdy o tym nie zapomnieliśmy. Są dni, kiedy nie mam ochoty iść na „meet and greet” (umówione spotkania z przedstawicielami prasy, fanami – przyp. K.B.). Nie dlatego, że nie chcę spotykać się z ludźmi, ale dlatego, że jestem chory. Nie chcę więc nikogo zarazić i muszę niedługo grać, a że nie chcę grać jak gówno, chciałbym więc trochę odpocząć. Jednak to robię i robię to z uśmiechem, ponieważ ostatecznie każda dłoń, którą uściskuję, płaci za wszystko, co mam. Ta koszulka, spodenki, oni płacą za to wszystko. Nie miałem pracy, od kiedy podpisaliśmy pierwszy kontrakt w 1997 roku. Gdyby nie ci ludzie, nie miałbym tego co mam, nie spotkałbym kobiet, nie miał moich dzieci. Wszystko więc zostało zbudowane na bazie ludzi i nie lubię kapel, które tego nie doceniają. Jestem znany ze zrywania moich relacji z zespołami, które nie doceniają ludzi.

RockOko: Jakieś nazwy (uśmiech)?

Morgan: Może to przemilczę (uśmiech). Jest ich kilka. Ja mam bardzo bliskie relacje z ludźmi, którzy nas wspierają.

RockOko: To jest bardzo fajne i dla fanów naprawdę ma znaczenie. Tuż przed rozmową z Tobą widziałem dwóch młodych chłopaków, którym udało się dostać autograf od Davida z Disturbed i oni byli tak podekscytowani spotkaniem z nim, że aż trzęsły im się dłonie. Tak więc wiesz, oni ten krótki moment zapamiętają na bardzo długo.

Morgan: Oczywiście. My naprawdę nie jesteśmy wyjątkowi. Działamy na polu, któro porusza ludzi. Oni to podziwiają, ale ja zawsze mówię i podkreślam, że nie nazwałbym ich fanami. To byłoby poniżające stwierdzenie z mojej strony, gdybym powiedział, że jesteś moim fanem. To brzmi tak, jakbym był ponad tobą, a nie jestem. Jestem poniżej. To ja jestem tym, który spogląda w górę na ciebie za to, że wydajesz ciężko zarobione pieniądze na to, aby przyjść i zobaczyć zespół, aby kupić koszulkę, bilet. Czasami, gdy spotykam ludzi po koncercie czekających na nas pod garderobą, to łapię się za głowę: „Człowieku, chyba żartujesz, wciąż tu jesteś? Wciąż tu na nas czekasz, choć pada deszcz?!„. Chcę go wtedy zaraz przygarnąć, przytulić i podziękować. To dla nas bardzo ważne, bardzo.

RockOko: Kiedy nagrywasz płyty, jeździsz w trasy, przy każdej takiej okazji musisz widzieć wiele twarzy, poznawać wielu nowych ludzi. Przy takim przepływie osób w Twoim życiu, kiedy powiedziałbyś, że zaczyna się prawdziwa przyjaźń? Co sprawia, że jest ​​różnica pomiędzy po prostu spotkanymi ludźmi, a tymi, którzy stają się Wam bliźsi?

Morgan: To tak jak z Tobą czy kimkolwiek innym. Spotykamy wielu ludzi i od razu mają oni szansę być bardzo blisko nas, ponieważ nam zależy na nich dlatego, że im zależy na nas. Cały czas dajemy ludzi na listę naszych gości. Dajemy im to, czego chcą, dajemy pieniądze, jeśli trzeba dostać się do innego miasta, zrobimy co tylko możemy dla każdego. Ludzie zazwyczaj są bardzo w porządku, ale czasami trafią się i tacy, którzy nie rozumieją i wtedy robi się trochę dziwne. Wtedy też i my zdajemy sobie sprawę, że to nie jest prawdziwy przyjaciel tylko ktoś, kto chce wykorzystać sytuację, a my nie pozwalamy sobie na bycie wykorzystywanym.

RockOko: Czy ta linia nie jest cienka ?

Morgan: Jest bardzo cienka. My jako zespół jesteśmy bardzo otwarci, bardziej otwarci niż jakikolwiek inny zespół, który znam. Nosimy nasze serca na dłoni. Zobaczysz, jak Lajon będzie dzisiaj rozmawiał z ludźmi. Bardzo możliwe, że będzie miał łzy w oczach, ponieważ to jest nasz pierwszy koncert tutaj i jeśli ludzie zareagują na nas, to poruszy jego, mnie, to dotknie nas wszystkich. Dla nas to jest tak, że.. (Morgan robi krótka pauzę). Jesteśmy w Polsce, stary, jesteśmy w Polsce. Pochodzimy z Atlanty w stanie Georgia, byliśmy tylko dzieciakami, które powiedziały sobie, że chcą założyć zespół i nagle są ludzie, którzy reagują na naszą muzykę kurwa w Polsce! Wiesz co mam na myśli? Lajon płakał na scenie wczoraj w Hamburgu. Jesteśmy bardzo emocjonalnym zespołem i bardzo doceniającym. Jeśli weźmiesz wszystkich ludzi z tego klubu i ustawisz ich po koncercie, to spotykamy się z nimi wszystkimi. Co do jednego, nie ma wątpliwości. Do momentu aż kierowca nie powie nam, że jak teraz nie wyjedziemy, to nie zdążymy na następny koncert.

RockOko: Jesteście znani z ekstremalnych tras. Natknąłem się na niesamowite liczby dotyczących Waszych tournee i jeśli pozwolisz chciałbym je potwierdzić, ponieważ są one niemal niewiarygodne. Czy to prawda, że po wydaniu drugiej płyty „Home” graliście w samym tylko Nowym Jorku aż 13 razy?

Morgan: Tak, byliśmy w Nowym Jorku 13 razy na cyklu promocyjnym jednego albumu. Zaczynaliśmy od grania dla 75 osób, a gdy kończyliśmy, byliśmy główną gwiazdą w miejscu na 3500 osób.

RockOko: Mocne. I dalej, również po „Home”, czy to prawda, że spędziliście w trasie 39 miesięcy pod rząd?

Morgan: Właściwie to było 39 miesięcy z okresu czterdziestu dwóch, tak.

RockOko: Niesamowite. Teraz już tyle nie gracie, prawda?

Morgan: Właściwie teraz mamy najbardziej intensywny okres koncertowania od wydania drugiej płyty. Ostatnio nawet o tym rozmawialiśmy i śmialiśmy się: jak do tego doszło? (śmiech) Ale wiesz dlaczego? To dlatego, że postawiliśmy sobie zadanie zdobycia nowych terenów. Powiedzieliśmy sobie, że musimy pojechać do Europy, że musimy udać się do Australii. Normalnie teraz mielibyśmy wolne. Wzięliśmy wszystkie okresy, które były naszym czasem wolnym i w ich miejsce wstawiliśmy Europę i Australię. Jesteśmy teraz tu, potem wracamy do domu na jakieś 10 dni, potem robimy 2 tygodnie trasy w Stanach, prosto stamtąd uderzamy do Australii, gdzie będziemy przez 2 tygodnie. Potem wracamy do domu na 2 i pół tygodnia, a następnie wyjeżdżamy na 6 tygodni w trasę po Stanach.

RockOko: Jak się z tym czujesz? Minęło trochę czasu od ostatniego tak napiętego harmonogramu, ciało się zmienia. Poza tym Ty jesteś perkusistą i to bardzo intensywnym.

Morgan: Nie jest to łatwe. Czekam na dzień, kiedy nie będę już mógł tego robić, kiedy po prostu będę musiał się zatrzymać choćby na chwilę. Odbija się to na mnie. Nigdy nie miewam pęcherzy, a popatrz co mi się zrobiło po wczorajszym koncercie (Morgan pokazuje mi kilka naprawdę paskudnych bąbli na dłoniach).

RockOko: To nie wygląda za dobrze. Aby poprawić Ci nastrój następne pytanie jest specjalnie dla Ciebie, z małym odniesieniem do filmu „Matrix”. Powiedz mi, którą dokładnie pigułkę zażyłeś, żeby stać się tak niesamowitym perkusistą?

Morgan: (śmiech) Nie sądzę, żeby było we mnie coś wyjątkowego.

RockOko: Jest i powiem Ci nawet co: sposób, w jaki łamiesz rytm bez jego utraty oraz gęstość i intensywność Twojej gry. One są naprawdę wyjątkowe.

Morgan: Dziękuję Ci. Cóż, moja cała gra stała się ortodoksyjna przez moją osobowość. Kilka osób, które miało na mnie duży wpływ, zawsze mi powtarzało: Pamiętaj, że ludzie, którzy są tam, chcą być tu, gdzie ty jesteś. Chcą być na scenie. Cokolwiek więc robisz – bądź prawdziwy. Bądź sobą w tym, co chcesz robić. Chciałem grać ciężko, chciałem grać wizualnie. Chciałem być bombastyczny, bo taka jest moja osobowość. Krzyczenie i to wszystko jest tego częścią. Sprawia to energia, którą czuję, gdy gram. Szczerze powiedziawszy, niektóre rzeczy, które robię wizualnie są niemal częścią tańca, elementem składowym rytmu. Na przykład gdy gramy próbę zdarza się, że nie pamiętam jak coś zrobić, ponieważ nie robię do tego elementów wizualnych, bo w danym momencie ich nie czuję. Zawsze byłem fatalny jeśli chodzi o robienie teledysków. Po prostu nie potrafiłem grać, udawać. Oni mi mówili „zrób ten motyw robota” czy coś takiego, a ja najzwyczajniej nie wiedziałem jak. To zawsze było dziwne. Tak więc to jest moja prawdziwość, moja płynność wynika naturalnie. Widzę innych gości, którzy starają się być wizualni i to naprawdę czasami nie za fajnie wygląda. Widać, że jest to wymyślone. Wygląda na to, że widzieli kogoś, kto to robił albo może nawet mnie, jak to robię i potem próbują zrobić ten sam trick, ale wygląda to naprawdę bardzo kwadratowo i nie jest płynne.

RockOko: Myślę, że to jest najbardziej naturalne właśnie wtedy, gdy tego nie kontrolujesz, kiedy to po prostu płynie. Gdy jest inaczej to widać, że to jest przygotowane.

Morgan: I ja tego nie lubię. To jest dla mnie gorsze, niż nie robienie niczego.

RockOko: Graliście dla wojsk amerykańskich w Iraku i Afganistanie, inne rockowe zespoły jak Godsmack lub Disturbed też tam byli. Czy mocniejsza muza jest szczególnie popularna pośród żołnierzy, jak w ogóle do tego doszło?

Morgan: Zgłosiliśmy naszą kandydaturę i powiedzieliśmy, że chcielibyśmy pojechać wesprzeć chłopaków. A tak przy okazji, mieliśmy tam polskich pilotów, z którymi lataliśmy od bazy do bazy i oni byli absolutnie szaleni.

RockOko: Mówisz o Amerykanach polskiego pochodzenia?

Morgan: Nie, oni byli z Polski, z Waszego kontyngentu. Byli niesamowici, bardzo, bardzo fajni. Oni wiedzą, jak latać samolotem wojskowym, o tym Cię mogę zapewnić, tak więc lecieli tak, żebyśmy się porzygali.

RockOko: (śmiech) Naprawdę? Gdzie to było?

Morgan: Nie pamiętam, czy to było w Iraku. Myślę, że to był jednak Afganistan. To byli super goście. Lecieliśmy z nimi dwa razy i za każdym razem starali się doprowadzić nas do pawia i prawie im się to udało (śmiech). Tak więc zgłosiliśmy się i chcieliśmy pokazać nasze wsparcie, nie poparcie wojny, ale ludzi, którzy tam są. Z tego co mi powiedzieli wysokiej rangi oficerowie, którzy nas tam sprowadzili, gdy pokazali oni listę zespołów żołnierzom, ci powiedzieli: „Chcemy Sevendust”. Tak więc to był ich wybór. Myślę, że demografia wieku do nas pasuje.

RockOko: Dwadzieścia parę lat?

Morgan: Tak, około dwudziestki. Podczas koncertu byli bardzo agresywni, ale bez ekscesów. Było wiele pogo, surfowania w tłumie, skakania. Oni nie mogą tam nigdzie się poruszać bez broni, tak więc gram sobie i widzę gości surfujących nad tłumem, a wszyscy w mundurach i z karabinami w ręku.

RockOko: Bez jaj?!

Morgan: O tak. Pomyślałem wtedy: to jest ostra publika, właśnie tutaj (śmiech).

RockOko: To dopiero musiał być widok.

Morgan: Tak, wyglądało to niesamowicie.

RockOko: Wydaliście już 8 płyt, na których średnio jest 12-15 numerów, co ogólnie daje ponad 90 oficjalnie wydanych piosenek, prawda? Jeśli chodzi o setlisty koncertów to pewnie w zależności od tego czy jest to festiwal, czy gracie jako główna gwiazda, zawierają one około 10-15 piosenek. Powiedz mi więc, co się dzieje z tymi numerami, których nie gracie za często na koncertach?

Morgan: Ogólnie idą do grobu.

RockOko: Nie ćwiczycie ich?

Morgan: Nie, nigdy. Jesteśmy dziwnym zespołem. My w ogóle bardzo rzadko ćwiczymy. Nie sądzę, aby był to powód do dumy, ale kiedy 3 dni temu przylecieliśmy tutaj, aby zagrać na Rock Im Park w Niemczech, w garderobie spotkałem Jonathan’a z Korna. Ostatni raz widziałem go jakieś 3 tygodnie wcześniej. Graliśmy razem koncert w Stanach i to był nasz ostatni występ przed przyjazdem do Europy. Jonathan zapytał mnie, jak się czuję, a ja mu odpowiedziałem: „Dzięki, wszystko w porządku, ale wiesz, nie dotknąłem pałek od czasu, kiedy Cię ostatnio widziałem„. A on na to Co??” (śmiech). Zapytał mnie czy nie grałem w ogóle, tak więc wziąłem do ręki jedną pałkę i powiedziałem: „To jest pierwszy raz kiedy mam w rękach pałkę od momentu, kiedy graliśmy razem koncert trzy tygodnie temu w Ameryce.

RockOko: I nagle masz grać przed 40/50 tysięczną publicznością. Nie byłeś zdenerwowany?

Morgan: Wcale. Taki właśnie jest ten zespół.

RockOko: Masz więc pewność siebie w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Wiesz, że możesz to zrobić.

Morgan: Tak, ale ja bym tego nie polecał. Jestem pewien, że gdybym ćwiczył, byłoby lepiej. Podobnie jak wczoraj, zagraliśmy kilka utworów, których nie graliśmy przez jakiś czas i nawet ich nie sprawdziliśmy na próbie dźwięku. Po prostu wyszliśmy i je zagraliśmy. Nawet on, to mój technik Pooch (Kilka minut wcześniej Pooch wszedł do autobusu, podszedł do naszego stolika, usiadł na drugim końcu i po prostu bez słowa położył głowę na stole. Morgan nic nie widział, ja nic nie powiedziałem, tak więc jak gdyby nigdy nic kontynuowaliśmy rozmowę, podczas gdy Pooch leżał z czołem na stole. Tak, to było zabawne), mówi mi: „Człowieku, jak ty pamiętasz te niektóre rzeczy. Wyciągamy jakąś piosenkę, a ty ją po prostu grasz. Jak?”. Nawet te numery, których nie graliśmy już dawno.

Pooch (już znad stołu): Ponad rok.

RockOko: To długo.

Morgan: Tak, nigdy nie ćwiczę, po prostu gram. Są pewne utwory, których na pewno nie byłym w stanie zagrać, ale ogólnie jest to dziwne. Tak więc wiele piosenek po prostu umiera, nigdy więcej już potem do nich nie wracamy.

RockOko: Ile więc macie utworów w regularnym repertuarze?

Morgan: Powiedziałbym około 20, 25. Gdy gramy u siebie w domu jako główna gwiazda, mamy maksymalnie około 18 piosenek. To sprawia, że ​​jest trudno wybrać, masz 18 piosenek z 8 płyt. To niewiele więcej niż 2 utwory na album, a tak naprawdę nawet nie tyle. Częściej gramy 3 lub 4 numery z jednej płyty i jeden z innej. Czasami nawet żadnej z danej płyty. Myślę, że od dłuższego czasu nie graliśmy niczego z Hope and Sorrow”. Tak, jakby tego albumu nie było.

RockOko: A jak dzisiaj?

Morgan: Tu jest bardzo ciekawie, prawie nie wiemy co zagrać.

RockOko: Właśnie, jak wybieracie listę numerów, gdy gracie gdzieś po raz pierwszy?

Morgan: Słyszeliśmy, że nasze pierwsze 3 lub 4 płyty można tutaj kupić, a 3 lub 4 ostatnich nie można dostać w Polsce. Tak więc z jednej strony powinno się grać utwory, które ludzie znają. Z drugiej zaś strony są takie sytuacje jak wczoraj w Niemczech, gdzie zagraliśmy połowę nowych rzeczy i połowę starych. Ludzie znali wszystkie słowa do nowych rzeczy, jak „Forever Dead”, ale nie znali za dobrze np. „Black”, który jest z naszej pierwszej płyty, która tam dosyć mocno się przebiła. Nie wiem dlaczego. Jedyne, co mi przychodzi do głowy to to, że ludzie, którzy lubili nasze pierwsze płyty wydorośleli i prawdopodobnie o nas zapomnieli, ponieważ tu nie przyjeżdżaliśmy. Bez bezpośredniej obecności ludzie o tobie zapomną. Dziś dostaliśmy 40 minut, tak więc myślę, że zagramy Splinter, Black, Driven, Pride, Strong Arm Broken, Pieces, Face To Face i jeszcze jeden. Albo Crucified albo Forever Dead (ostatecznie było to Rumble Fish – przyp.K.B.).

RockOko: Miałem nadzieję, że wymienisz „Shine”.

Morgan: O stary, wiele osób o nim mówi. Już długo go nie graliśmy.

Pooch (wciąż w półśnie): Dwa lub 3 lata.

RockOko: Szkoda. Riff otwierający numer jest po prostu zabójczy.

Morgan: Wiele osób mówi o tej piosence. Myślę, że musi wrócić do zestawu.

RockOko: Mam taką nadzieję. Dziękuję za Twój czas, Morgan.

Morgan: Dziękuję.

Rozmawiał: Krzysztof Bienkiewicz

Coż, jak na razie możemy więc tylko zadowolić się wersją studyjną:

YouTube Preview Image

 
 
Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • email
  1. Wojtek

    18.06.2011 o godz. 16:29

    Bardzo fajny wywiad, muza mi się też podoba. Odwalacie kawał dobrej roboty w RockOko.
    Pozdrawiam

     
  2. Relacja – Koncert Sevendust | RockOko

    19.06.2011 o godz. 20:57

    […] zostańmy na chwilę przy jego panie i władcy: rzeczonym Morganie Rose. Poza sceną, podczas wywiadu – przemiły, wesoły i spokojny człowiek. Na scenie – przepięknie niebezpieczne zwierzę. To, […]

     
 

Rock Oko © Wszystkie prawa zastrzeżone. Serwis zaprojektowany przez www.fingerprintweb.pl. Projektowanie serwisów i pozycjonowanie stron.